Wystarczyło połączyć kropki.
Punkt pierwszy to problemy, na które od dłuższego czasu natrafia rozpowszechnianie prasy, a które wielokrotnie opisywaliśmy również na łamach „Tygodnika”. Przyglądaliśmy się kryzysowi Poczty Polskiej, która przespała początek XXI wieku, ale pisaliśmy także o trudnej doli jej listonoszy, na których często ogniskuje się frustracja klientów. Władze państwowej firmy zapowiedziały bolesną restrukturyzację, która być może przyniesie w tym zakresie poprawę. Na razie można jednak spodziewać się raczej przetrzebienia sieci ponad siedmiu tysięcy placówek pocztowych. Kioski też znikają z polskich ulic w zastraszającym tempie. W grudniu żegnaliśmy na naszych łamach ostatnią taką placówkę Ruchu, bo zarząd spółki postanowił zamknąć wszystkie do końca roku. Inne firmy również likwidują punkty sprzedaży ulicznej, bo koszty nie spinają im się z przychodami. Saloniki prasowe w centrach handlowych mają się na tym tle nie najgorzej, ale ubywa z kolei obiektów, w których mogą prowadzić taką działalność. Na mapie Polski każdego dnia ubywa zatem miejsc, w których można kupić prasę.
Punkt drugi: w „Tygodniku” nie raz pisaliśmy także o fenomenie automatów, z których można odebrać paczki, a które upowszechniły się w Polsce, ewidentnie jako lek na bolączki państwowej poczty. Przyglądaliśmy się również działalności firmy InPost, która słowo „Paczkomat” wprowadziła do potocznej polszczyzny, a dziś dostarcza polskim klientom do domów większość tego, co kupują przez internet. Pandemia nieodwracalnie zmieniła wiele aspektów polskiej codzienności, a chyba najdalej zmiany zaszły w modelu polskiej konsumpcji. Coraz chętniej kupujemy z domu. Rzecz jasna, z dostawą do klienta.
Punkt trzeci: regularnie sygnalizowali nam Państwo problemy z dostępnością „Tygodnika”, nie tylko za sprawą opóźnień poczty dostarczającej prenumeratę. Czasem, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, nie starczało po prostu egzemplarzy dla wszystkich zainteresowanych.
Punkt czwarty: wielu Czytelników nadal woli czytać prasę w formie papierowej. Serwis internetowy czy e-wydanie są oczywiście bardzo wygodne i mają już wiernych odbiorców, ale są przecież wśród nas i tacy, dla których szelest papieru i delikatna nutka zapachowa farby drukarskiej przenikająca się z aromatem kawy to wręcz obowiązkowe punkty porannej rutyny. My również kochamy ten pozornie archaiczny proces tworzenia drukowanego „Tygodnika”: adiustację tekstów na wymiar, żonglowanie zdjęciami, by nadać stronom lekkości, i sprawdzanie, czy sąsiadujące tytuły nie składają się przypadkowo w niezamierzenie komiczny rebus. To zajęcie na koniec dnia daje poczucie tej samej satysfakcji, jaką z końcowego efektu swojej pracy odczuwają rzemieślnicy. Drukowany „Tygodnik” nie jest archaiczny, lecz przeciwnie: kraftowy, czyli wpisujący się w najbardziej aktualny i cenny trend doceniania rzeczy tworzonych niekoniecznie na masową skalę, za to z dbałością o detale.
To zaledwie cztery punkty do połączenia, ale z obliczeń wychodzi nam, że w istocie jest ich 450. Bo gdyby jedną kropką zaznaczyć każdy metr odległości dzielącej statystycznego mieszkańca Polski od miejsca, gdzie znajduje się najbliższy mu Paczkomat, uzbiera się ich właśnie tyle. W dużych miastach nawet mniej, co możemy zaobserwować także z okien naszej redakcji, przez które widać dwie takie maszyny, oddalone może dwieście metrów jedna od drugiej. Od Państwa potrzeb i wrażliwości staramy się nie oddalać od 80 lat, ale w wymiarze czysto logistycznym „Tygodnik Powszechny” nigdy nie był bliżej swoich odbiorców. Bo począwszy od przyszłego numeru, nasze pismo będzie można odebrać chyba w najwygodniejszy z dostępnych sposobów – właśnie za pośrednictwem rozwiązania dostarczonego przez InPost.
Wystarczy złożyć zamówienie na naszej stronie www.tygodnikpowszechny.pl, by już w następną środę – i w kolejne – wyjąć ze skrytki za rogiem najnowszy numer. Wyjeżdżają Państwo na wakacje? Przygotowany dla Was egzemplarz „Tygodnika” pojedzie za Wami w niemal każdy zakątek kraju. Wystarczy wskazać firmie InPost nowe miejsce odbioru. Nie musicie też już dłużej czekać na listonosza. To „Tygodnik” zaczeka na Was w skrytce urządzenia przez 48 godzin – aczkolwiek sugerujemy, żeby nie zwlekać z odbiorem. Nie tylko dlatego, że automat nie jest z gumy, a sąsiedzi też mogą czekać na przesyłkę. Również dlatego, że choć tygodnik opinii to nie serwis z newsami i ma całotygodniowy termin przydatności, to przecież nie ma co zwlekać z lekturą.
InPost ma na terenie Polski już ponad 25 tysięcy urządzeń Paczkomat, korzystanie z których deklaruje 93 proc. Polaków kupujących online (TNS Kantar, 2024). Z myślą o pozostałych 7 procentach w skrócie przybliżmy jednak całą procedurę. Po opłaceniu zamówienia pozostaje czekać na e-mail lub SMS z wiadomością, że numer „Tygodnika” dotarł do wskazanego punktu odbioru. Podchodzimy do maszyny i otwieramy skrytkę z przesyłką, wpisując na ekranie numer telefonu przypisany do zamówienia oraz kod, który prześle InPost. Operację jeszcze bardziej uprości aplikacja InPost Mobile, którą można zainstalować w każdym telefonie, a która umożliwia zdalne otwarcie skrytki bez wpisywania kodów.
Firma deklaruje dostawę w 1-2 dni robocze, zatem „Tygodnik”, który z maszyny drukarskiej schodzi w nocy z poniedziałku na wtorek, powinien bez trudu docierać do Państwa już w środy.
Zachęcamy do korzystania z tej nowej formy dostarczania „Tygodnika” także dlatego, że skorzystamy na tym wspólnie. Istotą naszej pracy – czy mierzyć ją liczbą sprzedanych egzemplarzy, czy odzewem, z jakim spotykają się nasze artykuły – jest dotarcie do jak największej liczby odbiorców i zaproszenie ich do dialogu. Dla Państwa prenumerata z tym sposobem dostawy nie będzie zaś droższa od zakupu naszego pisma w kiosku czy w saloniku prasowym.
„Tygodnik” skończył właśnie 80 lat. W większości tworzą go już ludzie, którzy w dorosłym życiu nie zaznali realiów PRL-u – epoki, która hartowała to pismo. Są wśród nas i tacy, którzy na świat przyszli już po śmierci redaktora-założyciela, Jerzego Turowicza. Wspomnień starszych kolegów o porannych kolejkach po prasę przed kioskami słuchają dziś z lekką nieufnością, bo codzienności nie potrafią wyobrazić sobie bez aplikacji w smartfonie, zakupów w sieci i właśnie takich ułatwień w odbiorze przesyłek.
Nie zamykamy się na takich odbiorców. Jesteśmy w internecie, w mediach społecznościowych, w serwisach streamingowych można słuchać naszych podkastów i oglądać materiały multimedialne. „Tygodnik” ewoluuje, chętnie sięga po nowe formy dziennikarskie, ale trzyma się zasady, by w życiu publicznym raczej szukać przestrzeni do porozumienia niż zachęcać do eksponowania dzielących nas różnic. Analogicznie, nie dzielimy naszych odbiorców na tych, którzy czytają nas w wersji cyfrowej, i tych, którzy wolą papier. O jednych i drugich chcemy dbać najlepiej, jak umiemy. Tym bardziej cieszy nas więc fakt, że w 80. urodziny możemy spotkać się z Państwem w ponad 25 tysiącach miejsc rozsianych po całej Polsce.
Kto wie, czy wraz z firmą InPost nie zaczynamy właśnie nowego rozdziału w historii polskiej prasy? Medium, na którym wielu chciałoby przedwcześnie postawić kropkę.
Twój „Tygodnik” bliżej, niż myślisz. Dostawa za darmo przez InPost Paczkomat® >>>
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.






















