Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Odwiedź Palestynę, odwiedź Betlejem

Odwiedź Palestynę, odwiedź Betlejem

30.11.2014
Czyta się kilka minut
To dziwne wyznanie, ale z powodu zmian w geografii tego miejsca ja, który mieszkałem tutaj przez całe życie, boję się, że zabłądzę.
Palestyński restaurator zamieścił swoje menu na murze. Betlejem, 2008 r. Fot. Ammar Awad / REUTERS / FORUM
W

W ciepły, jesienny dzień z bezchmurnym, błękitnym niebem dołączyłem do zorganizowanej przez Muzeum Palestyńskie wycieczki do Betlejem, w trakcie której mieliśmy zwiedzić różne placówki muzealne w mieście i okolicach.
Z Ramallah, gdzie mieszkam, można było kiedyś dojechać do Betlejem w czterdzieści minut. Odkąd Izrael zamknął mieszkańcom Zachodniego Brzegu dostęp do Jerozolimy – która leży między Ramallah a Betlejem – podróż znacznie się wydłużyła i stała się bardziej niebezpieczna. Wymaga teraz długiej jazdy okrężną drogą wokół rozbudowanej Jerozolimy Wschodniej oraz pokonania kilku punktów kontrolnych. Drogi dojazdowe zmieniły się tak bardzo, że łatwiej podróżuje mi się teraz autobusem, ponieważ kierowcy transportu publicznego znają nowe trasy.
Niedostępne Betlejem
Wyjechaliśmy z Ramallah o ósmej rano, ruchliwą dwupasmówką, która stała się jedyną drogą dojazdową łączącą ze sobą miasta i wsie południowej, środkowej i północnej części Zachodniego Brzegu. Pojazdy z tych tętniących życiem ośrodków muszą pokonywać niebezpieczne, kręte drogi wiodące pod górę, wokół wzgórz i w dół, przez Wadi An-Nar (Dolinę Ognia). Po przyprawiającej o zawroty głowy półtoragodzinnej jeździe dotarliśmy do nisko położonego miasta Bajt Sahur, gdzie znajduje się ważne dla tradycji chrześcijańskiej miejsce, Pole Pasterzy. Stamtąd wyruszyliśmy drogą pod górę do Betlejem. W tym około dwudziestopięciotysięcznym mieście znajduje się kilka sławnych kościołów, a najważniejszy z nich to skromnie wyglądająca bazylika Narodzenia Pańskiego z małymi drzwiami, które zmuszają wchodzących, żeby skłonili głowy.
W mieście rzuca się w oczy gęsta zabudowa i brak dających wytchnienie otwartych terenów zielonych. 87 procent terenów Dystryktu Betlejem jest zamknięte dla jego mieszkańców. Miasta i wsie – nie inaczej niż inne palestyńskie ośrodki ludności – zostały ograniczone przestrzennie i nie mogą rozrastać się poza granice wytyczone przez izraelskich urbanistów. Duża część ziemi wokół miasta została zawłaszczona przez izraelskie władze i wykorzystana pod budowę kolejnych osiedli żydowskich, które są następnie włączane w obszar Wielkiej Jerozolimy. Gdziekolwiek spojrzysz, wszędzie widać pokrywające zbocza wzgórz szeregi stłoczonych budynków z wapienia.
Wiele betlejemskich rodzin albo posiadało grunty, obsadzone głównie drzewkami oliwnymi na tarasowo ukształtowanych zboczach na zachód i na północ od miasta, albo mogło wypuszczać się na otwarte tereny na północny wschód od miasta. Większość tych obszarów jest dziś zamknięta. Zostały przejęte przez władze izraelskie albo odcięte przez autostrady wybudowane wyłącznie dla izraelskich osadników, aby mogli poruszać się między swoimi osiedlami na południe od miasta a Jerozolimą.
Zostań na dłużej
Miasto jest w dużej mierze uzależnione od turystyki. Jego przychody z tej branży jednak się zmniejszają. Dzieje się tak dlatego, że wycieczki obsługiwane są głównie przez izraelskie biura podróży oraz izraelskich przewodników, ci zaś planują trasy w taki sposób, aby pielgrzym spędził w Betlejem jak najmniej czasu, wpadając tam tylko po to, by zwiedzić chrześcijańskie miejsca kultu i jak najszybciej ruszyć dalej, nie zatrzymując się w urokliwym starym mieście, tak dobrze zachowanym i pełnym dobrych restauracji oferujących wyborną kuchnię palestyńską.
Mieszkańcy miasta próbują zmienić ten stan rzeczy, budując kolejne hotele. Najsławniejszym z nich jest efektowny Jacir Palace Intercontinental, mieszczący się w odrestaurowanym zabytkowym pałacu niegdyś należącym do betlejemskiego rodu Dżasrów, zbudowany na początku minionego wieku z wyjątkowo pięknym dziedzińcem w środku.
Na początku miasto było w przeważającej części chrześcijańskie. Obecnie zamieszkują je w większości muzułmanie. Na południe leży znacznie większy Hebron. Tradycyjnie Betlejem było bardziej otwarte i zorientowane na Jerozolimę Wschodnią, zamieszkaną przez około 375 tys. palestyńskich Arabów. Naturalny rozrost miasta w tamtą stronę został sztucznie zatrzymany, kiedy drogę do Jerozolimy zagrodził wysoki na osiem metrów betonowy mur aneksyjny, którego budowę rozpoczął Izrael w 2002 r.
W Betlejem znajduje się jeden z głównych uniwersytetów na Zachodnim Brzegu. Założony w 1973 r. Uniwersytet Betlejemski to katolicka koedukacyjna uczelnia w tradycji lasaliańskiej, jedna z najbardziej znanych na Zachodnim Brzegu.
Zburzona stacja
Ponieważ miasto zostało okrążone przez mur, mieszkańcy Betlejem mogą szukać kontaktu z przyrodą jedynie poprzez miejscowość Battir. Ta mniej więcej pięciotysięczna wieś została w czerwcu uznana za część Światowego Dziedzictwa UNESCO i wpisana na Listę Dziedzictwa Zagrożonego. UNESCO stwierdziła, że jej „krajobraz znalazł się w niebezpieczeństwie pod wpływem zmian społeczno-kulturowych oraz geopolitycznych, które mogą wyrządzić nieodwracalne szkody jego autentyczności oraz integralności; przykładem tych zmian jest rozpoczęcie budowy muru separacyjnego, mogącego pozbawić rolników dostępu do pól, których uprawą zajmowali się od wieków”.
We wsi zwiedziliśmy Battirskie Ekomuzeum Krajobrazowe, które w ramach swojej działalności odpowiada za znakowanie szlaków turystycznych wokół tej miejscowości oraz na okolicznych wzgórzach.
Battir to niezwykle urokliwa wioska, z domami pobudowanymi wzdłuż zboczy wzgórz pokrytych uprawnymi tarasami schodzącymi na sam dół doliny. Są tutaj źródła, które biją przez cały rok i z których rolnicy czerpią wodę do nawadniania swoich upraw. Gdy podążaliśmy pieszo szlakami, żeby obejrzeć ruiny z epoki żelaza oraz z okresów kananejskiego, rzymskiego i osmańskiego, usłyszeliśmy dobiegający z doliny łoskot. Spojrzeliśmy w dół i naszym oczom ukazał się niebieski pociąg jadący po torach dawnej linii kolejowej Hidżaz prowadzącej z tureckiego Stambułu na południe aż do Medyny na terenie dzisiejszej Arabii Saudyjskiej. Jednym z przystanków na trasie dawnej kolei był Battir, gdzie znajdowała się urocza stacja kolejowa w stylu osmańskim. Przystanek w Battir zlikwidowano, a Izrael zburzył stację. Dzisiaj pociąg przemierza krętą trasę dnem doliny, w drodze z Jerozolimy do izraelskich miast rozlokowanych wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. Dla palestyńskich mieszkańców Battir widok przejeżdżającego przez ich ziemie pociągu, z którego nie mogą korzystać, jest niewątpliwie źródłem nieustającego oburzenia i frustracji.
Wymarłe gatunki
Z muzeum w Battir autobus zawiózł nas zboczem doliny w stronę wyżej położonego miasta Bajt Dżalla, sąsiadującego z Betlejem od północy. Żeby wjechać do tego palestyńskiego miasta z wieloma ważnymi dla chrześcijaństwa miejscami, musieliśmy przeciąć w jednym punkcie autostradę łączącą Jerozolimę z osiedlami żydowskimi na południu. Ta czteropasmowa, ruchliwa, prosta jak drut droga wiedzie dalej dwoma tunelami pod Bajt Dżalla. Z tej autostrady, którą zbudowano w całości na terenach palestyńskich, aby połączyć Jerozolimę z osiedlami żydowskimi na południu, za Bajt Dżalla, mogą korzystać wyłącznie kierowcy izraelscy. Widać ją z większości punktów w mieście. Palestyńczycy słyszą i widzą jadące nią pojazdy, ale nie mają na nią wstępu. Mogą co najwyżej oglądać izraelskie samochody znikające w tunelach wydrążonych pod wzgórzami, na których stoi ich miasto, lecz droga jest dla nich zamknięta, tak samo jak kolej.
Było już po południu, kiedy dotarliśmy do Muzeum Historii Naturalnej w Betlejem. Spotkaliśmy się tam z Mazinem Qumsiją, imponującym profesorem genetyki, który porzucił stanowisko na Duke University w Stanach, żeby wrócić do swojego miasta, objąć posadę na tamtejszym uniwersytecie oraz założyć muzeum z przekazanych przez siebie pieniędzy. Ten drobny, skromny człowiek w dżinsach i kolorowej sportowej marynarce powiedział nam, że w dzieciństwie chodził z wujkiem Saną po polach wokół Betlejem. To nauczyło go miłości do przyrody. Jako nauczyciel stawia sobie za cel zmianę zachowań mieszkańców poprzez rozbudzanie w nich świadomości oraz szacunku dla otaczającej ich przyrody. Podkreśla przy tym wagę dbałości o czystość środowiska naturalnego oraz dążenia do zachowania równowagi ekologicznej i bioróżnorodności. Sam jest wolontariuszem i pracuje w Muzeum ze stu innymi wolontariuszami w nadziei, że staną się oni bardziej świadomi przyrody i nie pozwolą się zastraszyć temu, co widzą wokół.
Mazin mówił do nas zapatrzony w dal, na niegdyś porośnięte lasem wzgórze, które Palestyńczycy nazywają Dżabal Abu Gnajm, a Izraelczycy Har Homa – obecnie zabudowane i zamienione w gęsto zaludnione przedmieście Jerozolimy tylko dla Izraelczyków. „Wylesienie tego wzgórza spustoszyło środowisko naturalne – powiedział nam. – Zniknęło wiele gatunków zwierząt widywanych dawniej w Betlejem. Nastąpił znaczący spadek liczby zwierząt niegdyś występujących w tym rejonie”. Później dodał, że „mur zbudowany przez Izrael zmienia bieg strumieni i uniemożliwia przejście wielu ssakom, negatywnie oddziałując na środowisko. Jedyne gatunki, na które nie ma wpływu, to ptaki, które przelatują ponad murem. Co roku przemierza Palestynę pięćset milionów ptaków migrujących z Europy do Afryki”.
Ten drobnej postury człowiek o niespożytej energii oprowadził nas po jednej, a potem po drugiej wystawie, gdzie właśnie klasyfikowano różne owady, gady i motyle zebrane w okolicy. Sprawiał wrażenie bez reszty pochłoniętego swoją pracą, a my słuchaliśmy jego słów z ogromnym zainteresowaniem i podziwem.
Najcenniejszy skarb
Po opuszczeniu Muzeum wyruszyliśmy w górę zbocza, do głównej szosy, która kiedyś prowadziła na północ do Jerozolimy, a teraz jest przecięta w poprzek murem. Weszliśmy do imponującego gmachu Banku Palestyny stojącego nieopodal muru. W mieszczącej się na jego czwartym piętrze galerii sztuki obejrzeliśmy prywatne zbiory jeszcze jednego z godnych podziwu młodych mieszkańców miasta, George’a Al-Amy. Nad wejściem widniał napis: „Witamy na wystawie Banku Palestyny »400 lat palestyńskiej kreatywności – wybrane dzieła z kolekcji prywatnej«”. George oprowadził nas po galerii.
To schludny, elokwentny mężczyzna o ciemnych, przenikliwych oczach, łysiejący na skroniach. Jest bardzo pracowity i zmotywowany. Jako miłośnik sztuki świetnie orientuje się w tym, co jest warte kolekcjonowania i posiada ogromną wiedzę o swoich eksponatach, i w ogóle o historii sztuki i rzemiosła w Palestynie. Najpierw pokazał nam swój, jak go określił, „najcenniejszy skarb” – XVII-wieczną makietę Grobu Świętego wykonaną z drewna oliwnego i pistacjowego, macicy perłowej oraz kości wielbłądzich, z użyciem kleju z króliczej skóry. To przecudnej urody dzieło można rozłożyć na części i przekonać się, jak wyglądały wszystkie detale tego historycznego kościoła w okresie, gdy makieta powstała.
George zaprowadził nas do następnej gabloty i pokazał nam niesłychanie misterne dzieło z macicy perłowej, w formie muszli przedstawiającej cztery muzułmańskie miejsca, Kopułę na Skale, Makam Nabi Daoud, meczet Ibrahima (Groby Patriarchów) oraz meczet Al-Aksa – wraz z herbem imperium osmańskiego.
Na ścianach wisiały przykłady palestyńskiego malarstwa z różnych okresów i w różnych stylach. Była abstrakcja światowej sławy malarki Samii Halabi, obraz Vladimira Tamari, jak również obrazy olejne Sophie Halabi i innych twórców.
Skurczona ziemia
Gdy wyszliśmy z galerii, zaczynało się ściemniać. Za widocznymi na pierwszym planie strzelistymi czarnymi cyprysami rozciągało się wieczorne niebo porysowane smugami fioletu. W oddali wciąż widać było izraelskie osiedla, rozmieszczone na szczytach wyższych wzgórz otaczających miasto.
Jeszcze kilka lat temu pojechalibyśmy prosto do Jerozolimy – w dziesięć minut – a stamtąd dalej do Ramallah, odległego o raptem szesnaście kilometrów. Bylibyśmy z powrotem w domu w jakieś czterdzieści minut. Teraz nie jest to już możliwe, ponieważ stojący w poprzek drogi mur uniemożliwia przejazd. Musieliśmy zrobić długi, skomplikowany objazd, a nasza droga do domu wydłużyła się do grubo ponad półtorej godziny.
W autobusie myślałem o dwóch ostatnich dziełach, które widziałem w galerii. Jedno, autorstwa współczesnego artysty Slimana Mansoura, zatytułowane „Kurczący się obiekt”, miało formę wypukłej mapy Palestyny wykonanej z błota na drewnie. W jej granicach widoczne były części centralnego obszaru Palestyny, obecnie należące do Autonomii Palestyńskiej, zeschnięte, skurczone i pokawałkowane. Drugie dzieło to słynny i często reprodukowany plakat z 1936 r., z okresu brytyjskiego mandatu, z hasłem „Visit Palestine”, przedstawiający charakterystyczny widok Starego Miasta Jerozolimy z Kopułą na Skale. Grafika jest obramowana z trzech stron czarnym pniem i konarami wielkiego drzewa, a reszta plakatu utrzymana jest w tonacji pomarańczowo-żółtej. Artysta i reżyser Amer Shoumali z pobliskiego Bajt Sahur przerobił plakat, umieszczając w samym środku tego pięknego obrazu mur. Zwracając się do widza, napisał pod spodem: „Zgadzam się z tobą, że dodanie muru to akt wandalizmu i prostackie posunięcie”. Musiałem przyznać mu rację.

Przekład ANNA SAK

RAJA SHEHADEH urodził się w 1951 r. w Jafie. Palestyński pisarz i prawnik, jeden z twórców organizacji praw człowieka Al-Hak (Prawda). Jest autorem wielu książek na temat prawa międzynarodowego, praw człowieka i Środkowego Wschodu. W Polsce, nakładem wydawnictwa Karakter, ukazały się: „Palestyńskie wędrówki”, „Obcy w domu” oraz „Dziennik okupacji”. W 2008 r. otrzymał Nagrodę Orwella, w 2012 r. był finalistą Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Mieszka w Ramallah.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]