Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie tylko nuty

Nie tylko nuty

01.11.2015
Czyta się kilka minut
Przez dziesięciolecia było głównym polskim wydawcą książek o tematyce muzycznej. Dziś jest nim znowu.
Maszyna z Pracowni Matryc Nutowych (lata 50.). Po jednej stronie kalki rysowano pięciolinie, po drugiej drukowano nuty. Sztycharz miał kilkadziesiąt pierścieni z ołowianymi czcionkami z rysunkiem nut. Do każdej szerokości pięciolinii był osobny komplet. Fot. Juliusz Sokołowski
W

W branżowych omówieniach PWM wyróżniane jest jako wydawnictwo, które w sposób nieporównywalny z żadnym innym czerpie ze swego archiwum. Dlaczego? Po pierwsze: wyobraźmy sobie jedną oficynę, która sama gromadziłaby praktycznie wszystkich polskich pisarzy, od Kochanowskiego do Dehnela – też bazowałaby na swoim archiwum, nieprawdaż? Do tego dodajmy specyfikę wydawnictwa, którego główną domeną są utwory muzyczne, czyli nuty – a zatem posiadającego rzadkie, specjalistyczne know-how. A teraz dołóżmy szeroki zestaw podręczników gry na instrumentach – o niektórych z nich można powiedzieć, że uczą się z nich pokolenia. No i wreszcie książki, a wśród nich tytuły mające pozycję klasyków, wznawiane w tej samej postaci od dziesięcioleci. Choć tu właśnie zmiany następują najszybciej.



Encyklopedia i Biblia

PWM to nie tylko nuty. Przez dziesięciolecia było głównym polskim wydawcą książek o tematyce muzycznej – tylko nieliczne wychodziły w innych oficynach. Wraz z zapaścią warunków funkcjonowania firmy po transformacji ustrojowej ten nurt działalności zaczął tonąć – trudno było radzić sobie w warunkach rynkowych, zwłaszcza że odbiorcy nie byli przyzwyczajeni do częstego czytania o muzyce. Przez kilka lat wstrzymano nawet prace nad sztandarową pozycją, jaką była część biograficzna Encyklopedii Muzycznej PWM: po tomie EFG jeszcze z 1987 r. trzeba było czekać 10 lat na HIJ. Ostatecznie prace wznowiono, a dział encyklopedii, stanowiąc połowę redakcji w ogóle (i w pewnych okresach praktycznie całą jej część książkową), doprowadził do publikacji ostatniego tomu w roku 2012 (jednocześnie na rynku zdążyło pojawić się kilka suplementów, gdyż pierwszy tom pochodzi jeszcze z lat 70.). Encyklopedia pozostaje flagowym tytułem wydawnictwa, w międzyczasie przybyło jej jednak paru kontrkandydatów. Miłośnikom czy choćby osobom zainteresowanym operą nie trzeba przypominać podstawowej – obecnie dostępnej w formie wygodnego, pojedynczego tomiszcza (skojarzenia z Biblią jak najbardziej zasadne – także papier jest biblijny) – „Tysiąca i jednej opery” Piotra Kamińskiego. Fenomen tego przewodnika operowego nie polega nawet na tym, że napisał go jeden autor (czy to ważne, ilu? – byleby było dobrze!), lecz na tym, że przeprowadził w nim frapujące analizy historii i form kilkuset oper, pisząc je barwnym, obrazowym językiem, pobudzającym wyobraźnię nie tylko operomaniaków. Wzorzec pisania o muzyce „dla ludzi” – od tych, którzy dotąd w ogóle muzyki nie słuchali (po zetknięciu z tą książką na pewno słuchać zaczną), do wyrafinowanych znawców, którzy nie dość, że wzbogacą wiedzę, to przypomną sobie, że u jej podstaw zawsze leży zachwyt. A jednocześnie będą mogli czytać wybrane streszczenia oper (wiadomo, że nie wszystkie!) dzieciom na dobranoc – nie znajdą piękniejszych baśni.

Rosen przeznaczenia

Od wydania operowej Biblii mija siedem lat, w ubiegłym roku natomiast pojawiło się dzieło, na które czekaliśmy dłużej niż na Encyklopedię. Tłumaczenie „Stylu klasycznego” Charlesa Rosena powstało już w początku lat 80. Zakupiono nawet licencję i oficjalnie zapowiedziano publikację... A jednak prace zostały zawieszone, zabrakło też ponoć... papieru na wydrukowanie (deficytowy towar, jak wszystko w latach 80.) – i gdy wygasł termin licencji, książka trafiła do szuflady. 20 lat później w PWM nie było po niej śladu (osobiście szukałem). Kolejne próby publikacji tej jednej z najważniejszych książek muzykologicznych spełzały na niczym – czy podejmowane były w Poznaniu, czy ponownie w PWM. W 2008 r. Komitet Badań Naukowych odmówił dofinansowania jej z puli przeznaczonej na podręczniki naukowe; wciąż nie mogę się nagratulować tej godnej pamięci decyzji.

Ostatecznie „Styl klasyczny” udało się doprowadzić do wydania obecnemu redaktorowi naczelnemu, Danielowi Cichemu, we współpracy z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina – nad książką nie ciążyło więc fatum. Jedna z podstawowych publikacji, której brak utrudniał nam samo mówienie o muzyce, dziś jest dostępna w pięknej szacie, a dzięki dofinansowaniu bynajmniej nie w wysokiej cenie – zwłaszcza jak na książkę tej wielkości i jakości. Tu wprawdzie nie ma językowej taryfy ulgowej (choć język jest klarowny i żywy, do czego przyczynił się też kunszt tłumacza, Rafała Augustyna), ale rekompensują to kształt wywodu i wnioski z analiz, pozwalające spojrzeć znacznie pełniej na niezwykłą epokę Haydna, Mozarta i Beethovena, a do tego dające narzędzia do rozumienia i innych epok.

Największe wyzwanie

To, co dziś może okazać się najtrudniejsze, to ponowne przyzwyczajenie czytelników, że o muzyce się pisze – i że pozycje z katalogu PWM należą do najbardziej wartościowych. Dlaczego? Z szeregu najważniejszych książek, tytułów bądź tematów, które już dawno powinny być w Polsce dostępne i omawiane, wiele dotąd nie trafiło do tłumaczenia, niektóre zaś ukazały się w innych, małych wydawnictwach – podczas gdy z PWM jeszcze parę lub paręnaście lat temu dobiegały wyjaśnienia, że to rynek jest trudny (oczywiście!) albo że wydawnictwo „stawia na polskich autorów” (w domyśle: bo nie wymagają kosztów przekładu). Samo w sobie jest to zresztą cenne, ale brakowało nam wciąż podstawowych punktów odniesienia, nadal nie mieliśmy przyswojonej podstawowej międzynarodowej literatury. Te czasy jednakowoż, można mieć nadzieję, przechodzą do przeszłości: „Styl klasyczny” Rosena, choć wydany ostatecznie po śmierci autora, może być symbolem przełomu. Do tego dostaliśmy już nie nową, lecz ważną książkę o Sergiuszu Diagilewie – jednej z kluczowych postaci XX wieku w kulturze muzycznej. Szykują się następne, np. synteza muzyki polskiej ubiegłego stulecia pióra Adriana Thomasa (którego fragment artykułu poświęconego „nowemu” utworowi Henryka Mikołaja Góreckiego znajdą Państwo obok), „Teoria jazzu” Dariusza Terefenko, wreszcie dalszy ciąg serii Rosena.

W ostatnich 20 latach nie zabrakło też omówień życia i dorobku najwybitniejszych kompozytorów polskich – mamy dwutomowe książki o Pendereckim i Lutosławskim, Adriana Thomasa o Góreckim, choć np. wielki „Karol Szymanowski i jego epoka” Teresy Chylińskiej trafił do innej oficyny. Nic to, od przybytku głowa nie boli. Oczekujemy na następne – zapowiedziano już monografię Kazimierza Serockiego.

Jedną rzeczą są monografie lub wielkie syntezy, a inną książki dla szerokiego grona czytelników. Przez lata odzwyczailiśmy się trochę od czytania o muzyce po prostu z ciekawości (lecz nie czczej, w jaką celowała seria Ilustrowanych Monografii; podobnie seria Ludzie Świata Muzyki – często o wartości laurki dla przedstawianych w niej wybranych polskich muzyków).

W tym czasie książkami o tych artystach, którzy rozpalają wyobraźnię, musieli zająć się inni – co przyniosło kilka ważnych tytułów, by wymienić choćby dwie książki o Gouldzie lub biografię Horowitza, pióra Schonberga. Teraz do tej rozgrywki wraca i PWM, publikując m.in. biografie słynnych sopranistek: najsłynniejszej dziś na światowych scenach Polki, Aleksandry Kurzak, a w przyszłym miesiącu wielkiej gwiazdy, Renée Fleming.

Bardzo ciekawym wątkiem staje się dziś eseistyka i łączące się z nią wywiady rzeki: w ten sposób słuchacze wprowadzani są w muzykę barokową, zawsze intrygującym, a nigdy nie przytłaczającym piórem Dariusza Czai („Kwintesencje”) i XX-wieczną – w esejach Andrzeja Chłopeckiego (będzie ich więcej), albo w rozmowach o Lutosławskim, które z międzynarodowym gronem wybitnych dyrygentów prowadził Aleksander Laskowski.
Kolejne książki przed nami – eseistyka prof. Mieczysława Tomaszewskiego, rozmowy o Kilarze... Lektur do czytania podczas słuchania muzyki zapowiada się coraz więcej. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]