Nadzieja w klawiszach

Nie wiem, kto to wymyślił: MEN odgórnie czy terenowi funkcjonariusze z gorliwości. Ale pomysł "godzin wychowawczych" dla uczniów gimnazjów i liceów, przeprowadzanych w zakładach karnych przez ich personel, chwycił. Na razie - jak czytam - w Nowym Sączu. Krakowski areszt śledczy ma wątpliwości, ale "nie odmówi" szkołom, które się zgłoszą. Do nowosądeckiego zakładu chętne szkoły czekają w kolejce. Aprobujący pomysł przypominają, że - chwała Bogu zresztą - uczniowie biorą w tym udział dobrowolnie i za zgodą rodziców. Oglądają też tylko puste pomieszczenia, bez kontaktu z osadzonymi. "Dawno nie widziałam takiego zainteresowania" - chwali jedna z nauczycielek.
Czyta się kilka minut

Właściwie nic tu dziwić nie powinno. Od pewnego czasu panuje atmosfera przypominająca gorączkę: troska o kształtowanie wchodzących w życie obywatelskie jest zmasowana, ujednolicana i sięga po działania, w które najbardziej się wierzy. A do nich należy przede wszystkim strach i dotkliwość represji. Dlatego mamy już ok. trzydziestu tysięcy aresztowanych i bez wyroku, a nawet bez aktu oskarżenia, przetrzymywanych w więzieniach nawet latami. Nawet wpłata poręczenia majątkowego nie daje gwarancji, że sąd odpowie zgodnie z umową: wypuszczeniem na wolną stopę. Przygotowywane projekty zaostrzania wymiaru kar i obniżania wieku odpowiedzialności karnej nieletnich są z tej samej szkoły. A teraz zaczęliśmy młodzieży pokazywać więzienia.

Nie jestem specjalistką od tej dziedziny i nie wiem, czy puste cele i spacerniaki dają wyobrażenie o tym, czym jest egzystencja więźnia. Podobnie jak rozmowa z klawiszami, którzy przecież w kontakcie z uczniami nie będą musieli uruchamiać tego sposobu bycia, który dyktuje im więzienna proza na co dzień. Jednym słowem: nie mam pojęcia, czy wycieczka do zakładu karnego przestraszy młodzież w stopniu, który akurat okaże się pożyteczny w przyszłości. Moje wątpliwości sięgają dużo głębiej.

Jest to po pierwsze pytanie, dlaczego tyle nadziei pokłada się obecnie w straszeniu. Można by je zresztą rozszerzyć poza dziedzinę kryminalistyki, kto wie, czy nie w sposób jeszcze bardziej uzasadniony. Młodym adeptom pływania pokazać na oddziale chirurgii pourazowej, czym kończy się skakanie na główkę do nieznanej wody. Kursantów na prawo jazdy zabierać do najgorszych wypadków drogowych, aby przypatrzyli się wyciąganiu ofiar ze szczątków pojazdu. Początkujących amatorów piwa - na sekcje ofiar alkoholików. Jeśli się tego nie robi (choć i tak dydaktyczną rolę spełnia tu bez przerwy serwis telewizyjny), jeśli ciągle wychowywanie zaczynamy od mówienia nie o złu, tylko o dobru, które mamy z siebie wydobyć i rozwinąć - to może jednak jest w tym mądrość prawdziwej, a nie tylko czarnej wiedzy o człowieku?

Entuzjastom kar i czarnej dydaktyki chciałoby się przypomnieć, że ta droga nie ma niestety końca. Przerazić złem po to, by je uczynić dostatecznie odstręczającym, nie można bez ryzyka, że reakcja będzie w pewnej chwili, za sprawą tajemnicy człowieka, zupełnie nieoczekiwanie inna, niż się spodziewaliśmy. Także katastrofalna. Przykładów tym razem sobie oszczędźmy.

Dlatego nadzieje wychowawców widzę raczej w takich przykładach, o których niedawno można było posłyszeć w jednym z - akurat komercyjnych - programów. Był to reportaż z lublinieckiego zakładu dla dzieci z porażeniem mózgowym, odrzuconych przez rodziców. Opiekunki-wolontariuszki to były kobiety z zakładu karnego, z wysokimi wyrokami nieraz. Ratowało je współczucie, do którego okazały się zdolne ku swojemu własnemu zaskoczeniu...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2007