Reklama

Ładowanie...

Odporność na rozsądek

Odporność na rozsądek

09.03.2015
Czyta się kilka minut
Nie można powoływać się na postęp i naukę, a równocześnie brutalnie przesadzać, podsycać lęk i uprzedzenia.
strzykawka i fiolka ze szczepionką
fot. Brian Hoskins / freeimages.com
O

Orędownicy obowiązku szczepień przeciwko groźnym chorobom zakaźnym lubią postrzegać siebie jako stronnictwo rozumu, postępu i wspólnego dobra w walce z ciemnogrodem, który ulega podszeptom szarlatanów i wycofuje dzieci z programu ochronnego ze szkodą dla całej populacji.  Tym bardziej nie wypada, by milczeli w sytuacji, gdy media sieją irracjonalną zgoła i podszytą brzydkimi strachami histerię co do rzekomej epidemii; powinni upomnieć się o rzetelność, choć bierze ich pokusa, by usprawiedliwić medialne nadużycia, a to dlatego, że na krótką metę można je wykorzystać w akcji perswazyjnej skierowanej do rodziców, by nie rezygnowali ze szczepień.

Kiedy główne media piszą o „epidemii” odry w Niemczech, warto po pierwsze napomnieć dziennikarzy, by przedstawiali rzecz w kontekście i miarkowali słowa. Nasi sąsiedzi mają prawie co roku do czynienia z okresową falą paruset zachorowań na odrę w różnych miastach. Obecna – w Berlinie – jest co prawda najwyższa od 2001 r., ale w żadnej mierze nie zaskakuje. Dla Polski jest to zjawisko kompletnie bez znaczenia, bo, jak twierdzi rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego, „szczepialność” u nas sięga 99,9 proc.

I można by zatem na tym zakończyć: u Niemców występuje nawracający, lokalny problem zdrowotny, który nam nie zagraża, kropka.

Ale ten sam rzecznik, urzędnik państwowy, z lubością podkreśla w wywiadzie, że wirusa do Niemiec zawlekli bośniaccy azylanci, zaś odnotowany w Polsce przypadek to była „romska dziewczynka”, która przybyła z Niemiec. Wypada więc znowu przypomnieć podstawowy fakt: ogromna większość przypadków odry w Berlinie dotyczy miejscowej ludności – nie ma znaczenia, skąd przybywa wirus, ważne, czy znajduje w danym mieście dość duże „luki” odpornościowe, czyli po prostu dość duże skupiska niezaszczepionych ludzi. I takowe niewątpliwie znalazł wśród stuprocentowo niemieckich Niemców. W kilku poprzednich falach zachorowań rolę rozsadnika pełniły elitarne szkoły waldorfskie, gdzie odsetek zaszczepionych nie przekracza 80 proc. Co jest całkiem logiczne, bo są to szkoły odpowiadające mentalności i aspiracjom posthippisowskich kontestatorów cywilizacji i technologii, tak licznie reprezentowanych w niemieckim establishmencie.

Jeśli więc na kogoś wskazywać palcem, to nie na biednych uchodźców, tylko zamożnych, choć odzianych w swetry i dżinsy, postępowych mieszczan piknikujących na skwerkach pięknych berlińskich dzielnic. 

Wzmacnianie i tak przecież podskórnie obecnego w zbiorowej podświadomości rasistowskiego skojarzenia obcych z brudem, robactwem i chorobą służy tylko temu, żeby namącić w głowach. Skoro w Polsce obowiązkowe szczepienia mają się dobrze i nie zagraża im na serio ruch „sceptyków” znany z Zachodu, to po co podsycać taki strach? Chyba tylko po to, by uczynić publiczność bardziej podatną na intensywny masaż mózgu w kwestii kupowania innych, nieobowiązkowych szczepionek (choćby na grypę czy HPV). Być może są one bardzo korzystne dla nabywców i ze wszech miar należy po nie sięgać – ale z pewnością żadna akcja informacyjna, reklamowa i piarowa mająca w tle postęp i naukę nie ma prawa korzystać z brutalnej przesady w opisie zjawisk i eksploatować pokłady irracjonalnego lęku lub uprzedzeń.

Czytaj także:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]