Reklama

Mechaniczni asystenci

Mechaniczni asystenci

25.09.2019
Czyta się kilka minut
Robot Spot, podobny do psa, trafia właśnie na wolny rynek. To pierwsza tak bardzo przypominająca sposobem zachowania żywą istotę maszyna, jaka kiedykolwiek dostała się w ręce użytkowników. I początek nowej epoki, przynajmniej w przemyśle.
Robot Spot / SCREEN Z YOUTUBE
O

Od „Metropolis” przez „Jetsonów” po „Gwiezdne wojny”. Jedna rzecz zawsze przewijała się w fantastyce: mechaniczni pomocnicy. Roboty-asystenci. Automatyczni opiekunowie, strażnicy, obrońcy, czasami (zwykle nie z ich winy) złoczyńcy. Maszyny, z którymi możemy wchodzić w lepsze i gorsze interakcje. Tak jak z innymi ludźmi.

Marzenie o Golemie wypełniającym za nas nasze obowiązki do niedawna było tylko mrzonką. Dostępne na wolnym rynku roboty były niczym więcej jak tylko narzędziami zdolnymi do powtarzania wiecznie tej samej, wpojonej im przez programistę, czynności. Podaj, dokręć, zespawaj, przesuń. Mechaniczny Syzyf bezrozumnie powtarzający sekwencję ruchów. Na pewno nie partner. Ta epoka właśnie się kończy.

Idzie era nowych maszyn

Od kilku lat amerykańska firma Boston Dynamics specjalizuje się może nie tyle w produkcji robotów, co we wrzucaniu na YouTube zaskakujących filmików z robotami w rolach głównych. Na nagraniach jej dwu lub czworonożne maszyny dokonywały cudów niedostępnych dla nawet najbardziej zaawansowanych robotów z filmów fantastycznonaukowych. C3P0 nie potrafił przebiec toru do parkouru. R2D2 nie wstawał jak pies po obaleniu przez maniaka z kijem do hokeja. Maszyny Boston Dynamics, przynajmniej w swoich kilkudziesięciosekundowych występach, potrafiły przekonać widza, że era supersprawnych, inteligentnych maszyn jest tuż tuż.

Teraz firma ma okazję udowodnić, że filmiki nie były tylko hollywoodzką szarlatanerią. Jej robot, podobny do psa Spota, trafia właśnie na wolny rynek. To pierwsza tak sprawna i tak przypominająca sposobem zachowania żywą istotę maszyna, jaka kiedykolwiek trafiła w ręce użytkowników. Potencjalnie to początek nowej epoki, przynajmniej w przemyśle: ludzie i zwierzopodobne roboty pracujący obok siebie.

Co potrafi Spot

Spot ma wielkość owczarka niemieckiego. Jego wyposażony w kamery i nafaszerowany odpowiednimi algorytmami komputerowy „mózg” jest w stanie sprawnie nawigować po rozmaitych środowiskach: od lasów i łąk po zatłoczone przestrzenie biurowe czy place budowy. Na prezentowanych przez Boston Dynamics filmach Spot potrafi unikać uderzeń, otwierać drzwi, załadować zmywarkę czy podać właścicielowi piwo. Ba, zespół robotów, jak zaprzęg husky, potrafi nawet przeciągnąć po parkingu furgonetkę. Maszyna może być wyposażona w szereg montowanych na grzbiecie akcesoriów od dodatkowych czujników po zrobotyzowane ramiona.

Teraz, po raz pierwszy, robot trafi – w dużym cudzysłowie – pod strzechy. Boston Dynamics, po latach testów, oferuje Spota w leasing firmom. Na razie wybranym partnerom z branż energetycznych, budowlanych czy rozrywkowych – Spot ma stać się jedną z gwiazd pokazów Cirque de Soleil. Modułowa maszyna ma prowadzić inspekcje instalacji energetycznych i gazowych, tworzyć na bieżąco mapy powstających budynków i zabawiać widownię popisami swojej zwinności.

Spot faktycznie jest zwinny, choć sami twórcy przyznają, że niekoniecznie jest bardzo bystry. Zanim sam zacznie poruszać się po jakimś obszarze, musi najpierw zostać przeprowadzony przez ludzkiego operatora, sterującego maszyną za pomocą pilota z dżojstikiem. W trybie zdalnego sterowania robot skanuje obszar, ustala, które obiekty omijać, a nad którymi przechodzić. I dopiero po takim zapoznaniu może patrolować go sam. „Wspólnie z naszymi klientami będziemy dochodzić do tego, do czego mogą przydać się podobne roboty” – tłumaczył magazynowi „Wired” prezes Boston Dynamics, Marc Reibert, dodając: „Nie zrobią wszystkiego, ale to nie znaczy, że nie są bardzo dobre przy wykonywaniu pewnych zadań”.

Maszyny, których wypożyczenie kosztuje podobno tyle, co zakup nowego samochodu, nie męczą się (poza koniecznością ładowania bądź wymiany baterii co 90 minut), nie nudzą się, nie boją i nie mają problemów z pracą w warunkach w środowisku niebezpiecznym dla życia człowieka. W miejsca, gdzie nie poradzi sobie czworonożny Spot, można wysłać jego krewniaków: dwunożnego, uprawiającego parkour ATLAS-a czy jeżdżącego na monocyklu humanoida Handle’a. Wszystkie budowane przez Boston Dynamics maszyny posługują się pokrewnym kodem sterującym ich działaniem. Uczą się na swoich doświadczeniach. Na razie jednak tylko Spot „dojrzał” na tyle, by wypuścić go w świat.

Nawet jeśli to jeszcze nie jest samodzielna, niezależna, autonomiczna maszyna z filmów sf, to z pewnością jest zwiastunem nadchodzących zmian. Czasów, w których ludzie zostaną wyparci z najprostszych, najbardziej monotonnych, nużących i najmniej wymagających prac. Maszyny wykonają je dokładniej, szybciej i nie upominając się o zapłatę. Nawet jeśli maszyn takich jak Spot nie napędza „prawdziwa” sztuczna inteligencja, a jedynie algorytmy zbliżone do tych, które kierują autonomicznymi samochodami, to i tak w wielu zastosowaniach – od patrolowania arktycznych rurociągów czy toksycznych składowisk po monitorowanie placów budowy – maszyny mogą okazać się efektywniejsze od ludzi. Co dla wielu ludzi będzie oznaczało konieczność znalezienia innej pracy. Rządzący powinni wykazać się czujnością, bo roboty nie płacą, przynajmniej na razie, ani podatków, ani składek na ZUS, które mogłyby zrekompensować koszty bezrobocia.

Pewne jest, że choć dzisiejszego Spota można próbować zbyć stwierdzeniem, że „to tylko internetowa kamerka na inteligentnym podwoziu”, to jego następcy będą pod każdym względem sprawniejsi, zwinniejsi i bardziej autonomiczni. Bez względu na zastosowania, do jakich będą projektowani. Będą lepiej rozumieć ludzi, lepiej z nimi współpracować, a w pewnych okolicznościach – lepiej ich zastępować.

Robot na wojnie

Jeśli jest jedna dziedzina, w której takiej autonomiczności powinniśmy się obawiać, to jest nią wojskowość. Wojskowego Spota raczej nie będzie. Boston Dynamics, po krótkim epizodzie, w którym próbowała opracowywać przypominającego osła robota noszącego ciężary za żołnierzy na długich pieszych patrolach, odżegnuje się od zastosowań wojskowych swoich technologii. Ale to nie oznacza, że inni, idąc jej śladem, mają podobne skrupuły.


CZYTAJ TAKŻEDrony to broń XXI wieku. Używane nie tylko przez regularne armie, ale też partyzantów i ekstremistów, samoloty bezzałogowe wpływają na charakter współczesnych konfliktów >>>


Turecka armia ogłosiła właśnie plan wprowadzenia do akcji na początku przyszłego roku dronów, które, operując jako rój, same patrolują zadany obszar, koordynują swoje działania, wyszukują według zadanych kryteriów cele i atakują je jak kamikadze. Mogą być wykorzystane przeciw kurdyjskim rebeliantom w Syrii. Wówczas byłoby to pierwsze w historii zastosowanie autonomicznej broni, której pozwolono zabijać według własnego uznania. Wcześniej podobne urządzenia, jak chociażby automatyczne wieżyczki strzelnicze na granicy między Koreami, pytały człowieka o zgodę na otwarcie ognia.

ONZ od kilku lat pracuje nad konwencją regulującą wykorzystywanie autonomicznej broni. Jej zwolennicy twierdzą, że roboty nie działają pod wpływem emocji, więc nie wpadają w szał, panikę czy rozpacz. Przeciwnicy uważają, że pozbawione empatii mikroprocesory nie mają szans zrozumieć reakcji straumatyzowanych ludzi na polu bitwy, w związku z czym mogą o wiele częściej, bez mrugnięcia elektronicznego oka, zabijać Bogu ducha winnych ludzi tylko dlatego, że ich zachowanie spełniło niejasne kryteria, które algorytm uznaje za przejaw działań wrogich.

Prace nad konwencją idą o wiele wolniej niż prace nad realnymi robotami. Pociechą może być jedno: sama Boston Dynamics przyznaje, że rozmowy z klientami musi zaczynać od uświadomienia im, że życie to nie film na YouTubie i że ich maszyny, mimo całej technologicznej doskonałości, wciąż często się mylą. I że sztuczna inteligencja wciąż w dużym stopniu jest przesiąknięta – jeśli nie całkiem realną głupotą – przynajmniej niezręcznością. Firma szacuje, że film, na którym dwunożny robot Atlas przebiega bez wysiłku tor do parkouru, to rejestracja pierwszego podejścia zakończonego sukcesem, które poprzedzało 20 nieudanych prób.

Chociaż „pociecha” to może złe słowo. Jeśli skutecznością jeden do dwudziestu może się pochwalić maszyna, której głównym zadaniem jest gwiazdorzenie w filmach na YouTubie, to trudno. Tym więcej śmiesznych filmów z robotem padającym na metalową twarz. Jeśli podobnie z rzeczywistością będzie sobie radzić maszyna zdolna do zabijania, świat może stać się o wiele bardziej niebezpiecznym miejscem.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor książki "Strefy Cyberwojny", laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Stale...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]