Reklama

Jak to robią Kirgizi

Jak to robią Kirgizi

w cyklu STRONA ŚWIATA
13.08.2019
Czyta się kilka minut
W Azji Środkowej, która uchodzi od wieków za ostoję satrapii, Kirgizi jako jedyni wybierają swoich przywódców w wolnych i uczciwych wyborach. Ale bez skrupułów strącają władców z tronów, jeśli ci ich zawiodą lub nadużyją władzy.
Szturm na rezydencję byłego prezydenta Kirgistanu Ałmazbeka Atambajewa, wioska Koi-Tash, 20 kilometrów od Biszkeku, 7 sierpnia 2019 r. / Fot. Vladimir Voronin / AP/Associated Press/East News
K

Kiedy siódmego dnia sierpnia wieczorem oddział kirgiskich komandosów ruszył do szturmu na wiejską rezydencję byłego prezydenta, by wziąć go do niewoli i postawić przed sądem, nie brakowało wróżów, którzy przepowiadali, iż w Kirgizji zaczęła się już trzecia w ostatnich latach rewolucja.

Rewolucja tulipanów

Pierwsza, w 2005 roku, zmiotła z prezydenckiego tronu Askara Akajewa, pierwszego przywódcę niepodległej Kirgizji, powstałej w 1991 roku na gruzach Związku Radzieckiego. W porównaniu z dawnymi komunistycznymi kacykami z sąsiednich Turkmenii, Uzbekistanu czy Kazachstanu, którzy stając się prezydentami niepodległych państw przepoczwarzyli się w bezwzględnych emirów i chanów, Akajew wyróżniał się łagodnością i postępowymi poglądami. Kirgizi chwalili sobie jego rządy, ale stracili do niego cierpliwość, gdy w 2005 roku złamał dane słowo, że ustąpi z urzędu, który i tak sprawował dłużej niż dwie, dozwolone przez konstytucję pięciolatki.

Tamten bunt Kirgizów nazwano „rewolucją tulipanów” i porównywano z gruzińską „rewolucją róż” czy ukraińską „pomarańczową”. Na nowego władcę Kirgizi, w uczciwych i wolnych wyborach, postawili na jednego z przywódców „rewolucji tulipanów” Kurmanbeka Bakijewa. Ale gdy uznali, że zaczął niebezpiecznie przeistaczać się w dyktatora, podobnego do satrapów z Aszchabadu czy Taszkentu, znów wyszli na ulicę i go obalili. O ile podczas pierwszej rewolucji zginęło jedynie kilka osób, a splądrowane zostały jedynie sklepy w stołecznym Biszkeku, drugiej towarzyszyły już regularne walki przeciwników i obrońców Bakijewa. Konflikt przerodził się, jak to zwykle w Kirgizji, w konfrontację między kirgiską północą a przeludnionym, biednym południem, gdzie połowę ludności stanowią Uzbecy. W pogromach zginęło ponad dwa tysiące ludzi, a poza Biszkekiem rozgrabiono i puszczono z dymem także południowe metropolie Osz i Dżelalabad.

Po obaleniu i przegnaniu z kraju kolejnego prezydenta (Akajew mieszka w Rosji; Bakijew – na Białorusi), na nowego, tymczasowego, Kirgizi, jako pierwsi w całej Azji Środkowej, wybrali sobie kobietę, Rozę Otunbajewą. Jej następcą, wybranym na prezydenta już w wolnej i uczciwej elekcji, został kolejny z rewolucjonistów Ałmazbek Atambajew, który przewodził buntom zarówno przeciwko Akajewowi, jak i Bakijewowi.

Dumni mężowie stanu

A żeby zabezpieczyć się przed ryzykiem, że władza uderzy do głowy kolejnemu bohaterowi, Kirgizi wpisali do konstytucji, że prezydent będzie mógł rządzić tylko przez jedną, sześcioletnią kadencję i że przez następnych dziesięć lat konstytucji zmieniać nie wolno.

Czuli pismo nosem, bo rozsiadłszy się na prezydenckim tronie, buntownik Atambajew szybko poczuł się pewnie. Nie mogąc zmienić konstytucji – wiedział, że Kirgizi nie darowaliby mu tego i zaraz wyszliby na ulicę – złożył zgodnie z prawem prezydenturę, ale zrobił wszystko, by jego następcą został człowiek, którego uważał za ślepo mu posłusznego, pozbawionego ambicji i wyobraźni. Mając poparcie ustępującego prezydenta, jego pomazaniec, premier Sooronbaj Dżeenbekow wygrał w 2017 roku kolejną wolną i uczciwą elekcję, a Kirgizi zapisali się znów w historii Azji Środkowej jako pierwsi, w których kraju jeden przywódca po dobroci ustąpił i przekazał władzę następcy.

Zadowolony z siebie Atambajew liczył, że komenderując byłym podwładnym na prezydenckim stanowisku, nadal będzie rządził krajem, nie sprawując żadnego stanowiska. Przeliczył się bardzo, bo otrzymawszy w ręce władzę, Dżeenbekow poczuł nagle, że chce mieć ją całą tylko dla siebie, niespodziewanie – zapewne także dla samego siebie – odkrył w sobie męża stanu. Dała też znać o sobie druga obok porywczości cecha Kirgizów – albo, jak chcą niektórzy, wada – ich wybujałe poczucie dumy własnej, nakazujące, by za żadną cenę nie wystawić się na pośmiewisko.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Władza szybko poróżniła niedawnych sprzymierzeńców i przyjaciół. Pragnąc uwolnić się spod wpływu dawnego zwierzchnika i dobrodzieja, Dżeenbekow zaczął wyrzucać z posad jego protegowanych, a nawet wtrącać ich do więzienia za korupcję i nadużywanie władzy. Atambajew odpowiadał coraz ostrzejszą krytyką następcy-niewdzięcznika, publicznie przepraszał Kirgizów, że namawiał ich, by na prezydenta wybrali sobie takiego niedojdę jak Dżeenbekow. Zaczął oskarżać nowego prezydenta, że zaczyna otaczać się wyłącznie kuzynami i przyjaciółmi z południa, zawłaszcza państwo i przemienia je w prywatny folwark.

Dżeenbekow nie pozostawał dłużny. W rządzącej Partii Socjaldemokratycznej, założonej przez Atambajewa i której pozostawał prezesem, doszło do rozłamu, a podległe Dżeenbekowowi ministerstwo sprawiedliwości za prawowitych socjaldemokratów oficjalnie uznało frakcję przeciwników Atambajewa. Wierni prezydentowi posłowie zaczęli forsować w parlamencie projekt ustawy odbierającej przywilej immunitetu, przysługujący byłym szefom państwa. Ponieważ Akajew i Bakijew przebywają za granicą i nic nie wskazuje, by zamierzali wracać do kraju, od początku wiadomo było, że nowe prawo wymierzone jest przeciwko Atambajewowi. Uchwalone w maju stanowiło, że posłowie mogą odbierać immunitet byłym prezydentom, jeśli po ustąpieniu z urzędu nadal zajmować się będą polityką.

Pozwy i groźby

Pod koniec czerwca posłowie odebrali immunitet Atambajewowi, a prokuratura zaczęła wzywać go na przesłuchanie. Były prezydent wyjechał ze stolicy i zaszył się wraz ze zwolennikami w swojej wiejskiej rezydencji w Koj-Tasz, przerobionej teraz w warowną twierdzę. Kirgizi wiedzieli już, że wojny nie da się uniknąć, a w ich kraju może dojść do nowej rewolucji, w której wyniku rozstrzygną się losy władzy. Albo znów obalony zostanie urzędujący prezydent, albo marzenia o władzy zostaną ostatecznie odebrane prezydentowi, który ze stanowiskiem rozstał się dwa lata temu.

Prokuratura wzywała Atambajewa, by złożył zeznania jako świadek w sprawie Aziza Batukajewa, Czeczena, jedynego w Kirgizji „króla złodziei”, uznanego za przywódcę w przestępczym świecie. W 2013 roku, a więc za prezydentury Atambajewa, został on zwolniony z więzienia jako człowiek złożony śmiertelną chorobą. Na wolności, a zwłaszcza po wyjeździe na Kaukaz, cudownie ozdrowiał, a Rosja, mimo próśb Kirgizów, nie zgodziła się go im wydać.

Atambajew twierdził, że nie jest niczemu winien, a zarzuty przeciwko niemu są politycznym odwetem Dżeenbekowa. Może na nie odpowiedzieć za pośrednictwem dziennikarzy, ale nie stawi się w prokuraturze, bo uwiarygodniłoby to intrygę, zawiązaną przez jego politycznych wrogów.

Zgodnie z kirgiskim prawem osoba, która dwukrotnie odmówiła stawienia się na wezwanie prokuratury, może zostać do niej doprowadzona przez policję. Atambajew odgrażał się, że jeśli ktokolwiek wtargnie na teren jego prywatnej posiadłości, będzie się bronił. „Mam broń i nie zawaham się jej użyć” – groził.

Rady od Putina

Widząc, że nad Kirgizją znów zbierają się polityczne burzowe chmury, pod koniec lipca prezydent Rosji Władimir Putin posłał do Biszkeku samolot i kazał przywieźć Atambajewa na Kreml. Sześciomilionowa Kirgizja, była prowincja rosyjskiego imperium, wciśnięta w górskie doliny na granicy z Chinami i Afganistanem, ma dla Rosji strategiczne znaczenie. W kirgiskiej stolicy Rosjanie mają jedną ze swoich najważniejszych zagranicznych baz wojennych. Dla biednej i zacofanej Kirgizji Rosja jest najważniejszym źródłem utrzymania. Ruble przesyłane przez setki tysięcy kirgiskich emigrantów zarobkowych w Rosji stanowią ponad połowę budżetu kirgiskiego państwa.

Atambajew, który jako prezydent wykazywał się wyjątkową lojalnością wobec Kremla, liczył, że Putin ujmie się za nim w sporze z Dżeenbekowem. Rosyjski prezydent poradził jednak skłóconym politykom, żeby się pogodzili, a Kirgizom – żeby popierali swojego prezydenta. Atambajew, choć nieco rozczarowany, wrócił do Kirgizji przekonany, że już samo zaproszenie od Putina zapewni mu, przynajmniej przez jakiś czas, bezpieczeństwo i nietykalność. Nie wierzył własnym oczom, gdy 7 sierpnia wieczorem mury jego wiejskiej posiadłości sforsował oddział kirgiskich komandosów, posłanych, by wzięli go do niewoli i dostarczyli do aresztu w Biszkeku.

Bitwa o rezydencję

Obrońcy Atambajewa szybko jednak otrząsnęli się z zaskoczenia i rzucili byłemu prezydentowi na odsiecz. W rezydencji doszło do regularnej bitwy, a dom stanął w ogniu. Kilkutysięczny tłum, który wkrótce przybył na wezwanie Atambajewa, rozgromił oddział komandosów i zmusił ich do zawstydzającej rejterady. Jeden z żołnierzy zginął, inny, trafiony kamieniem w głowę, wciąż przebywa w szpitalu w stanie śpiączki. Sześciu innych komandosów zostało rannych z broni palnej, a kolejnych sześciu wziętych do niewoli. Pozostali, pobici i upokorzeni, uciekli. Rannych zostało też co najmniej stu obrońców Atambajewa.

Nazajutrz o poranku Atambajew wezwał swoich zwolenników, żeby ruszali na Biszkek, zebrali się przed parlamentem, siedzibą rządu i prezydenta i zażądali ich dymisji. Na wieść o tym stołeczni sklepikarze i restauratorzy zaczęli zabijać deskami witryny i okna. Zanim jednak w kirgiskiej stolicy doszło do nowej rewolucji, komandosi, tym razem w znacznie większej liczbie, pojawili się w wiejskiej rezydencji Atambajewa, a były prezydent, widząc, że nie ma szans na ponowną obronę, poddał im się, pozwolił zabrać do Biszkeku i zamknąć w aresztanckiej celi. Wyrokiem sądu pozostanie w niej do 26 sierpnia.

Stare upiory

Zdezorientowani zwolennicy Atambajewa zostali szybko rozpędzeni, a więc tym razem rewolucji udało się zapobiec. Ale to jeszcze nie koniec sprawy. Atambajew zapowiada, że nie złoży broni, do niczego się nie przyznaje, a immunitet został mu odebrany z pogwałceniem konstytucji. Odgraża się, że będzie się odwoływał, choćby do zagranicznych sądów.

Pogróżkami miota także urzędujący prezydenta Dżeenbekow. Zaraz po aresztowaniu Atambajewa powiedział w parlamencie, że komandosi mieli doprowadzić byłego prezydenta na przesłuchanie jedynie jako świadka. Teraz jednak dopuścił się zbrodni zabójstwa, brania zakładników, podżegania do przemocy i działalności wywrotowej. Już za samo zabójstwo komandosa na służbie – a sam przechwalał się przed zwolennikami, że jako jedyny z nich strzelał z broni palnej do nacierających komandosów. „Pięć czy sześć razów. Starałem się w nikogo nie trafić, ale po ci się tu pchali? Ostrzegałem przecież, że będę się bronił” – grozi mu dożywocie.

Konflikt prezydentów i proces Atambajewa to niebezpieczeństwo wskrzeszenia starych upiorów. Za polityczną twierdzę Atambajewa uważana jest kirgiska północ, a były prezydent chętnie odwoływał się do kirgiskiego nacjonalizmu. Dżeenbekow cieszy się poparciem na południu. Rosja, uważająca kraj Kirgizów za własną, wyłączną strefę wpływów, wolałaby, żeby jej sojusznicy poskromili polityczne temperamenty. Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew, który zjechał do Biszkeku nazajutrz po bitwie tamtejszych prezydentów, stwierdził niby żartem, że ma nadzieję, iż Kirgizi wyczerpali już limit rewolucji na co najmniej najbliższe sto lat.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]