Mundial 2026: Ronaldo i Modrić, czyli co nie przeminie po meczu Portugalia-Chorwacja

Najlepszym sposobem na przedłużenie kariery Cristiana Ronaldo okazało się… zdjęcie go z boiska. Ale mecz Chorwacja-Portugalia był ciekawszy niż cierpienia jednego celebryty.
Czyta się kilka minut
Cristiano Ronaldo i Luka Modrić obejmują się przed meczem 1/16 finału Mistrzostw Świata 2026 pomiędzy Portugalią a Chorwacją. Toronto, 2 lipca 2026 r. // Fot. Patrick Smith / Getty Images
Cristiano Ronaldo i Luka Modrić obejmują się przed meczem 1/16 finału Mistrzostw Świata 2026 pomiędzy Portugalią a Chorwacją. Toronto, 2 lipca 2026 r. // Fot. Patrick Smith / Getty Images

„Jam częścią tej siły, / która wiecznie zła pragnąc, / wiecznie dobro czyni” – to nie Mefistofeles powiedział w „Fauście”, to prezydent FIFA Gianni Infantino musiał komentować przebieg wydarzeń w meczu Portugalia-Chorwacja na zorganizowanych przez siebie mistrzostwach świata.

O tym, jak wielorako skażona to impreza, rozpisywaliśmy się szeroko przed jej rozpoczęciem, i choć organizowana ku uciesze reklamodawców dwa razy w ciągu meczu tzw. przerwa na nawodnienie przypomina z niepokojącą regularnością, że dalece nie wszystko jest tu w porządku, to przecież intensywność boiskowych zdarzeń wciąż na nowo rozpuszcza towarzyszące mundialowi wątpliwości – „i wtedy mógłbym rzec: trwaj chwilo, / o chwilo, jesteś piękną!”.

Legenda Chorwacji, legenda Portugalii: kibice przywiązują się do ludzi

Kto oglądał, ten wie zresztą i zna odpowiedź na pytanie, dlaczego nie położył się spać w nocy z czwartku na piątek, mimo iż obejrzał już wcześniej popis Hiszpanów w starciu z Austriakami. Nie chodzi tylko o fakt, że oto o pierwszej w nocy rozpoczęła się transmisja spotkania drużyn, które w ostatnich kilkunastu latach z powodzeniem walczyły o medale wielkich futbolowych turniejów, i których wyjściowe jedenastki składały się z postaci wycenianych przez futbolowych księgowych na setki milionów euro.

Tak, nie chodziło tylko o jakość i rynkową wartość poszczególnych graczy. Kibic piłkarski to osoba sentymentalna, przywiązuje się do ludzi, a spotkanie w Toronto miało być ostatnim w światowej piłce dla jednej z dwóch legend tego sportu – i słowa „legenda” używam tu świadom rozpanoszonej wokół kultury przesady.

Ronaldo pomaga czy przeszkadza drużynie?

Wiedzieliśmy to aż za dobrze: jeśli przegrają Chorwaci, będzie to pożegnanie 41-letniego Luki Modricia, jeśli przegra Portugalia, będzie to koniec kariery reprezentacyjnej starszego o siedem miesięcy Cristiana Ronaldo, którego popularność i rozpoznawalność zdaje się momentami przebijać popularność i rozpoznawalność uprawianego przezeń sportu.

To naprawdę wypada podkreślić: nie chodzi o popularność i rozpoznawalność („wszystko, co przemija, jest tylko wizerunkiem…”), bo niezależnie od zasięgów Ronaldo pozostaje przecież wielkim sportowcem, a dyskusja o tym, czy ta jego wielkość pomaga czy przeszkadza drużynie, trwa w zasadzie od początku mundialu, nie przynosząc oczywistego rozstrzygnięcia – i nawet mecz z Chorwatami dostarczyłby argumentów zwolennikom obu odpowiedzi.

Mecz Chorwacja-Portugalia: VAR i cztery nieuznane gole

Po kolei jednak, chciałoby się napisać, próbując przywrócić porządek tyleż rozpasanemu, co niewyspanemu umysłowi. Ale przecież porządku zaprowadzić się w tym meczu nie dało ani trenerom, ani sędziom, tak bardzo sytuacja się zmieniała, incydent gonił incydent, a gole – zarówno uznawane, jak i nieuznawane przez sędziów z powodu minimalnych spalonych (było takich przypadków aż cztery!), podobnie jak strzały powstrzymane przez bramkarzy, słupki lub poprzeczki, sypały się jeden za drugim.

Zaczęło się niby spokojnie: Portugalia, której środek pola tworzy dwóch zdobywców Ligi Mistrzów z PSG, Vitinha i João Neves, szybko zdominowała rywali i już w ósmej minucie powinna wyjść na prowadzenie po strzale i dobitce Bruno Fernandesa. Obie drużyny świadome były jednak kosztów, z jakimi wiązałaby się utrata bramki; przyznam, że w końcówce pierwszej połowy zdarzyło mi się na chwilę zdrzemnąć.

Chorwaci nieustępliwi jak Perisić

Świetna zmiana dokonana przez chorwackiego trenera w przerwie (wprowadzony na boisko Matanović okazał się rychło jednym z najlepszych zawodników meczu), a zwłaszcza gol Ivana Perisicia w 53. minucie (Perisić ma ledwie 37 lat, przy Ronaldo i Modriciu to młokos, a przed kilkoma laty zerwał wiązadła krzyżowe, co na tym etapie kariery powinno w zasadzie uniemożliwić mu powrót do wielkiego sportu, ale on miał w planach występ na jeszcze jednej imprezie; trudno o lepszy symbol chorwackiej nieustępliwości…), zadziałały lepiej niż kawa.

Szczególnie że w ciągu kolejnych minut Chorwaci wykreowali kolejne szanse, a sędzia anulował pierwszą tej nocy zdobytą ze spalonego bramkę.

Ronaldo strzela karnego, kibice krzyczą „siuuuuu”

Ronaldo wciąż w tym meczu nie było, błąkał się gdzieś między obrońcami rywala odcinany od podań, raz jeden jednak (wkrótce po potężnym uderzeniu Rafaela Leão w poprzeczkę) wyskoczył spomiędzy nich i sprytnie przerzucił piłkę nad bramkarzem – kunsztu strzelca nie sposób było zakwestionować, ale sędziowie orzekli, że znalazł się na minimalnym spalonym.

Kolejny raz VAR interweniował parę minut później – tym razem dopatrując się faulu Vlasicia na Veidze w walce o pozycję przy jednym z rzutów rożnych. Był karny, który wykonał – biorąc na siebie odpowiedzialność i wytrzymując jej ciężar – sam Ronaldo; trudno orzec, ilu widzów ryczało do telewizorów „siuuuu” podczas charakterystycznego rytuału, który piłkarz odprawia po strzelonym golu, ale na stadionie pełnym jego fanów z pewnością dało się ów okrzyk usłyszeć.

Najlepszy sposób na przedłużenie kariery Ronaldo

Powiedzmy od razu: gol Ronaldo nie poderwał Portugalczyków – poderwał Chorwatów, którzy pod presją znów byli najlepszą wersją siebie. Resztki snu odchodziły, z dystansu uderzał Kovacić, kapitalnie bronił Diogo Costa, trafienie Sučicia zostało nieuznane przez VAR.

A potem przyszedł moment zaiste paradoksalny: najlepszym sposobem na przedłużenie kariery Cristiano Ronaldo okazało się… zdjęcie go z boiska. Przestrzeń dla chorwackich kontr się zamknęła, a w końcu – kiedy wszyscy szykowali się już do dogrywki, w trzeciej minucie doliczonego czasu gry – rezerwowy napastnik Portugalii Gonçalo Ramos wyskoczył nad obrońców rywala i zdobył bramkę.

Chorwacja-Portugalia: czy był spalony?

Czy był to gol na wagę awansu? Luka Modrić przyglądał się portugalskiej radości „jak głupiec u mądrości wrót” – ale i on, i jego koledzy odmówili przyjęcia do wiadomości, że jest już po wszystkim. Kolejny chorwacki atak, bodaj w dwunastej minucie doliczonego czasu (sędzia nie kończył meczu, bo Portugalczycy świętowali trafienie Ramosa naprawdę długo…), i oto Joško Gvardiol zdobył bramkę na 2:2, jeszcze jedną, która wzbudziła wątpliwości sędziów. Czy zanim futbolówka znalazła się na głowie obrońcy Manchesteru City, przedłużył ją Matanović, co oznaczałoby, że gol padł ze spalonego?

Powtórkę sędziowie oglądali kilkanaście razy, w końcu o tym, że czupryna Chorwata musnęła ją jednak, wskazało minimalne odchylenie na wykresie dostępnym dla arbitrów dzięki umieszczonemu w piłce czipowi. Inna sprawa, że ów wykres nie wszystkich przekonał: o tym, czy muśnięcie zmieniło tor lotu piłki, dyskutować będzie się jeszcze długo i w oderwaniu od pragnienia sprawiedliwości czy przywiązania do poszczególnych drużyn. Czy naprawdę ten fantastyczny spektakl miał nie potrwać jeszcze pół godziny dłużej?

Ronaldo, Modrić: to nie przeminie

„Faust”, z którego wziąłem zarówno cytat otwierający ten tekst, jak kilka kolejnych, jest tyleż o pragnieniu wiecznej młodości, co o buncie przeciwko ograniczeniom, jakie na człowieka nakłada natura. Może dlatego wracały do mnie frazy Goethego, że stanowiły ramę dla zmagań Modricia i Ronaldo, kolejnych na tym świecie śmiertelników rzucających wyzwanie swojej śmiertelności?

„Na cóż tworzenie wieczne, na cóż uganianie, / jeśli stworzone pada w nicości otchłanie?! / »Przeminęło!« – doprawdy powiedzieć trza śmiało: / co minęło – właściwie nigdy nie istniało, / jeno tą złudą bytu kręciło się w kole!”… Pewnie te zdania w każdym z nas rezonują kompletnie inaczej, ale gdybym chciał znaleźć słowo oddające sprawiedliwość zmaganiom Ronaldo i Modricia na stadionie w Toronto, to „przeminęło!” było ostatnim czasownikiem, jaki przyszedłby mi na myśl.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł