Pierwszych pięć polskich satelitów jest już na orbicie. Czym się będą zajmować?

Nasze satelity są dowodem, że polski przemysł w kosmosie radzi sobie już znakomicie. Nieco gorzej radzi sobie państwo, które – z wyjątkiem resortu obrony – jest na bakier z wykorzystaniem technologii satelitarnych.
Czyta się kilka minut
Start rakiety Falcon9 z polskim satelitą MikroSAR ICEYE. 28 listopada 2025 r. // materiały prasowe ICEYE
Start rakiety Falcon9 z polskim satelitą MikroSAR ICEYE. 28 listopada 2025 r. // materiały prasowe ICEYE

Gdy w piątek 28 listopada amerykańska rakieta Falcon 9 dotarła na orbitę, ogłoszono sukces. „Dla [rakiety] to 500 km. Dla Polski – wielki skok w przyszłość” – stwierdził premier Donald Tusk. Powód? Falcon wyniósł na orbitę pięć polskich satelitów. To mają być nasze „oczy” w kosmosie.

Możliwości polskich satelitów

Satelita MikroSAR, dostarczony przez polsko-fińską firmę ICEYE, to pierwszy z trzech zbudowanych dla resortu obrony satelitów radarowych, które tworzą obrazy powierzchni Ziemi za pomocą mikrofal, dzięki czemu widzą przez chmury czy dym.

Z kolei trzy satelity PIAST, stworzone przez konsorcjum obejmujące m.in. Wojskową Akademię Techniczną, Creotech Instruments i Centrum Badań Kosmicznych PAN, to zaczątek zwiadowczej konstelacji budowanej na potrzeby resortu obrony. 

Piąty zaś satelita, PW6U polskiej firmy SatRev, zbiera dane w średniej rozdzielczości i na różnych długościach fal. Służyć ma głównie potrzebom administracji, rolnictwa czy energetyki.

Jakie zadania będą realizować polskie satelity?

W praktyce wszystkie satelity to technologia dual-use, podwójnego zastosowania. Znaczy to, że mogą być wykorzystane tak w celach wojskowych, jak cywilnych, np. w razie klęsk żywiołowych. Docelowo w 2027 r. polski rząd ma mieć na orbicie dwanaście satelitów.

Nie dadzą one takich zdolności, jakie dają systemy NATO czy USA, ale zmniejszają ryzyko, iż ktoś zakręci nam kurek z informacją. Że takie zagrożenie jest realne, przekonali się Ukraińcy: w marcu prywatna firma Maxar odebrała im dostęp do danych, które wcześniej od niej kupowali, tłumacząc to „prośbą” z Białego Domu.

Tymczasem dostęp do stale aktualizowanych danych satelitarnych jest, czego dowodzi wojna Putina przeciw Ukrainie, kluczowy dla prowadzenia działań wojskowych. Zresztą nie tylko wojskowych – bez satelitów nie da się skutecznie działać w obliczu klęsk żywiołowych, zarządzać rolnictwem czy monitorować krytyczną infrastrukturę. Bez oczu w kosmosie państwo jest dziś ślepe.

Polski program kosmiczny

Nasze satelity są dowodem, że polski przemysł w kosmosie radzi sobie już znakomicie. Nieco gorzej radzi sobie państwo, które – z wyjątkiem MON – jest na bakier z wykorzystaniem technologii satelitarnych. Pomóc może stworzona niedawno Agencja Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych (ARGUS).

Jednak same satelity nie wygrywają wojen i nie zapobiegają kryzysom. Trzeba je wpiąć w systemy dowodzenia i zarządzania, szkolić analityków, budować krajowe oprogramowanie, dbać o cyberbezpieczeństwo. Bez tego kosmiczny program będzie drogim symbolem, a nie realnym narzędziem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Nasi w kosmosie