O co walczymy, dokąd zmierzamy?

Pod koniec czerwca terrorystyczna organizacja Rada Zgromadzenia Mudżahedinów przyznała się do zabicia uprowadzonych w Bagdadzie czterech pracowników ambasady Federacji Rosyjskiej.
Czyta się kilka minut

Po porwaniu mudżahedini ogłosili żądania: wycofanie wojsk rosyjskich z Czeczenii i zwolnienie wszystkich więzionych w Rosji "braci w wierze muzułmańskiej". Rosyjskie władze winą za zabicie porwanych obarczyły "mocarstwa okupacyjne". Kilka dni później prezydent Putin wydał polecenie złapania i przykładnego ukarania sprawców mordu, nawet jeśli znajdują się oni poza granicami Rosji; Duma Państwowa w ekspresowym tempie przyjęła odpowiednie akty prawne, umożliwiające działania rosyjskich struktur siłowych za granicą. Sądząc z reakcji - miejscami były to wręcz histeryczne ataki na USA i inne kraje, których wojska stacjonują w Iraku - w rosyjskich elitach politycznych brak adekwatnej oceny wydarzeń, a także - szerzej - spójnej wizji polityki zagranicznej.

Wskazuje na to ekspert moskiewskiego oddziału Fundacji Carnegie, Aleksiej Małaszenko, na łamach tygodnika "Nowoje Wriemia" (nr 27 z 9 lipca 2006 r.): "Pracowników rosyjskiej ambasady zabili ci, których można zaliczyć do szerokiego spektrum islamistów - a należy do nich także palestyński Hamas, którego przywódców Moskwa niedawno gościła w nadziei na ucywilizowanie terrorystów".

Dlaczego zabili akurat Rosjan, zastanawia się Małaszenko, skoro władze Federacji Rosyjskiej trąbią na prawo i lewo, że Moskwa zajmuje stanowisko niechętne wojnie w Iraku i chce się przyjaźnić ze światem islamskim, a na dodatek jest idealnym pośrednikiem w kontaktach Zachodu i bezczelnego Iranu? Zabójstwo rosyjskich zakładników, "dokonane zgodnie z najlepszymi tradycjami terroryzmu religijnego", świadczy o tym, że islamscy radykałowie uważają Rosję za część Zachodu, nie wierzą w szlachetne zamiary prezydenta Putina i w grze pt. "zderzenie cywilizacji" stawiają Moskwę po drugiej stronie barykady.

Ekspert Fundacji Carnegie stwierdza, że skoro przedstawiciele rosyjskich władz rzucają oskarżenia pod adresem "wojsk koalicji i miejscowych władz, które nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa", powinny same się rozliczyć za dopuszczenie do aktu terroru w Biesłanie i pociągnąć do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy nie potrafią zaprowadzić porządku na Kaukazie Północnym (Czeczenia i sąsiednie republiki nadal są rozpalonym kotłem, który w każdej chwili może wybuchnąć).

"Ataki na Amerykę przypominają prowincjonalną sowiecką propagandę" - zauważa Małaszenko. W Rosji coraz częściej rozlegają się głosy krytykujące Waszyngton w niemal każdej sprawie, i to w tonie, który godny jest "najlepszych" tradycji radzieckiej dyplomacji i propagandy. Rozkrok Moskwy w stosunkach międzynarodowych staje się coraz bardziej niewygodny, a sprzeczności pogłębiają się.

Władimir Putin poszedł w ślady premier Izraela Goldy Meier, która po zamachu na izraelskich sportowców podczas igrzysk w Monachium nakazała wyłapanie i ukaranie sprawców. "Nie jestem przeciwny takim rozrachunkom, chciałbym tylko wierzyć, że kula dosięgnie właściwego adresata" - pisze Małaszenko.

Autor artykułu podnosi jeszcze jeden ważki problem: społeczeństwo rosyjskie pozostało obojętne wobec zbrodni. "W innych krajach porwanie zakładników staje się tematem numer jeden, wydarzeniem o znaczeniu ogólnonarodowym. A Rosjanie łyknęli "Kursk", zamach na Dubrowce, Biesłan, dwie wojny czeczeńskie i nic". Rosyjscy "patrioci" wykazują wyższość własnego kodeksu moralnego nad rzekomo zgniłym kodeksem Zachodu. Czy to jeden z przejawów owej "wyższości"?

A rozmyślając nad architekturą rosyjskiej polityki zagranicznej, warto sobie zadać pytanie: po czyjej stronie tak naprawdę jest Rosja??

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2006