Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Muzyk we fraku się nie sprawdza

Muzyk we fraku się nie sprawdza

03.09.2013
Czyta się kilka minut
Giovanni Antonini, dyrektor artystyczny „Wratislavii Cantans”: Podczas gdy we Włoszech albo Hiszpanii panuje związana z kryzysem atmosfera rezygnacji, we Wrocławiu kultura i muzyka wciąż są ważną częścią życia miasta.
Giovanni Antonini Fot. Marco Borggreve
J

JAKUB PUCHALSKI: Jak widzi Pan rolę festiwalu „Wratislavia Cantans”, którego kierownictwo Pan objął?
GIOVANNI ANTONINI: Sądzę, że ten festiwal ma dwie twarze. Z jednej strony patrzącą w przeszłość – impreza istnieje już niemal pół wieku, od 1966 r.; ma wielką tradycję i ogromne znaczenie, przede wszystkim w perspektywie historycznej. Z drugiej, zaczynając pracę dzisiaj, działam ze świadomością, że w 2016 r. Wrocław będzie Europejską Stolicą Kultury. Festiwal odzwierciedla dążenia wrocławian do zaznaczenia swojej obecności w Europie. To bardzo korzystne: podczas gdy w Europie, zwłaszcza we Włoszech albo Hiszpanii, panuje związana z kryzysem atmosfera rezygnacji, tutaj poczułem chęć wzrostu, poczułem, że kultura i muzyka wciąż są ważną częścią życia miasta. A nawet całego regionu, skoro festiwal odbywa się również w innych miejscowościach Dolnego Śląska.
Rozwijając festiwal, chciałbym pokazać, co jest w muzyce ważne... Muzyka klasyczna, zapewne pod wpływem wielkich wydawnictw płytowych, obrała kurs na gwiazdy: słynne śpiewaczki albo pianistów. Coraz młodszych, bo młodość stała się wartością absolutną. „Być starym” oznacza dziś „być chorym”, choć dawniej kojarzyło się z doświadczeniem i mądrością. Świat muzyki klasycznej przyjął model muzyki pop: nie wybieramy się posłuchać muzyki, lecz zobaczyć konkretną osobę. To zjawisko oczywiście istniało zawsze – dość wspomnieć o kastratach w XVIII w., którzy byli najprawdziwszymi gwiazdami – myślę jednak, że dziś osiągnęło zbyt wielkie rozmiary. Trzeba więc wrócić do słuchania muzyki: wykonywanej najlepiej, jak to możliwe; choćby i przez gwiazdy, ale w centrum naszych zainteresowań powinna być sama muzyka i wiedza o niej.
Według mnie festiwal to swoista mieszanka, oferująca najbardziej wyszukane propozycje repertuarowe i wielkie nazwiska (choć trzeba się liczyć z tym, że zapraszanie tzw. gwiazd pociąga za sobą konsekwencje finansowe). Istotne jest utrzymanie równowagi, żeby ludzie mogli zrozumieć, czego właściwie potrzebują.
A czego potrzebują?
Kiedy dyrygowałem koncertem we Wrocławiu, spotkałem publiczność bardzo uważną, entuzjastyczną, która chce słuchać muzyki. Chciałbym tak kierować festiwalem, żeby słuchacze nie przychodzili na rozreklamowane „nazwisko”, tylko na muzykę. Oczywiście, bywają słynni wykonawcy, którzy są rzeczywiście wielkimi artystami, np. Cecilia Bartoli. Przeważnie jednak, co mogę potwierdzić z własnego doświadczenia, wizerunek gwiazdy rzadko przekłada się na jej prawdziwą wartość z punktu widzenia muzycznego.
Z pewnością tak bywa. A czy zna Pan inne polskie festiwale? Jak na ich tle kształtuje się rola „Wratislavii”?
Znam piękny festiwal „Misteria Paschalia” w Krakowie, gdzie graliśmy ostatnio. Wydaje mi się, że obydwie imprezy są najważniejsze w tej części Polski, i mam nadzieję, że uda nam się nawiązać współpracę. W dzisiejszych czasach, które z pewnością nie są dobre dla muzyki, trzeba jednoczyć siły, starać się dążyć ku wspólnym celom. To dotyczy też innych festiwali europejskich – kiedy mówię o „Wratislavii Cantans” za granicą, często słyszę: zróbmy coś wspólnie. To mądre podejście, bo pracuje się nie dla zachwytu nad sobą, ale po to, by muzyka stała się w społeczeństwie czymś istotnym.
Jak zatem widzi Pan program swojego festiwalu?
Staram się znaleźć drogę, co widać także w tytule: „Podróż”. Uważny odbiór muzyki zawsze jest formą podróży. Słuchając pierwszej części symfonii, podróżuje się przez formę sonatową: wychodzi się, cofa, wreszcie wraca się do domu, ale już jako ktoś inny niż poprzednio – ten, kto odbył podróż, zyskał doświadczenie i widzi swój dom innymi oczyma.
W tym roku program jest bardzo urozmaicony: Bach, „Aci, Galatea e Polifemo” Händla, kompozycje współczesne – mam jednak nadzieję, że koncepcja jest jasna. Sądzę, że festiwal – nawet jeśli nie jest to wyraźnie widoczne (a w tym roku jest widoczne) – to pewna droga, którą należy przebyć. Nie chodzi o to, by zadowolić każdego po trochę, bo w ten sposób nie zadowoli się nikogo. Trzeba robić to, w co się wierzy i na co ma się siłę, a wówczas ludzie – przynajmniej moim zdaniem – będą usatysfakcjonowani. Potrzeba więc koncepcji, idei i przekonania.
Tytuł tegorocznego festiwalu brzmi „Podróż do Włoch”. Powszechnie oczekiwano, że wraz z Pańską nominacją prymat obejmie muzyka włoska. Czy rzeczywiście będzie jej więcej?
Program istotnie skupia się na Italii, ale w rzeczywistości chodzi o relacje między muzyką włoską a muzyką innych regionów. A także o relacje z zespołami z innych krajów: na ostatnim koncercie wystąpią Swingle Singers, wykonają jednak muzykę włoską – utwór Luciana Berio. Chodzi mi raczej o wskazanie pewnych powiązań, nie zaś organizowanie imprezy pod sztandarem muzyki włoskiej. Takie powiązania mogą się kryć w utworach tak z pozoru odległych, jak kantata religijna „Aus der Tiefen” oraz „Aci, Galatea e Polifemo” – dwie pozycje z różnych gatunków, istotny jest w nich jednak element chronologii i ludzkich decyzji: młody Bach i młody Händel, kompozytorzy, którym nigdy nie udało się spotkać i którzy obrali odmienne drogi w tej samej epoce. Będzie też Schütz, który ma wiele wspólnego i z Bachem, i z Händlem, ale też z Włochami. Mówimy więc nie o podróży do Włoch, ale o podróży tam i z powrotem. To istotne dzisiaj, gdy tworzy się Europę – która jeśli istnieje, to właśnie w muzyce, w kulturze.
Skoro muzyka jest najistotniejsza – czy ma Pan też plany edukacyjne, pomysły, jak przybliżyć ją słuchaczom?
Wierzę, że publiczność potrzebuje kontaktu z muzykiem. Romantyczna koncepcja muzyka „odległego” wprawdzie wciąż pokutuje, słuchacz woli się jednak spotkać z osobą pod wieloma względami zwyczajną. Będzie więc koncert orkiestry Spira mirabilis, która opiera swoje występy na dialogu z publicznością. Chodzi o poszukiwania odmiennych form dla koncertów muzyki klasycznej.
Sądzę, że warto wprowadzić zwyczaj popularny za granicą, tzw. pre-concert talks, czyli spotkania z publicznością przed koncertem, proste objaśnienia, dzięki którym słuchacz przychodzi przygotowany, wie, czego się spodziewać, i poznaje muzyka przed wejściem na estradę. Jestem przekonany, że pojawią się też inne pomysły: na razie jesteśmy na początku drogi. Muzyk we fraku raczej już dziś się nie sprawdza.

JAKUB PUCHALSKI jest krytykiem muzycznym i historykiem kultury, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Urodzony w Mediolanie w 1965 r., GIOVANNI ANTONINI jest flecistą i dyrygentem. W wieku 24 lat założył orkiestrę Il Giardino Armonico, która stała się jednym z pierwszych cieszących się światową sławą włoskich zespołów grających na instrumentach dawnych. Dziś liczne nagrania grupy mają status klasycznych (pisze o nich w tym dodatku Magdalena Łoś) – zwłaszcza w przypadku muzyki włoskiego baroku: fascynujących energią, dynamiką, rwącym rytmem. Antonini współpracuje z najlepszymi solistami, wśród których szczególne miejsce zajmuje Cecilia Bartoli, zaś od debiutu z Filharmonikami Berlińskimi w 2004 r. intensywnie rozwija też karierę dyrygenta orkiestr filharmonicznych i operowych. Funkcja dyrektora artystycznego wielkiego festiwalu, jaką od tego roku piastuje przy „Wratislavii”, to dla niego nowość. Czy rzeczywiście nominacja specjalisty od muzyki włoskiej pociągnie za sobą radykalną zmianę programowego kursu?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]