Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Olimpiada stepowa

Olimpiada stepowa

04.09.2018
Czyta się kilka minut
Od niedzieli w górzystym Kirgistanie trwają światowe igrzyska koczowników. Dla przybyłych z całego świata widzów to okazja, by podziwiać mistrzostwo jeźdźców i łuczników, ale także szansa, żeby przyjrzeć się z bliska zmaganiom Kirgizów i Kazachów o władzę i pierwszeństwo.
Światowe Igrzyska Nomadów w 2016 r. / Fot. Vladimir Voronin / AP Photo / East News
Światowe Igrzyska Nomadów w 2016 r. / Fot. Vladimir Voronin / AP Photo / East News
O

Olimpiada stepowa, już po raz trzeci z rzędu, odbywa się w kirgiskim miasteczku Czołpon Ata nad malowniczym jeziorem Issyk-Kul oraz w pobliskim wąwozie Kyrczyn, ogłoszonym przez Kirgizów parkiem narodowym. Na pomysł organizowania jej wpadł przed kilkoma laty ówczesny prezydent z Biszkeku, Ałmazbek Atambajew, chętnie odwołujący się do kirgiskiego patriotyzmu i przywiązania do koczowniczej tradycji. To właśnie im miały służyć międzynarodowe zawody, rozgrywane w starodawnych, pastersko-myśliwskich konkurencjach, takich jak konne gonitwy, strzelanie z łuku, zapasy, polowanie z sokołami czy budowanie jurt na czas. Rozgrywane co dwa lata olimpiady stepowe miały też przyciągać do ubogiego kraju zamożnych, zagranicznych turystów i obieżyświatów, zafascynowanych dawnymi kulturami.

W pierwszych igrzyskach, we wrześniu 2014 r. wzięły udział drużyny z 18 krajów. Dwa lata później na olimpiadę koczowniczą zjechało już prawie dwa tysiące zawodników z ponad 60 państw – również z Brazylii, Francji, USA, Polski (Polacy rywalizują w koczowniczych grach planszowych) i Zambii, które nie mają wiele wspólnego z koczowniczą tradycją.  W tym roku liczba uczestników przekroczyła trzy tysiące, a krajów, które reprezentują jest blisko setka. Przyjechali między innymi Afgańczycy, mistrzowie buzkaszi, konnych zawodów, uchodzących za narodowy sport wszystkich ludów żyjących na stepach po obu stronach Amu Darii.

Pierwsze igrzyska otworzył ich pomysłodawca i twórca, prezydent Atamabajew. Na drugich honorowymi gośćmi byli prezydent pobliskiego Turkmenistanu Kurbanguli Berdymuhammedow i amerykański aktor Steven Seagal. W tym roku do miasteczka Czołpon Ata na uroczystość otwarcia koczowniczej olimpiady w gości do prezydenta Sooronbaja Dżeenbekowa (zastąpił Atambajewa jesienią) zjechali nie tylko prezydenci Turcji, Kazachstanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu i Azerbejdżanu – z Budapesztu przyjechał nawet premier Victor Orban, który odwołując się do węgierskiego nacjonalizmu i tradycji, chętnie przyznaje się do przodków-koczowników Arpadów.

Prezydentów dwóch

Zgromadzeni na widowni Kirgizi wypatrywali też na trybunach byłego prezydenta Atambajewa. „Nie było go – mówi „Tygodnikowi” Elmira Nogojbajewa, kirgiska dziennikarka. – Został zaproszony, ale nie przyszedł”.

Dla znawców kirgiskiej polityki nieobecność Atambajewa na trybunach była wydarzeniem ciekawszym niż popisy woltyżerów, sokolników czy łuczników, strzelających do tarczy z siodła. Nie przyjmując zaproszenia na uroczystość otwarcia igrzysk, które sam stworzył, były prezydent potwierdził, że między nim, a jego następcą i dawnym protegowanym, wciąż toczy się bezwzględna walka o władzę i rząd dusz.

Jesienią, nie mogąc ubiegać się o kolejną prezydencką kadencję (tutejsza konstytucja jasno stwierdza, że prezydentem można być tylko raz), Atambajew wybrał na swojego następcę premiera Sooronbaja Dżeenbekowa, najposłuszniejszego i najmniej ambitnego z dworzan. Ustępujący przywódca zamierzał dalej władać krajem jako szef rządzącej partii, a nowy prezydent miał być tylko jego bezwolną marionetką.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Jedyne takie wybory


Pierwsza w Azji Środkowej pokojowa sukcesja (w tej części świata, uchodzącej za krainę satrapów, prezydenci panują dożywotnio, a jedynie w Kirgistanie byli obalani w wyniku ulicznych rewolucji) przebiegała początkowo wzorcowo. Kłopoty zaczęły się, gdy przeczekawszy cierpliwie zimę, ostatniego dnia marca 62-letni Atambajew został wybrany na przywódcę rządzącej Partii Socjaldemokratycznej, z którą na czas prezydentury (2011-2017) musiał się rozstać. Przejąwszy partyjne stery, znany z wybuchowego charakteru i niewyparzonego języka były prezydent, zaczął krytykować swojego następcę, wytykając mu niedostatki i błędy.

Okazało się jednak, że kilka miesięcy prezydentury wystarczyło, by z posłusznego dworzanina 60-letni Dżeenbekow przemienił się w zazdrosnego o władzę polityka. Na krytykę odpowiedział wyrzuceniem z pracy wszystkich pozostałych na urzędach pomazańców Atambajewa, za pomocą których były prezydent zamierzał sprawować władzę. Wiosną rządowe posady (a niektórzy także wolność – wkrótce po dymisji zostali oskarżeni o korupcję i aresztowani) stracili mianowani przez Atambajewa szefowie Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego, prokurator generalny, minister energetyki, premierzy Dżantoro Satybaldijew (2012-14) i urzędujący od sierpnia Sapar Isakow (w kwietniu został odwołany przez posłów własnej partii). Zwolniony i aresztowany w lipcu burmistrz kirgiskiej stolicy Albek Ibrahimow był ostatnim stronnikiem Atambajewa na szczytach władzy.

Były prezydent odgryza się oskarżeniami, że wszystkie dymisje i areszty, jakich ofiarą padają jego zwolennicy, są wynikiem polowania na czarownice, jakie urządza zazdrosny i mściwy Dżeenbekow. Atambajew zarzuca nowemu prezydentowi, że jest marionetką w rękach Rahimbeka Matraimowa, którego Atambajew ostatniego dnia swojej prezydentury kazał zwolnić z posady naczelnego celnika kraju i aresztować. Latem sąd kazał wypuścić Matraimowa na wolność i przywrócić do pracy. Martaimow, przezywany przez Kirgizów „Rahimem Milionem”, uważany jest za niekoronowanego króla kirgiskiego południa, z którego wywodzi się również Dżeenbekow. Atambajew pochodzi z kolei z kirgiskiej północy. Rywalizacja bogatej północy z ubogim, przeludnionym i zamieszkałym przez uzbecką mniejszość południem jest od lat najważniejszą linią podziałów w kirgiskiej polityce.

Wygląda na to, że zadufany w sobie Atambajew przeliczył się z siłami i nie docenił swojego dawnego protegowanego, a dzisiejszego rywala. Dżeenbekow pousuwał z władz wszystkich zwolenników byłego prezydenta, a ten nie może liczyć nawet na lojalność rządzącej partii, którą przed laty założył. Kuszeni posadami i przywilejami, socjaldemokraci coraz liczniej przechodzą do obozu panującego prezydenta, wyłącznego dziś dysponenta okruchów władzy. Na zarzuty o polityczne prześladowania, Dżeenbekow odpowiada, że prowadzi jedynie wojnę z korupcją, którą obiecywał wyborcom, ubiegając się o prezydenturę. Zyskuje tym sobie sympatię wśród Kirgizów, a jednocześnie dziesiątkuje szeregi zwolenników byłego prezydenta.

Atambajew przegrywa więc w walce o władzę, a dodatkowo nie może być pewien własnego bezpieczeństwa. Wiosną posłowie z jego partii domagali się odebrania mu przysługującego byłym prezydentom immunitetu i postawienia go przed sądem pod zarzutem korupcji i nadużywania władzy. Oskarżają go nawet o to, że organizując światowe igrzyska koczowników, przepłacił za budowę hipodromu w wąwozie Kyrczyn.

Dumny Atambajew uniósł się honorem i odmówił przyjęcia zaproszenia na uroczystość otwarcia igrzysk. Musiałby zająć miejsce w tylnym rzędzie, nie obok prezydentów, premierów, przybyłych w odwiedziny do jego rywala. Musiałby też przyglądać się, jak Dżeenbekow triumfuje i oddaje koczownicze igrzyska Turkom (następna stepowa olimpiada w 2020 r. odbędzie się w Turcji), którzy pod jego rządami stają się najbliższymi przyjaciółmi Kirgizów w miejsce ulubionych przez Atambajewa Chińczyków.

Dwa narody

Napatrzywszy się pojedynkowi polityków o władzę, widzowie koczowniczych igrzysk ostrzą sobie zęby na turniej buzkaszi, w którym mimo udziału Afgańczyków, za faworytów uważani są Kirgizi i ich sąsiedzi Kazachowie. Bogaci w roponośne złoża i trzykrotnie liczniejsi Kazachowie zza północnej miedzy uważają Kirgizów za młodszych, słabszych braci. Kirgizów, przyznających się do koczowniczego braterstwa z Kazachami, ta wyższościowa poza sąsiadów od lat niezmiennie drażni, a każde zwycięstwo w rywalizacji z nimi bezgranicznie cieszy.

Wzajemne pretensje i fobie sprawiają, że sąsiedzkie relacje między Kazachami i Kirgizami zmieniają się jak pory roku. Pod koniec ubiegłego wieku niewiele brakowało, by między obu krajami doszło do unii personalnej. Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew, który nie dochował się męskiego potomka, postanowił wydać najmłodszą z trzech córek, Aliję, za Ajdara, syna kirgiskiego prezydenta Askara Akajewa. Małżonkowie rozstali się jednak już po trzech latach, a za jeden z powodów tego rozstania uznano fakt, że szukający następcy Nazarbajew zażyczył sobie, by młodzi osiedli w Kazachstanie, a nie, zgodnie z obyczajem, w kraju męża, w Kirgistanie. Kazachskie i kirgiskie sny o jedności spaliły ostatecznie na panewce w 2005 r., gdy „rewolucja tulipanów” obaliła rządu Akajewów.

Sześcioletnie panowanie Atambajewa i pierwsze miesiące rządów Dżeenbekowa przejdą do historii sąsiedzkich relacji jako czas zimnej wojny. Podczas swojej prezydentury Atambajew chętnie odwoływał się do tutejszego nacjonalizmu, głoszącego, że Kirgistan jest ojczyzną Kirgizów, a inne mieszkające w kraju narody powinny być im wdzięczne za udzieloną im gościnę. Namaściwszy Dżeenbekowa na dziedzica, razem oskarżali drugiego z pretendentów do prezydentury, popularnego wśród młodych bogacza Omurbeka Babanowa, że nie jest czystej krwi Kirgizem. Ojciec Babanowa jest Kirgizem, ale matka Kurdyjką, wywodzącą się z rodziny przesiedlonej do Kirgistanu z Kaukazu przez Stalina. Wyciągnięto mu też, że przez kilka lat był obywatelem Kazachstanu, a jego żona jest Kazaszką, i oskarżono, że nie będąc Kirgizem czystej krwi, siłą rzeczy musi trzymać stronę obcych, Kazachów i Uzbeków.

Dopiero po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Dżeenbekow udał się w podróż do Astany, żeby załagodzić sprawy z Kazachami. Ocieplenie sprawiło między innymi, że latem minister obrony Kazachstanu złożył pierwszą w trwającej od 1991 r. historii obu państw oficjalną wizytę w Biszkeku.

Czytaj także: Strona świata - reportaże i analizy Wojciecha Jagielskiego w specjalnym serwisie "TP"

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]