Odnowa raz jeszcze

Czy Krajowa Rada Radiofonii iTelewizji mogłaby działać jak Trybunał Konstytucyjny? Wyobraźmy sobie, że jej członkowie zawieszają na kołku sympatie partyjne, opierając się wyłącznie na wiedzy. Odświeżmy marzenia, bo trwa kolejna dyskusja oRadzie: zlikwidować ją czy uzdrowić?.

12.11.2007

Czyta się kilka minut

Dzieje się tak co najmniej od 2003 r., kiedy rozpoczęła obrady komisja ds. afery Rywina i stało się aż nadto widoczne, że jeśli Rada porządkuje polską sferę medialną, to pod dyktando rządzącego układu partyjnego. Mimo że, jak chce ustawa o radiofonii i telewizji z 1992 r. (tzw. ustawa medialna), na podstawie której Rada została powołana, ma ona: strzec wolności słowa, zabezpieczać prawa obywateli do informacji i zapewniać otwartość mediów publicznych na odmienne światopoglądy, nie tylko polityczne.

O niezależność trudno, ponieważ członków Rady wybierają Sejm, Senat i prezydent. Na dodatek w ustawie nie zapisano, ani w obyczaju politycznym nie przyjęto, że w Radzie nie mogą zasiadać czynni politycy. Nie było dobrze, kiedy polskie media elektroniczne "ustawiali" Włodzimierz Czarzasty i Robert Kwiatkowski, związani z SLD. Nie było jednak lepiej, gdy Elżbieta Kruk z PiS najpierw zrezygnowała z mandatu posła, by przyjąć obowiązki przewodniczącej Rady, a następnie... rzuciła tę funkcję, by kandydować w przyspieszonych wyborach. Czy teraz należy się spodziewać osadzenia w Radzie ludzi bliskich Platformie Obywatelskiej i jej koalicjantowi?

Prof. Stanisław Jędrzejewski, socjolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, medioznawca: - PiS media publiczne upaństwowił, przeprowadził czystki i tyle. Nowa koalicja stanęła przed dylematem iście hamletowskim: czy tymi samymi metodami, co poprzednicy, czyli gwałtem, ale użytym dla innego celu, wreszcie oddać media społeczeństwu, czy, szanując prawo, zachować to, co jest. A co i jak jest, każdy widzi.

Witold Kołodziejski, niedawno obrany przewodniczący Rady, obawia się zmian: "Czekam na projekt ustawy. Podejrzewam, że chodzi po prostu o likwidację KRRiT i tak naprawdę przejęcie władzy w mediach publicznych". Nie wspomina, że w grudniu 2005 r. i on znalazł się w Radzie w wyniku "przejęcia władzy". Ekspresowa nowelizacja ustawy medialnej (przepchana zresztą m.in. przez Antoniego Mężydłę, ówczesnego posła PiS-u, a dziś - Platformy) pozwoliła skrócić kadencję dotychczasowych członków Rady, dzięki czemu jej skład wymieniono tuż przed zakończeniem kadencji przez rady nadzorcze Polskiego Radia i TVP. Nowa Rada wybrała rady nadzorcze sprzyjające PiS i koalicjantom, te zaś wyłoniły odpowiednie zarządy spółek.

Jeśli nowa władza naprawdę zechce zapewnić mediom publicznym wiarygodność, nie może ograniczyć się do zastąpienia np. Jerzego Targalskiego czy Krzysztofa Czabańskiego, którzy objęli kierownicze stanowiska w Polskim Radiu w 2006 r., kimś bliższym obecnej większości parlamentarnej. Gra okaże się warta świeczki, jeżeli zmiany prawne będą miały charakter systemowy.

Juliusz Braun, medioznawca, przewodniczący Rady w latach 1999-2003: - O likwidacji Krajowej Rady w obecnym kształcie mówią dokumenty przyjęte jeszcze przez rząd Marka Belki, ale niezależny regulator sfery medialnej jest potrzebny. Powinna to być nowa instytucja łącząca kompetencje obecnej Rady i Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Taki zintegrowany organ regulacyjny w dziedzinie mediów elektronicznych i telekomunikacji istnieje od paru lat m.in. w Wielkiej Brytanii.

Brytyjski OFCOM zastąpił pięć instytucji regulujących różne sfery działalności mediów. Teraz to on wypracowuje standardy dobrych praktyk, dba o stan sektora medialnego, telekomunikacyjnego i bezprzewodowych usług komunikacyjnych, mając na uwadze zarówno potrzeby odbiorców (różnorodność oferty programowej), jak interesy nadawców (uczciwa konkurencja). A poza tym: wydaje koncesje, przydziela częstotliwości, rozpatruje skargi na nadawców, monitoruje treść przekazów. Co ważne, dziewięcioosobowy OFCOM Board (rodzaj rady nadzorczej) wybierają m.in. przedstawiciele rządu na trzy do pięciu lat, mając jednak na uwadze, by członkowie tego ciała nie pozostawali w konflikcie interesów ani nie byli zaangażowani w działalność polityczną.

Stanisław Jędrzejewski, znawca i zwolennik rozwiązania brytyjskiego: - Nie musimy naśladować Brytyjczyków, ważne, by polski ustawodawca oparł zmiany na kilku fundamentalnych zasadach polityki audiowizualnej, które czynią z mediów publicznych, jak chce Traktat Amsterdamski, "fundament społeczeństwa demokratycznego i jego kultury". Chodzi o wolność słowa, zapewnienie różnorodności programowej, uszanowanie prawa do repliki, ograniczenie interwencji do tego, co konieczne.

Według profesora równie ważna jest głęboka analiza rynku medialnego pod kątem zmian technologicznych (cyfryzacja!) i definiowanie ex ante wniosków dotyczących jego pożądanego stanu.

Juliusz Braun: - Jest jeszcze parę pytań, np. w jakim celu utrzymywać procedury koncesyjne w odniesieniu do programów nadawanych w systemie satelitarnym bądź kablowym? Wystarczy taką działalność rejestrować. Obecna procedura, która sprawia, że o koncesję w tym samym trybie musi się ubiegać zarówno nadawca programu rozpowszechnianego przez "kabel" w jednym miasteczku, jak i nadawca ogólnopolskiego programu naziemnego, jest anachronizmem.

W rzeczywistości cyfrowej, która stopniowo zastępuje analogową, częstotliwości przestają być reglamentowanym rarytasem. Wielkie instytucje nadawcze - prywatne i publiczne - coraz bardziej różnicują ofertę. Nowe możliwości przekazu otwiera internet. Nie znaczy to, że należy rozwiązać Radę i założyć ręce. Rozwój technologii dyktuje nowe zadania, trzeba sprostać zmianom, jakie wywołuje choćby coraz ściślejsze sprzężenie telekomunikacji i nowych technik informacyjno-komunikacyjnych z mediami. Nieprzypadkowo zmieniono tytuł dyrektywy unijnej podstawowej dla tej sfery: zamiast "Telewizji bez granic" mamy teraz "Medialne usługi audiowizualne".

Jesteśmy o krok od gospodarki opartej na wiedzy i ją właśnie, a nie interes większości parlamentarnej, ustawodawca powinien mieć na uwadze.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2007