Odwieszenie kresu

Czeskie morze, ciemne i zamazane, jak oczodół
Czyta się kilka minut

niejednego

Świtu. Tyle pamiętam. Ale nic z tego. Nic z tych

I innych rzeczy dość skutecznie biegnących już tam,

Na grzbiecie muru - jakby wabionych wiecznie,

Przyciąganych obietnicą jeszcze większego zagarniania,

Podbierania miejsca czy pola, realnie na to patrząc.

Tyle z niczego, tyle wychodzi z podsumowań, bo tyle

Dostawałem zawsze w zamian, chcąc być jak najbliżej,

W samym migocie styku, w tym ostrokole odmów, ażeby

Spadanie trwało bez ustanku, poszatkowany niczym

koło,

Niczym wciąż od nowa. Ale jakby stale bez wstążki mety,

Chociaż za to dławiony końcem jak kijem,

w równowadze

Zawahania. Sam wieczór nie wystarczy, wieczór ma

Złamany obojczyk. Pustka nie zna innego kodu,

przetacza

Się jak pusta cysterna po ślepym torze, zaczepiając

Się o postrzępiony welon rozpędzonej gwiazdy.

Dalej jest tylko

Piołunowa dolina, rosa spopielana ognikami

pasącymi się

Na łąkach, i ten brak wyniku nie działa na korzyść

Innej pełni. Wypełniać nie znaczy znosić. Dodawać to

Wiecznie odejmować. Jesteśmy wciąż na celowniku

krótkiej

Lufy wystającej z gęstwiny przyczajonych chwil, jesteśmy

W gotowalni sztywniejących zmian, na skraju

podsuniętej

Zapadni, sprasowani jak paczki trocin. Ugór i udar.

Zawieszona otchłań burzy w kontenerze miasta nie

Znajduje ujścia poza swoją grań. Bez stwierdzenia

obecności,

Nikt nie ponosi dodatkowych sankcji.

W coraz częstszych

Momentach znajdowane dowody rozkładu. Magnetyzm

Rozpadu. Nie nawijające wrzeciono. Przekręcona gałka

serca.

Parę ulic, i oto cały rozwinięty żagiel, w który się dmie.

Chodziliśmy jeszcze trochę w grupie, bezradni,

ale z wyraźnym

Azymutem samozacierającego się śladu, wchodząc

Coraz głębiej w tunel jakiegoś fatum, i jak na środku

Obrotowej sceny, widzieliśmy dookolność

w przyspieszeniu

Równającym aż do zera. Mdłość i radość.

Kurs chybiony,

Lecz pewnie wykonany. Nagły wyjazd przesunięty,

a mnie

Ubywa tylko sekund. Jak strącić to zawieszenie?

Nie przybywa

Żaden awaryjny wariant dla tego, co dalej. Co więc

Wynika z tych wnikań? Kres linii biegnącej donikąd.

Maciej Melecki (ur. 1969 r.) jest poetą, autorem sześciu tomów wierszy: "Te sprawy" (1995), "Niebezpiecznie blisko" (1996), "Zimni ogrodnicy" (1999), "Przypadki i odmiany" (2001), "Bermudzkie historie" (2005) oraz "Zawsze wszędzie indziej" (2008, wybór wierszy). Mieszka i pracuje w Mikołowie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2009