Reklama

Nie chcę być uświęcany

Nie chcę być uświęcany

17.12.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 50 / 2018
R

Rafał Woś napisał o trwających w Sejmie pracach nad uszczelnieniem przepisów dotyczących niehandlowych niedziel, że „to próba wyszarpnięcia czysto rynkowej logice jednego z najcenniejszych ludzkich zasobów, czyli czasu. I oddanie go ludzkim sprawom: rozrywce, odpoczynkowi, rodzinie albo duchowości”. Przeraża mnie, jak autor potrafi wskazać „ludzkie sprawy”, a napiętnować, jak rozumiem, „nie-ludzkie” – za nas wszystkich! Ja bym na coś takiego się nie odważył. Nie robię zakupów w niedziele, bo nie mam takiej potrzeby. Ale znam ludzi, którzy mają nie tyle potrzebę, co przymus, bo kiedy indziej nie mają czasu. Dla innych to rozrywka, są też tacy, którzy wtedy odpoczywają. Co autor zamierza zrobić z takimi ludźmi? Jak rozumiem, oni źle wykorzystują swój wolny czas, więc trzeba ich naprostować, żeby go wykorzystywali dobrze?

Podobne pomysły mają przedstawiciele święcie nam panującej władzy. Świadczą o tym np. słowa pana premiera, że Maryja ma mieć w opiece również tych, którzy „nie kochają Polski aż tak mocno jeszcze, (...) jak my tutaj, tak jak cała rodzina Radia Maryja”. Jak rozumiem, niedługo pokochają, a jak sami tego nie zrobią, to im pomożemy...

Jestem przekonany, że uświęcanie ludzi na siłę nigdy nie wyjdzie na dobre nikomu – ani tym, którzy uświęcają, ani uświęcanym.

Czytaj także: Rafał Woś: Wolne niedziele, a świat się trzyma

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Odnośne przepisy nic panu nie narzucają, jeśli w sklepach bywa pan tylko klientem. W niehandlową niedzielę zamiast do kościoła można pójść na "Kler", na spacer albo zostać w domu, wybetonować podjazd do garażu, a nawet, jeśli przypadkiem jest się właścicielem sklepu z artykułami żelaznymi, otworzyć interes jak co dzień i sprzedawać śrubki i brzeszczoty złaknionym towaru klientom. Pod warunkiem, że zrobi się to osobiście, względnie wyręczy się członkami rodziny. Nie można natomiast nakazać przyjść do roboty sprzedawcy zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę (chyba że chodzi o personel stacji benzynowej, kasjerkę na kolei itp.). Nie jest to jedyne ani najdalej idące ustawowe ograniczenie stosunku pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, wykraczające poza regulacje właściwe umowom cywilno-prawnym. Na przykład, czas pracy nie może przekraczać (z pewnymi zastrzeżeniami) 8 godzin na dobę - w uzasadnionych przypadkach 12 godzin - i przeciętnie 42 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym, nie przekraczającym 3 miesięcy. Pracownikowi przysługuje również prawo do corocznego, nieprzerwanego, płatnego urlopu wypoczynkowego w określonym wymiarze, którego to prawa nie może się zrzec! Czy nie narusza to jego swobody dysponowania swoim czasem? W pewnym sensie - tak, i dlatego zwolennicy skrajnie liberalnego podejścia uważają, że sama idea kodeksu pracy jest chora. Wychodzą z założenia, że każdy pełnoletni obywatel ma pełną swobodę decyzji dotyczących jego samego i dlatego powinien też korzystać z wolności zawierania umów dowolnej treści z każdym, w tym - swoim pracodawcą. Przeważa jednak i odbija się w prawie pogląd, że w rzeczywistości pracownik nie jest wobec pracodawcy stroną równorzędną, czyli prawdziwie wolną w swoich decyzjach, i powinno się chronić jego ustawowo zdefiniowane interesy bez pytania każdego z osobna, czy chce być tak chroniony. Choćby ze łzami przysięgał, że nienawidzi wolnych niedziel i urlopów, wystarczy mu połowa płacy minimalnej za pracę w wymiarze dwóch etatów, i naprawdę dobrowolnie się zgodził, żeby za spóźnienie odbierać od szefa chłostę. Czy te niehandlowe niedziele są rzeczywiście potrzebne, to kwestia oczywiście dyskusyjna. W jednych krajach (np. w Niemczech) są, w innych nie, i nie ma tu żadnej ogólnej zależności od np. wpływów kościoła katolickiego w danym kraju. Co nie znaczy, że biskupi bądź red. Woś nie mają prawa mieć swojej opinii i swoich nadziei w związku z takim czy innym rozwiązaniem. Tu wolności ograniczać chyba nie trzeba.

poglądy R. Wosia są tyleż wolne, co niespójne - tak jak zresztą pozostałych zwolenników trzymania przez biskupów stada za pysk, najprostszy przykład to zmuszanie pod karą wiecznego potępienia wierzących do udziału w religijnych obrządkach, lżejszy kaliber to dyskusje o konieczności ograniczania handlu w niedziele, w tym dniu właśnie i przy kawiarnianym stoliku - "kelner, jeszcze jedno ciastko proszę!" - i powiedzmy sobie szczerze, najbliżej tym obłudnym fundamentalistom do skrajnie ortodoksyjnych Żydów, co w dzień 'uświęcony" nawet nad podtarciem swego tyłka własną ręką się będą zastanawiać

wiecznej nagrody za lekceważenie obrzędów religijnych. I to od biskupów, którzy nie dysponują władzą jej przyznawania bądź wymierzania wiecznej kary, a jedynie mogą służyć radą wierzącym w życie pozagrobowe. Ortodoksyjni Żydzi rzeczywiście dzień uświęcony szanują, co widać w Nowym Jorku, gdzie w wielu sklepach widnieje tabliczka "No Business on Saturdays" i nawet zakupów online u nich nie zrobisz, bo w szabat wyłączają serwery. No i co ma zrobić klient, któremu pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy...? Czy nie narusza to jego konstytucyjnego prawa do "życia, wolności i dążenia do szczęścia" w kraju, w którym konstytucja jest największą świętością?

nijak nie doszedłem, kto nagrody oczekuje i czemu biskupom Pan władzę ponoć przez samego Jezusa im przyznaną odbiera - a co do ortodoksyjnych Żydów, cieszę się, że się Pan ze mną w temacie zgadza w kwestii podobieństwa ich zwyczajów do przepisów prawa w Polsce przez kościół katolicki [owszem, równolegle ze związkami] na rządzie wymuszanych - na koniec jednak dziecinny błąd Pan popełnia zrównując ustawowy z a k a z handlu z dobrowolnym od niego odstąpieniem - niech Pan śpi spokojnie, Konstytucja amerykańska ma się dobrze

Szanowny Panie / Szanowna Pani, Pisze Pan/Pani bardzo barwnie i emocjonalnie, ale mija się Pan/Pani z meritum sprawy i listu, który Pan/Pani komentuje. Problematyczne są dwie rozdzielne kwestie, których nie należy mieszać. 1 Prawo pracownicze. Broni pan ochrony pracowników przed przymusem pracy w niedzielę. Tylko, czemu w niedzielę, a nie np. sobotę jak u wspomnianych nowojorskich żydów? czemu nie w muzułmański piątek? Państwo ma być religijnie neutralne. Wybór niedzieli na dzień odgórnie zakazany dla wykonywania pewnych zawodów neutralny nie jest. 2. Prawo konsumenta do dostępu do usług. Skupia się Pan/Pani na prawie pracownika, ale konsumenci też mają swoje prawa. W przypadku zawodów newralgicznych, jak choćby służba zdrowia nie ma zakazów, bo wiadomo, że ich obecność jest konieczna. Niedzielne zakupy to też czasem stan konieczności. Sklep żelazny, z którego Pan/Pani się śmieje może czasem uratować kogoś przed poważnymi kosztami w razie jakiejś awarii. Niech Pan wyda skuteczny zakaz powstawania awarii w niedziele to porozmawiamy... Tymczasem wygląda na to, że z potrzebami ludzi Pan/Pani nie liczy się podobnie jak rządzący. Rozwiązań utrudniających pracodawcom wymuszanie pracy w niedzielę jest więcej. Uniemożliwienie wykonania takiej pracy chętnym do tego osobom (które, zapewniam, istnieją) i równoznaczne z tym odebranie ogółowi społeczeństwa dostępu do istotnych usług w imię poprawności chrześcijańskiej (!) jest postępowaniem społecznie szkodliwym i jako takie zasługuje na napiętnowanie. Na koniec doradzę by nie proponował/-a Pan/Pani nam (czytelnikom) sposobu spędzania niedzieli, bo brzmi to jednoznacznie lekceważąco. O tej przywarze rządzących był powyższy list, ale Pan/Pani tego nie wychwycił/-a. Z poważaniem, Tomasz Kułakowski

z niedzielnymi zakupami w hipermarkecie. Oznacza ono obowiązek zapewnienia ściśle określonych kategorii usług przez określone podmioty. Najczęściej państwo, ale niekoniecznie. Czasem jest to PRZYMUS, któremu podlega przedsiębiorca. Co jakiś czas powraca np. kwestia dyżurów nocnych i świątecznych aptek. Harmonogramy są ustalane przez samorządy, często bez konsultacji z właścicielami aptek albo i po konsultacjach, z których wynika tylko tyle, że nikomu się nie chce lub nie opłaca. A obywatel nocną aptekę w jakiejś tam maksymalnej odległości mieć musi i basta! Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w tym roku orzekł, że taka uchwała rady powiatu (w konkretnej rozpatrywanej sprawie - nowotarskiego) jest aktem prawa miejscowego i aptekarze muszą przestrzegać wyznaczonego harmonogramu pracy, choćby było to dla nich trudne organizacyjnie, a nawet nieopłacalne. A jeśli apteka jest jedna i zatrudnia tylko jednego farmaceutę, bo dwóch się z niej nie wyżywi? W innych podobnych sprawach aptekarze podnosili argument z... kodeksu pracy, zabraniającego przecież orki bez limitu godzin, dni wolnych i urlopów. No i co zrobimy, jeśli prawo konsumenta i wolność gospodarcza (a także prawa pracownika, np. owego samotnego farmaceuty) są z sobą sprzeczne? Nie jest to niestety tak proste, jak "róbta co chceta". Z tym państwem wyznaniowym, bo wyróżniającym niedziele jako wspólny dla (prawie) wszystkich dzień wolny, to chyba jednak przesada. A czemu co siódmy dzień - obojętne, czy piątek, czy niedziela, a nie co ósmy, jak u Rzymian? Neopoganie też żyją wśród nas. I czemu zmuszają nas do liczenia lat od narodzin Chrystusa? Odpowiedź brzmi: bo tak jakoś wyszło. Porządek społeczny jest skomplikowanym systemem swobód, zakazów i nakazów, zarazem ewoluującym i mającym swoją inercję. Oraz kształtowanym w drodze konsensusu, czy raczej licznych, rozłożonych w czasie konsensusów. Tyle z mojej strony na ten temat.

ma Pan rację - 'jakoś tak wyszło" PB, że praca to jeden z elementów kary za grzech pierworodny, a niedziela to dzień święty i handlować nie wolno, następny krok to mandaty za nieodmawianie pacierza - ja jednak proponuję, by ten model obowiązywał tylko wierzących

wobec sofistów, którzy nawet w pokrętnym rozumowaniu starali się zachować pozory sensu. Chciałbym na zakończenie życzyć Wesołych Świąt, ale skoro wiem, że będą zatrute przez zamkniętą na głucho Biedronkę, to takie życzenia byłyby szyderstwem. Więc może chociaż - szczęśliwego Nowego Roku! Zapomnijmy, że Pańskiego ;)

Bardzo dobra odpowedz Panie Tomaszu! wiele lat przezylem w PRL i mam wstręt do wszelkiego mowienia, a raczej nakazywania mi, co jest dla mnie dobre. Uważam, że nie można zmuszać ludzi do pracy w niedziele, ale i nie mozna im tego zabraniać. Podobnie jak robienia zakupów, itp. Wszystkim próbującym uszczęśliwiać mnie na siłe, lepiej wiedzącym co jest dla kogo dobre, dziękuje. Miałem nadzieję, że odeszli razem z PRL. Niestety obecna władza nie tylko w tym jest podobna do władców PRL

już niejeden mocno wątpliwy tekst spłodził

że prawo o niedzielnym handlu zostało wprowadzone z inicjatywy i pod naciskiem organizacji pracowniczych, w interesie (mniejsza o to, czy dobrze rozumianym) ich członków, natomiast te związki, które były przeciwne, argumentowały swój sprzeciw interesem... też pracowników, a nie klientów. Jednym chodziło o to, żeby większość zatrudnionych w handlu mogła korzystać z czasu wolnego w tym samym rytmie, co ich dzieci, małżonkowie, krewni i znajomi, którzy w sklepach nie pracują, a drugimi kierowała obawa o miejsca pracy. Tak czy inaczej, dyskusja o jakimś prawie do robienia zakupów w niedzielę nie ma tu nic do rzeczy.

o episkopacie i jego naciskach na ustanowienie zakazu handlu

Donosze uprzejmie, ze nie jestem członkiem zadnego związku zawodowego, a więc przywołane tu związki domagające się wolnych niedziel, a także te, które przeciw tym niedzielom protestowały, nie występowały w moim imieniu. Natomiast jeszcze do niedawna jako pracownik warszawskiego muzeum odbywałam niedzielne dyżury, na których służyłam informacją zwiedzającym, a w zamian odbierałam sobie wolny dzień w ciągu następnego tygodnia. Byłam z tego układu bardzo zadowolona, jako ze nie musiałam spędzać wolnego dnia w tłumie atakującym kawiarnie, restauracje i inne miejsca, gdzie ludek zwykł się garnąć. Mysle, ze podobne rozwiązanie dla pracowników handlu tez przyniosłoby im satysfakcje. Apeluje wiec do Panstwa, aby nie rozpatrywać idiotycznego zarzadzenia z punktu widzenia interesów ludu pracującego w handlu. To jest bezczelna hucpa pana Dudy (tego z ZOMO, a nie z Belwederu) i tyle...Dorabianie do tego racjonalnej ideologii naprawdę mija się z celem

Tak sobie myślę, że jest cała masa nakazów zakazów i praw, bez których dało by się żyć. Bo niby czemu wolno pić wódkę, a nie wolno palić marihuany, albo ten nieszczęsny zakaz uprawy maku. Nie jesteśmy istotami na wskroś pragmatycznymi, raczej powiedziałbym jesteśmy niezwykle emocjonalni, podatni na manipulacje i sugestie. Nasze prawa są w pewnym sensie folklorem. Nie zawsze muszą być sensowne i dogłębnie przemyślane. Nikt z nas nie jest samotną niezależną wyspą, przypominamy bardziej stado baranów, któremu cele wyznaczają pasterze. Jaki pasterz takie cele, niby barany coś tam poblekują, marudzą, ale w sumie w kupie raźniej, liczy się trawa i idą gdzie je się pogoni. Teraz mają siedzieć w domach i nie łazić po sklepach w niehandlowe niedziele, za jakiś czas coś innego się im wymyśli. Proszę się w tym nie doszukiwać egzystencjalnej głębi.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]