Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Osiem tysięcy metrów ryzyka

Osiem tysięcy metrów ryzyka

29.01.2018
Czyta się kilka minut
BOGUMIŁ SŁAMA, instruktor alpinizmu: Wspinaczka to dość intymne zajęcie. Nie mówi się o nocach w samotności, kiedy przychodzą demony. Ludzie, którzy się wspinają na poważnie, wiedzą, jak łatwo przegrać.
ARCHIWUM PRYWATNE BOGUMIŁA SŁAMY
B

BARTEK DOBROCH: Polskę znów połączył himalaizm. Połączył i podzielił. Jedni podziwiają determinację ratowników i walkę ratowanej, inni piętnują himalaistów, ganią za nieodpowiedzialność.

BOGUMIŁ SŁAMA: Ludzie uwielbiają katastrofy. To one powodują zainteresowanie górami u tych, którzy na co dzień są obojętni. Przed laty moja szefowa z Polskiego Związku Alpinizmu, Hanna Wiktorowska, zapytała: „Czy wiesz, kiedy robi się największe zainteresowanie kursami?”. Obstawiałem, że kiedy Andrzej Zawada wbija flagę Polski na kolejnym szczycie. Okazało się, że największe dopytywanie, jak zostać taternikiem, było po spektakularnych tragediach.

Czyli to nie jest nowe zjawisko?

Zjawisko zawsze nam towarzyszyło. Natomiast teraz płacimy cenę za niesamowity postęp technologii. Są fora internetowe, portale społecznościowe. Chwytamy informacje i wydaje nam się,...

10373

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Chociaż jestem właśnie tym małym ludziem, któremu cała ta wspinaczkowa zabawa nijak nie imponuje ani nie urzeka, to rozmowa bardzo mnie poruszyła. Najpierw się zżymałem, ale potem do mnie dotarło, że w gruncie rzeczy z panem Bogumiłem różni mnie tylko to gdzie stawiamy granicę, bo jak powiedział „czasem rozsądek nakazuje, by nie iść”. No właśnie – mój rozsądek sugeruje by wogóle nie iść na absurdalną, nikomu nie potrzebną i śmiertelnie niebezpieczną wyprawę. „Góra może stać się obsesją. Jak ktoś bardzo dużo jeździ w Himalaje i się nakręca, to często źle kończy.” Też chodzę po górach – rozumiem zachwyt górami, ale mi wystarcza jak patrzę na najwyższe szczyty z dołu. Nie szukam w górach życiowego sukcesu, niczego nie muszę sobie udowadniać, i nie potrzebuję wzmacniać smaku życia ocierając się o śmierć. W mojej osobistej ocenie, pan Mackiewicz nie wyszedł ze swojego wewnętrznego piekła, wyszedł tylko z heroiny, ale zamienił ją na inny narkotyk – ekstremalny himalaizm. I ten narkotyk go zabił, co jest ogromnie smutne. Cała ta akcja ratunkowa jest tylko heroicznym rozwiązywaniem problemu, który wcale nie musiał zaistnieć i mogła się zacząć dużo wcześniej, od zablokowania wyjazdu osoby uzależnionej (mam nadzieję, że ktoś próbował). „Na wieńce, wiązanki wydałem większe pieniądze niż na różne uciechy. Widziałem rozpacze, dramaty, ludzi rozmazanych na piargach. Ogromna część ofiar była bez sensu, przez fircykowanie, brak przyłożenia się.” Ciekawe kiedy do ludzi dotrze, że ekstremalny himalaizm to nie sport tylko uzależnienie? I że nie wolno go promować, tylko należy leczyć i prowadzić profilaktykę – tak samo jak w przypadku innych uzależnień. A wracając do bardziej przyziemnej i brutalnej kwestii - „Ci, których będę nazywał małymi ludźmi ( to o mnie chodzi ), zaczynają bać się o pieniądze podatników na akcję ratunkową, choć jej koszt dla budżetu państwa jest niemal niezauważalny” Nie czepiam się ani tego, że się ludzie wspinają - nie moje życie, ani tego jak znajdują środki finansowe - nie moje pieniądze. Ale oczekuję, że to zadziała w obie strony - himalaiści nie są posyłani w góry przez rząd w interesie państwa, zatem domaganie się opłacenia akcji ratunkowej z budżetu państwa jest nieuzasadnione, a sama argumentacja jest żenująco dziecinna. Uważam, że lepiej jest inwestować państwowe (czyli też moje) pieniądze w utrzymanie szlaków turystycznych, niż w ratowanie ludzi którzy z własnej nieprzymuszonej woli podejmują niepotrzebne nikomu śmiertelne ryzyko, nazywając to dla niepoznaki sportem. „Czy to nie było …niepotrzebne zwycięstwo? Nanga Parbat została przecież zdobyta zimą dwa lata temu.” To pierwsze wejście też było niepotrzebnym zwycięstwem, przypadkowym zwycięstwem pychy nad naturą.

"ten narkotyk go zabił, co jest ogromnie smutne"... +++Czy na pewno smutne, nawet zakładając, że był to narkotyk. W podobnych przypadkach opowiadam tę oto historyjkę. Mój chrzestny, wujek M., całe życie lubił sobie wypić. W młodości często nawet nawet z fantazją i ponad miarę. Na starość się ustatkował, ale od czasu do czasu, raz na parę miesięcy sięgał po flaszeczkę. Pewnego dnia kiedy właśnie odnowił stare przymierze z wódką, wprowadził się w znany wszystkim pijokom stan wyjścia ponad i poza czas i przestrzeń, jednym słowem osiągnął stan absolutnej równowagi i spokoju, wódczane satori, gorzelaną nirwanę - na moment stracił równowagę, zachwiał się i przewrócił. Pech nie pech, ale chciał, że padając na wznak uderzył głową w mur i tym sposobem odciął zasilanie swego procesora, mały pstryczek - elektryczek, światło zgasło. W jednym momencie pozostał tam, dokąd chwilę wcześniej doszedł - w Niebie. [Ciąg dalszy tej opowiastki zwykle opisuje cierpienia i dramatyczne końcówki życia moich porządnych, od niczego chemicznego nieuzależnionych bliskich, ich okrutne i przewlekłe agonie - tu go pominę.] Odejście wujka M. w konfrontacji z ogromem cierpień innych było dla mnie ważną nauką. Takiego końca życzę sobie i przyjaciołom. Konkluzja: nie oceniajmy swą przyziemną, egoistyczna miarą czegoś, co nam się po prostu albo zwyczajnie w pale nie mieści, albo nie mamy odwagi, by zrozumieć i zaakceptować. Może nas ta czy inna śmierć smucić - ale może powinniśmy jej zazdrościć.

Eddiepolo, ty nazywasz Niebem to co ja nazywam piekłem, nie dziwi mnie zatem, że uważasz mój komentarz za absurdalny. Zwracam tylko uwagę, że nie ja jeden postrzegam himalaizm ekstremalny w kategoriach obsesji, nałogu. Przyznam jednak, że faktycznie w mojej małej egoistycznej i przyziemnej pale nie mieści się taka "szlachetna" śmierć. Sens naszego życia nie zasadza się w tym jak miło je spędziliśmy i jak ładnie skończyliśmy.

"Uważam, że lepiej jest inwestować państwowe (czyli też moje) pieniądze w utrzymanie szlaków turystycznych, niż w ratowanie ludzi którzy z własnej nieprzymuszonej woli podejmują niepotrzebne nikomu śmiertelne ryzyko, nazywając to dla niepoznaki sportem" A ja powiem więcej. Uważam że lepiej państwowe (czyli też moje)pieniądze NIE inwestować w utrzymanie szlaków turystycznych. Bo po co po nich łazić. Za duże ryzyko. I potem TOPR i GOPR ratuje za "moje" pieniądze. A po co tam lezie jeden z drugim.

Też zwróciłem uwagę na niestosowność tego zapisu. Jednak podobne poglądy są w moich oczach tak cudaczne, że aż nie chce się ich komentować. Zapytałbym autora co w takim razie myśli o finansowaniu z publicznych środków leczenia alkoholików pijących legalną wódkę, albo palaczy papierosów, wreszcie o tych, co ze zwykłego obżarstwa popadają w nadwagę, a z nią w tuzin przeróżnych schorzeń. Zapytałbym - ale ten, skoro już raz absurdalny pogląd wygłosił, pewnie i drugi i trzeci potrafi.

Przed chwila w wiadomosciac pewiem elokwentny doktorek powiedzial ze idacy w gore z reguly majya na tyle inteligencji ze nie pozwalaja sie odmrozicczyli majy na to swoje sposoby. a jednak szkoda w tym przypadku ze ten czlowiek akurat tego nie mial, bo przecie mala wiagrae wcisnac mozna wszedzie i nie potrzeba do tego oplacanych tragarzy. Zawiodlo niestety nie tylko myslenie ,bo nawet kobieta umiala sobie poradzic. To jest nie tylko narkotyk to wspinactwo to jest dla wielu niestety choroba /jak narkomania/; BO JA MUSZE SOBIE I CALEMU SWIATU WRESZCIE JUZ ZA SYMBOLICZNYM 7 mym RAZEM zaliczyc ta gore i UDOWODNIC CALEMU SWIATU ZE JESTEM MEZCZYZNA. A Ty Bozy Herosie przepraszam Cie nie pomyslales ze masz kilkoro dzieci i zone tez ktora je w mekach urodzila dla Ciebie wlasnie? Rozumiem Sw.Jan Pawel II KOCHAL GORY inni rowniez ,ja takze, ale nie az do szalenstwa niejako samobojstwa. Takich ofiar nie potrzebuje Stworca calego pieknego swiata w tym nawet najpiekniejszych gor powyzej 8 tys m.

"Nie robił nic nieetycznego. Podchodził do tego nie jak wojownik, ale jak chłopiec, który miał marzenia." Tylko że chłopcy nie powinni mieć dzieci. A jeżeli chłopcu dziecko się przydarzy, powinien stać się mężczyzną i przyjąć na siebie odpowiedzialność za to dziecko, nawet jeśli wymaga to poświęcenia części pasji i marzeń...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]