Niezwykły mnich z opactwa Gethsemani

Mało jest takich ludzi Kościoła jak ten amerykański trapista.

Reklama

Niezwykły mnich z opactwa Gethsemani

Niezwykły mnich z opactwa Gethsemani

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Mało jest takich ludzi Kościoła jak ten amerykański trapista.
Fot. Grażyna Makara
Fot. Grażyna Makara
J

Jego autobiografia »Siedmiopiętrowa góra« z 1972 roku sprzedała się w ponad milionie egzemplarzy i była przetłumaczona na przeszło trzydzieści języków, a przez »National Review« została wpisana na listę stu najlepszych książek non-fiction dwudziestego wieku. Napisał ponad sześćdziesiąt książek, a także kilkaset wierszy i artykułów o przeróżnej tematyce: od klasztornej duchowości po nuklearny wyścig zbrojeń”. Tak prezentuje go polski wydawca. Thomas Merton – w zakonie ojciec Ludwik – urodził się 31 stycznia 1915 r. w Prades w Pirenejach Wschodnich. Zmarł 10 grudnia 1968 r. w Bangkoku, porażony prądem. Amerykański pisarz, poeta, ksiądz katolicki, trapista. Trzy jego najbardziej znane książki: „Siedmiopiętrowa góra”, „Znak Jonasza” i „Nikt nie jest samotną wyspą” rozchodzą się do dziś w milionowych nakładach.

Mało jest takich ludzi Kościoła jak ten amerykański trapista z ...

4438

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

może faktycznie "Tomasz Merton trwa i porywa chrześcijan" itede [ja sam choć przeczytałem kilka jego książek specjalnie porwany się nie czuję], ale dla hierarchii, wielkich możnych kościoła, w którym zdecydował się szukać sensu i istoty, jest jednym z wielu nieszkodliwych wynaturzeń - czasem przydatnych, więc z grubsza tolerowanych, coś jak św. Franciszek, zawsze można nim komuś gębę zamknąć, nie biorąc wcale na serio

Dobrze ,ze sie roznimy .Inaczej byloby nudno, Pozwole sobie powiedziec . zablysnal Pan ,ale napewno na krotki czas.,krotszy niz Merton.

co do meritum, bez wątpienia dzieła Mertona pozostaną na długo w bibliotekach jako klasyczne próby łączenia ognia z wodą, wschodnich elementów religijnych i filozoficznych z ortodoksją katolickiego tomizmu, a jego postać barwnym i ciekawym wyjątkiem na tle nudnej i bezbarwnej masy katolickiego kleru - miał z tego powodu już za życia Merton problemy, będą go atakować i po śmierci - ale na miły Bóg, prosze mi nie imputować, bo tak to odebrałem, że napisałem choćby jedno złe słowo o nim - owszem, szanuje jego poszukiwania i pracę, porównanie do św. Franciszka wydaje mi się być szczególnie chwalebne, jedynie co do watykańskiego 'politbiura' i jego cenzorskiej działalności mam poważne zastrzeżenia +++ p.s. jeśli o szczególnej, mertonowskiej drodze do Boga mówimy, to dla mnie o wiele bardziej godną uwagi jest postać i dzieło o. Willigisa Jägera, nie po raz pierwszy na tym forum polecam jego książkę "Fala jest morzem"

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]