Tytuł nowej płyty Hani Rani sugeruje wyraźny akces do świata klasycznego. Koncert fortepianowy to w końcu forma uświęcona dwustuletnią tradycją (Mozart, Beethoven, Chopin i inni). Wielbiciele artystki nie mają jednak powodu do obaw – mimo tytułu i pewnych wyzwań formalnych twórczyni pozostała wierna swojej estetyce, tworząc eufoniczne dzieło na progu muzyki filmowej („z tych lepszych”), minimalu i ambientu.
Hania Rani: barwny dywan z dźwięków
Proszę jednak pozostać ostrożnym wobec obietnic artystki, bo rezultaty pojawiających się w opisie płyty takich odstraszających terminów jak „aleatoryzm kontrolowany” tak się mają do twórczości Lutosławskiego (twórcy tej techniki), jak spacer ciepłym zmierzchem do wspinaczki wysokogórskiej. I to jest główna cecha kompozycji Hani Rani: łagodnie łechce ona zmysły, jest ładna i miła w odsłuchu. Przetworzone elektronicznie dźwięki fortepianu i orkiestry nie rywalizują ze sobą, lecz tworzą barwny dywan, unoszący słuchacza w świat repetytywnych pogłosów.
Jeżeli jednak chcemy prawdziwego, bardzo atrakcyjnego koncertu fortepianowego dnia dzisiejszego – sięgnijmy po mistrzynię Elżbietę Sikorę. Jeżeli chcemy impetu – po III Koncert Hanny Kulenty. A jeżeli pragniemy przede wszystkim przyjemnie spędzić czas – Hania Rani doskonale spełni oczekiwania. Niezależnie od ideowych eksplikacji utworu, jakie można przeczytać w odautorskim komentarzu do płyty.

Hania Rani, NON FICTION. PIANO CONCERTO IN FOUR MOVEMENTS, Universal Music Polska
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















