Odporność na rozsądek

Nie można powoływać się na postęp i naukę, a równocześnie brutalnie przesadzać, podsycać lęk i uprzedzenia.
Czyta się kilka minut
 / fot. Brian Hoskins / freeimages.com
/ fot. Brian Hoskins / freeimages.com

Orędownicy obowiązku szczepień przeciwko groźnym chorobom zakaźnym lubią postrzegać siebie jako stronnictwo rozumu, postępu i wspólnego dobra w walce z ciemnogrodem, który ulega podszeptom szarlatanów i wycofuje dzieci z programu ochronnego ze szkodą dla całej populacji.  Tym bardziej nie wypada, by milczeli w sytuacji, gdy media sieją irracjonalną zgoła i podszytą brzydkimi strachami histerię co do rzekomej epidemii; powinni upomnieć się o rzetelność, choć bierze ich pokusa, by usprawiedliwić medialne nadużycia, a to dlatego, że na krótką metę można je wykorzystać w akcji perswazyjnej skierowanej do rodziców, by nie rezygnowali ze szczepień.

Kiedy główne media piszą o „epidemii” odry w Niemczech, warto po pierwsze napomnieć dziennikarzy, by przedstawiali rzecz w kontekście i miarkowali słowa. Nasi sąsiedzi mają prawie co roku do czynienia z okresową falą paruset zachorowań na odrę w różnych miastach. Obecna – w Berlinie – jest co prawda najwyższa od 2001 r., ale w żadnej mierze nie zaskakuje. Dla Polski jest to zjawisko kompletnie bez znaczenia, bo, jak twierdzi rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego, „szczepialność” u nas sięga 99,9 proc.

I można by zatem na tym zakończyć: u Niemców występuje nawracający, lokalny problem zdrowotny, który nam nie zagraża, kropka.

Ale ten sam rzecznik, urzędnik państwowy, z lubością podkreśla w wywiadzie, że wirusa do Niemiec zawlekli bośniaccy azylanci, zaś odnotowany w Polsce przypadek to była „romska dziewczynka”, która przybyła z Niemiec. Wypada więc znowu przypomnieć podstawowy fakt: ogromna większość przypadków odry w Berlinie dotyczy miejscowej ludności – nie ma znaczenia, skąd przybywa wirus, ważne, czy znajduje w danym mieście dość duże „luki” odpornościowe, czyli po prostu dość duże skupiska niezaszczepionych ludzi. I takowe niewątpliwie znalazł wśród stuprocentowo niemieckich Niemców. W kilku poprzednich falach zachorowań rolę rozsadnika pełniły elitarne szkoły waldorfskie, gdzie odsetek zaszczepionych nie przekracza 80 proc. Co jest całkiem logiczne, bo są to szkoły odpowiadające mentalności i aspiracjom posthippisowskich kontestatorów cywilizacji i technologii, tak licznie reprezentowanych w niemieckim establishmencie.

Jeśli więc na kogoś wskazywać palcem, to nie na biednych uchodźców, tylko zamożnych, choć odzianych w swetry i dżinsy, postępowych mieszczan piknikujących na skwerkach pięknych berlińskich dzielnic. 

Wzmacnianie i tak przecież podskórnie obecnego w zbiorowej podświadomości rasistowskiego skojarzenia obcych z brudem, robactwem i chorobą służy tylko temu, żeby namącić w głowach. Skoro w Polsce obowiązkowe szczepienia mają się dobrze i nie zagraża im na serio ruch „sceptyków” znany z Zachodu, to po co podsycać taki strach? Chyba tylko po to, by uczynić publiczność bardziej podatną na intensywny masaż mózgu w kwestii kupowania innych, nieobowiązkowych szczepionek (choćby na grypę czy HPV). Być może są one bardzo korzystne dla nabywców i ze wszech miar należy po nie sięgać – ale z pewnością żadna akcja informacyjna, reklamowa i piarowa mająca w tle postęp i naukę nie ma prawa korzystać z brutalnej przesady w opisie zjawisk i eksploatować pokłady irracjonalnego lęku lub uprzedzeń.

Czytaj także:

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”