Najważniejszy Polak

Jerzy Giedroyc jest najważniejszym Polakiem w mym białoruskim życiu. Mimo że nigdy nie spotkałem się z nim osobiście, korespondencyjnie zaś wymieniłem ledwie parę listów.
Czyta się kilka minut

Z "Kulturą" zetknąłem się w latach 70., bywając w czytelni ZLP na warszawskim Krakowskim Przedmieściu. Jako członek tej literackiej organizacji nie zdawałem sobie sprawy, że było to bodaj jedyne w stolicy miejsce, gdzie "Kultura" leżała sobie na półkach obok bieżących czasopism. Zafrapowała mnie ona wtedy wielce, ponieważ jak żadne inne pismo poświęcała sporo uwagi tematyce białoruskiej. W prasie krajowej Białorusini wówczas właściwie nie istnieli, nawet na poziomie zainteresowań folklorystycznych. Mnie samego natomiast wyzywano od szowinistów białoruskich, a nawet podejrzewano z tej racji o jakąś chorobę mózgu...

Przyjeżdżając do Warszawy, koniecznie zaglądałem do czytelni. Pani bibliotekarka stale przypominała mi, że dostęp do "Kultury" zawdzięczam posiadanej legitymacji, co wcale nie znaczy, że mogę sobie robić jakieś odpisy (o istnieniu ksero wówczas nie słyszano). Ponadto musiałem czytywać owe zeszyty w obecności pani zapewne wystraszonej moim białostockim prowincjonalizmem (łachmaniarski ubiór, wieśniacze maniery).

Treści tematycznie białoruskich publikacji w "Kulturze" wydawały mi się utopijne, zwłaszcza co do przyszłości samej Białorusi, sowieckiej republiki z uprawnieniami raczej guberni carskiej lub kresowego województwa polskiego. Aliści zaczytywałem się tymi tekstami zachłannie, próbując zapamiętać je recytatorsko niczym wspaniałą bajkę dla dorosłych. Niektóre fragmenty i zdania pamiętam do dziś, jak choćby to, że bez niepodległej Białorusi i niepodległej Ukrainy nie jest możliwa niepodległa Polska.

Jerzy Giedroyc w ówczesnej propagandzie krajowej uchodził za rodzaj krwiożerczego smoka, więc przed nikim nie przyznawałem się do tych warszawskich lektur. Była to moja głęboka tajemnica. Zachodziłem do głowy tylko z domysłami, z czyjej to woli wykłada się na owych półkach bieżące numery "Kultury".

Kiedy pod koniec dwudziestowiecza pismo nieco zbanalniało, przestało pachnieć piekielną siarką, zacząłem posyłać Księciu Redaktorowi swój rocznik europejski "Annus Albaruthenicus". Adresat nie przejawił zachwytu moją robotą, ale wykazał przynajmniej zainteresowanie. Mój "Rok Białoruski" zadomowił kulturę białoruską w Europie. Stało się to realne oczywiście za III Rzeczypospolitej.

Zamieściłem raz jeden w "Kulturze" nieduży artykuł o wielu przekładach białoruskich "Pana Tadeusza" na wyraźne zamówienie Redaktora. Następne moje kontakty, na krótko przed Jego śmiercią, dotyczyły pomysłu ze staraniami o Nagrodę Nobla dla żyjącego jeszcze wówczas wielkiego pisarza białoruskiego Wasila Bykau. Wielce zaintrygowało to Jerzego Giedroycia; poprosił mnie o bliższe dane, chociaż nie dostrzegał szans na szczęśliwy finał zabiegów. Ciągle myślał kategoriami wielkiej polityki i najbardziej przemówiło do jego świadomości, że taki Nobel spowodowałby istotne trzęsienie ziemi w zastygłej na wzór kubański republice Białoruś do szpiku kości przesiąkniętej sowietyzmem.

Enklawą sowietyzmu w Polsce jest przecież Białystok i województwo podlaskie, matecznik endecji i w ogóle Ciemnogród. Ogromna delegacja białostocka, która ongiś udała się do wyśnionego Paryża, by wręczyć Redaktorowi honorowy doktorat Uniwersytetu w Białymstoku, wysłuchała pokornie słów Jerzego Giedroycia o wspieraniu Białorusinów, nie mając najmniejszego zamiaru cokolwiek zrobić w tym kierunku. Białorusinów tutaj nadal traktuje się jak ciało obce, poddawani są oni policyjnym i prokuratorskim prześladowaniom, a tutejsze sławetne Radio Racja, wszak antyłukaszenkowskie, pozbawione jest obiecanego wsparcia rządu polskiego. Finita la commedia.

Umarł Giedroyc. Umarł Bykau. Znienawidzeni w Białymstoku.

SOKRAT JANOWICZ (ur. 1936) jest pisarzem białoruskim, mieszkającym na Białostocczyźnie (w Krynkach). W ostatnich latach wydał m.in.: tom rozmów z Jerzym Chmielewskim "Nasze tysiąc lat" (2000) i wybór esejów "Ojczystość. Białoruskie ślady i znaki" (2001). Jest stałym felietonistą miesięcznika polskich Białorusinów "Czasopis".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2006