Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Plasowanie bez baru

Plasowanie bez baru

01.11.2015
Czyta się kilka minut
Tuż po zakończeniu działań wojennych środowisko muzyczne zabrało się do odbudowy życia kulturalnego.
Krzysztof Penderecki – w PWM od 1959 r. Fot. Mariusz Makowski / FORUM
J

Jedną z podjętych wówczas inicjatyw była idea utworzenia państwowego wydawnictwa, które zajęłoby się publikacją muzyki polskiej, zarówno dawnej, jak i tej najnowszej.

Już w pierwszych latach działalności PWM zarysowały się najważniejsze cele wydawnictwa, aktualne w większości do dziś. Sformułowano je podczas pierwszego posiedzenia Rady Wydawniczej PWM, w grudniu 1945 r.:

1. Popieranie polskiej twórczości muzycznej poprzez publikacje dzieł kompozytorów polskich oraz prac z dziedziny historii, teorii i etnografii muzycznej.
2. Propagandę (czyli promocję) muzyki polskiej w kraju i za granicą.
3. Stworzenie systemu wypożyczeń materiałów nutowych.
4. Działalność upowszechnieniową.
5. Wznowienie prac nad narodowym wydaniem dzieł Fryderyka Chopina.

Pierwsze lata

Tadeusz Ochlewski, twórca i pierwszy dyrektor wydawnictwa, dbał o przywrócenie do obiegu dawnej muzyki polskiej. Dzięki niemu wielu kompozytorów współczesnych sięgnęło po staropolskie melodie – by wspomnieć tu chociażby „Koncert gotycki” Andrzeja Panufnika (1952), dekadę późniejsze „Stabat Mater” Krzysztofa Pendereckiego (włączone następnie do jego „Pasji wg św. Łukasza”) i „Trzy utwory w dawnym stylu” Henryka Mikołaja Góreckiego (oba skomponowane w 1963 r.). Od samego początku Ochlewski organizował też koncerty kameralne, promujące utwory wydawane bądź przeznaczone do wydania. W samym roku 1950 podczas dziewięciu zorganizowanych koncertów wykonano dzieła lekko licząc 25 kompozytorów, od epoki renesansu i wczesnego baroku do współczesności.
Poza innymi dziedzinami swej bogatej działalności PWM odegrało niebagatelną rolę w promocji polskiej muzyki współczesnej. Już na początku swej działalności Ochlewski zaczął wydawać utwory najważniejszych powojennych polskich twórców: Grażyny Bacewicz, Romana Palestra, Witolda Lutosławskiego, Andrzeja Panufnika, później także Kazimierza Serockiego, Tadeusza Bairda, a w końcu – Krzysztofa Pendereckiego, Henryka Mikołaja Góreckiego, Wojciecha Kilara i innych kojarzonych już z tzw. polską szkołą kompozytorską. O ile tych pierwszych znał jeszcze z czasów przedwojennych, okupacyjnych czy tużpowojennych, to można zapytać: jak decydował o wyborze najmłodszych twórców, wchodzących na scenę polskiej muzyki pod koniec lat 50.? Na pytanie to daje odpowiedź Mieczysław Tomaszewski:

„Tadeusz Ochlewski miał swój sposób na wyławianie nowych talentów i nowych, ciekawych utworów. On zresztą miał dobry kontakt z profesorami uczelni (…). Ochlewski często dopytywał profesorów właśnie, co ciekawego słychać, czy któryś z ich studentów napisał coś, co warto byłoby opublikować. Był on bowiem w ogóle wyczulony na to, co nowego dzieje się w muzyce polskiej. Na tej właśnie zasadzie zainteresował się Góreckim, a później też Pendereckim, kończącym studia – po śmierci Artura Malawskiego – u Stanisława Wiechowicza. A potem, od czasu jak Penderecki dostał trzy nagrody na konkursie Związku Kompozytorów Polskich, a Górecki skomponował I Symfonię »1959« i »Scontri«, zaczęliśmy wydawać wszystko to, co ciekawego pojawiało się na Warszawskiej Jesieni”.
Warto bowiem zaznaczyć, że relacje PWM ze Związkiem Kompozytorów Polskich (również świętującym w tym roku jubileusz 70-lecia istnienia) były od początku bardzo bliskie. Obie te instytucje tak samo rozumiały promocję polskiej muzyki i współdziałały ściśle w tym zakresie. Tak było podczas rządów Tadeusza Ochlewskiego i w latach, kiedy PWM kierował już Mieczysław Tomaszewski.

Wyjście w świat

Pisząc o muzyce polskiej XX wieku, podkreśla się zwykle znaczenie festiwalu Warszawska Jesień w promocji utworów naszych kompozytorów na Zachodzie. To właśnie prezentowane tam rewolucyjne wręcz kompozycje Krzysztofa Pendereckiego, Henryka Mikołaja Góreckiego, a także Witolda Szalonka, Wojciecha Kilara i ich starszych kolegów – Kazimierza Serockiego, Tadeusza Bairda czy, last but not least, Witolda Lutosławskiego – przyczyniły się do niespotykanego wcześniej wzrostu zainteresowania muzyką polską w świecie. Nie należy jednak zapominać o tym, że w ślad za sukcesami na Warszawskiej Jesieni musiała pójść wytężona praca wydawcy, aby skutecznie działać na rzecz obecności polskich utworów na Zachodzie. W komunistycznej rzeczywistości nie było to proste i wymagało od dyrekcji PWM nie lada – nomen omen – zachodu. Sprawę udało się formalnie rozstrzygnąć dopiero w latach 70., co Mieczysław Tomaszewski wspomina tak:

„W latach siedemdziesiątych udało mi się w Ministerstwie Kultury wywalczyć zezwolenie na zawieranie z wydawcami ówczesnego Zachodu tak zwanych umów koedycyjnych. Była to sprawa kontrowersyjna – przynosiła korzyść muzyce polskiej, przy pozornej stracie dla wydawnictwa, którym kierowałem. Otóż, żyliśmy w systemie, w którym przebicie się z naszymi partyturami za granicę było, na dobrą sprawę, niemożliwe. PWM nie miało bowiem możliwości tak zwanego »plasowania« swoich utworów na estradach świata. U zachodnich wydawców odbywało się to najczęściej… przy barze, poprzez osobiste kontakty przedstawicieli wydawcy z wykonawcami; spełniali oni funkcje marketingowe – przez przekonanie dyrygenta czy solisty – prowadzące do wykonania. My tego nie byliśmy w stanie robić. Udało mi się więc przekonać Ministerstwo (ministrem był wtedy Józef Tejchma, a on miał otwartą głowę) do wspomnianych koedycji. Polegały one na podziale terytoriów działania: PWM pozostawało przedstawicielem danego utworu na kraje, które nazywaliśmy »demoludami«, a jakieś wydawnictwo zachodnie, wchodzące z nami w koedycję, przejmowało prawo (i obowiązek) do działania na kraje zachodnie. Ta sytuacja pozwoliła współczesnej muzyce polskiej wyjść na estrady świata. To była wielka sprawa”.

Rozwiązanie to pozwoliło w sposób realny promować polską muzykę w świecie. Dość wspomnieć, że to ono przyczyniło się m.in. do niebywałego sukcesu III Symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego – dzięki współpracy z brytyjskim wydawcą Boosey & Hawkes. ©

Cytowane wypowiedzi prof. Mieczysława Tomaszewskiego pochodzą z mojej książki „Górecki. Portret w pamięci” (PWM, Kraków 2013). Korzystałam również z publikacji „70 lat Polskiego Wydawnictwa Muzycznego”, ukazującej się właśnie nakładem PWM z okazji jubileuszu wydawnictwa.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]