Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Magistra na wynos poproszę

Magistra na wynos poproszę

04.06.2018
Czyta się kilka minut
Ania w tym semestrze napisze trzy prace: licencjacką, inżynierską, magisterską. Wszystkie zaakceptują promotorzy, niczego nie zgłosi system antyplagiatowy, klienci Ani odbiorą dyplomy.
ADAM STĘPIEŃ / REPORTER
W

Wlipcu 2014 r. Ania uzyskała tytuł magistra w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku, kierunek logistyka i inżynieria transportu. Kolejną pracę magisterską zaczęła pisać dwa miesiące później.

– Zaczęło się z braku kasy – wspomina. – Jako studentka zarabiałam 1600 zł. Stwierdziłam, że pisanie prac będzie dobrym zajęciem dodatkowym. Nie wymaga wkładu własnego, jedynie czasu.

Ogłoszenie opublikowała w internecie. – Znalazła się pierwsza osoba. Napisałam, promotor zaakceptował, okazało się, że potrafię.

Od tego czasu napisała 10 prac dyplomowych, jeden esej, zrobiła kilka projektów i prezentacji. Gdy zapytać ją, dlaczego to robi, mówi wprost: – Uwielbiam podróże i sport, a to kosztuje. Zarabiam na cudzym lenistwie.

Chętnych jest niemało, Ania musi odrzucać zlecenia. Ogłoszenia o pomocy w stworzeniu pracy wiszą na większości wydziałów. Jeszcze więcej jest w sieci....

16497

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„ Nie ma znaczenia, czy piszesz sam, czy kupujesz. Te prace i tak nie mają żadnej wartości” Fajny artykuł. Przyglądałem się nieco moim dzieciom gdy robiły dyplomy, za moich czasów, dostanie się na uczelnie było wielkim wyzwaniem, nie zawsze powiązanym z intelektem. Osobiście nie spełniałem tych wymogów, więc edukację skończyłem na szkole średniej, zresztą i tam nie tak łatwo było się dostać, wylecieć z niej nie było problemu. Pracuje w zwodzie, który wymaga czasowego odnawiania uprawnień. Egzaminów dokonują ludzie z odpowiednimi „kwalifikacjami” oczywiście papierowymi, bo tak po prawdzie, zupełnie nie nadążają za zmianami. Są to często emerytowani inżynierowie, ot tacy dziadziusiowie, którzy dawno niczego nie przeczytali, a o umiejętnościach korzystania z nowoczesnych środków łączności i komputerów można tylko w ich przypadku pomarzyć. Trafiają się i owszem tacy, co podczas szkoleń, podpytują co i jak dzisiaj działa, ale większość ma klapki na oczach i opowiada głodne kawałki z przed 30 lat. Można by wiele o tym napisać, ale szkoda czasu. Sam należę do pokolenia, które ma ogromne problemy w podążaniu za postępem technicznym. Mam w rodzinie osobę, wieloletniego nauczyciela szkoły średniej, szczycącego się pięcioma magistrami, która musiała przejść na pomostową emeryturę, bo pokonanie trudności obsługi elektronicznego dziennika, wyszło poza jej zdolności poznawcze. Tak na prawdę nikt nie kontroluję na bieżąco poziomu kadry akademickiej, ich poziomu i jakości nauczania, że nie wspomnę o kondycji intelektualnej. To zwykły elektryk co pięć lat musi zdawać egzamin SEP-a, a gdy przyjdzie mu pracować na wysokościach, to jego badania okresowe przypominają koszmar. Oczywiście wszystko dla dobra tegoż pracownika, no i żeby tego dyplomowanego nieuka prąd czasami nie kopnął. Kiedyś ktoś mi powiedział, że dobry fachowiec pracuje i robi pieniądze, kiepski uczy innych - coś w tym chyba jest. No bo i jakim musi być fachowcem promotor, któremu student bez problemu i żenady kit wciska.

Czworka naszych dzieci studiuje i studiowala na kanadyjskich uczelniach. Ani nie pisaly pracy maturalnej ani dyplomowej. Do tej pory studia ukonczylo dwoch synow i to kierunki humanistyczne. Przez cztery lata studiow z kazdego glownego przedmotu pisali prace. Mieli caly rok na jej napisanie ( 4 przedmioty to cztery prace w jednym roku ). Temat ustalany byl na poczatku roku. Po pierwszym semestrze egzamin i probka pisarskich zdolnosci. Po drugim semestrze egzamin i obowiazek oddania pracy do oceny. Profesor bardzo latwo korzystajac z porownawczego systemu komputerwego moze wylapac roznice w stylu wypowiedzi. Studia koncza sie zaliczeniem wszystkich przedmiotow. I to ma sens i nie ma zabawy w kotka i myszke. Powodzenia.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]