Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Liczymy na siebie

Liczymy na siebie

28.09.2015
Czyta się kilka minut
Na Ukrainie życie toczy się w cieniu wojny. Zobaczmy, jak ono wygląda. Przekonajmy się, o czym myślą i mówią mieszkańcy Kijowa, Dniepropietrowska, Odessy.
D

Dziś modnie jest być Ukraińcem. Ukrainiec może mówić po ukraińsku albo po rosyjsku, może pochodzić ze wschodu kraju albo z zachodu, ale musi posiadać silną identyfikację narodową. Ukrainiec – nawet bogaty, rozpieszczony przez rodziców nastolatek – wspiera swój kraj. Angażuje się w pomoc uchodźcom, rannym na wojnie. I opowiada o tym z dumą.

Kijów: nowobogaccy smarkacze i wolontariusze

Wydawałoby się, że stolica żyje, jak zawsze – funkcjonują urzędy, restauracje, kawiarnie i sklepy. Na ulicach przybyło drogich samochodów – do Kijowa przeprowadzili się biznesmeni i urzędnicy z Doniecka i Łuhańska. W restauracjach mężczyźni w wojskowych mundurach – piją kawę z przyjaciółmi. Nowobogackie dzieci – jak dawniej – przepijają pieniądze rodziców. Chodzą na dyskoteki, latem odpoczywają w ukraińskich kurortach w Odessie, Karpatach. Albo we Lwowie – mieście setek pubów. Młode żony biznesmenów i bogatą młodzież można spotkać także w szpitalach wojskowych – kupują drogie lekarstwa, jedzenie i odzież dla rannych ukraińskich żołnierzy.
Wszędzie są wolontariusze – obecni tam, gdzie brakuje urzędników. Zajmują się aprowizacją armii, wspomagają rannych i ich rodziny. Są obecni w domach dziecka i domach opieki społecznej. Wolontariusz kojarzy się z młodą osobą. Tymczasem mój sąsiad, 70-letni Wasylij, z marnej emerytury kupuje rannym żołnierzom (o których mówi: „synusie-żołnierze”) czekoladki. Żona Wasilija robi na drutach ciepłe skarpety i rękawiczki – te ręczne robótki posyła na front. W każdą niedzielę w Kijowie trwa zbiórka żywności, ciepłych ubrań, materiałów budowlanych, książek – wszystkie te rzeczy wysyłane są do Donbasu. W zbiórki zaangażowany jest Serhij Żadan – ukraiński pisarz i działacz społeczny. Żadan – który pochodzi ze wschodniej Ukrainy – uważa, że to właśnie kijowianie zapoczątkowali ruch wolontariuszy na Ukrainie.
 

Dniepropietrowsk: za miedzą toczy się wojna

Dniepropietrowsk jest forpocztą pokoju na Ukrainie. Mieszkańcy nie pozwolili, by w 2014 r. powstała Dniepropietrowska Republika Ludowa – na granicach miasta stanęły posterunki.

Przyjezdnemu wydaje się, że życie toczy się tu normalnym rytmem – podobnie jak w Kijowie i innych miastach. Działają urzędy, w pubach nocne życie. Tymczasem w centrum miasta siedzą mężczyźni w mundurach. Palą papierosy, rozmawiają w jidysz. Podchodzi do nich młody mężczyzna w mundurze, na rękawie nazwa batalionu – „Dniepr 1”.

– Sława Ukrainie – wita się, dalej rozmowa toczy się po rosyjsku. Spostrzegli, że się im przyglądam, dlatego wyjaśniają: – Przyjechaliśmy z Izraela. Mamy ukraińskie pochodzenie. Szkolimy waszych żołnierzy, Ukraina jest młodym państwem. Armię tworzycie od zera – jak my kiedyś, a teraz mamy jedną z lepszych na świecie. Podoba nam się Dniepropietrowsk. Różne narodowości mieszkają w jednym mieście i szanują się nawzajem. Miasto przypomina trochę Tel-Awiw. A przecież za miedzą toczy się wojna.

Spacer po centrum Dniepropietrowska. Słonecznie, ciepło, nad miastem unosi się czapa spalin. Nagle rozlegają się syreny samochodów – ulicą mkną trzy karetki pogotowia, auta i autobusy ustępują im miejsca, wjeżdżając na chodnik. Julia Racibarska, moja znajoma dziennikarka rzuca: – Przyleciał „bort”. Muszę wejść na stronę internetową wolontariuszy i sprawdzić, co należy kupić i zawieźć do szpitala.

Julia włącza komputer i wyjaśnia, że bort to wojskowy samolot. Przywiózł rannych z frontu. Mieszkańcy miasta pomagają utrzymać się niedofinansowanemu szpitalowi. Zżyli się z jego personelem – przynoszą rzeczy potrzebne rannym, oddają także krew. Przed gabinetem długa kolejka krwiodawców. Wojna w Donbasie trwa ponad rok, przez ten czas dniepropietrowski szpital przyjął ponad dziesięć tysięcy rannych.

Odessa: Micheil reformuje miasto

Moja znajoma z Odessy wyznaje: – Tam, w Kijowie możecie się śmiać z żydobanderowców, ale u nas, w Odessie, coś w tym jest...

Otóż, moja znajoma niedawno odbyła podróż do Izraela, celem podróży była wizyta w organizacji Israel Supports Ukraine (Izrael wspiera Ukrainę). Tam odebrała niezwykle drogie krople do oczu, potrzebne dla żołnierzy, którzy doznali na froncie oparzeń i urazów oczu.

Odessa gości w tym roku turystów. Mieszkańcy miasta starają się przyjąć wczasowiczów, którzy planowali odpocząć nad Morzem Czarnym, ale nie chcieli (albo nie mogli) pojechać na anektowany przez Rosję Krym. Są dumni ze swojego mera – Micheila Saakaszwilego, byłego prezydenta Gruzji. Saakaszwili zapowiada reformy: przede wszystkim zlikwidowanie korupcji i radzieckiego stylu zarządzania miastem. Obiecuje także uczynić z Odessy nowoczesny kurort. Saakaszwilemu (którego reformy odniosły sukces w Gruzji) przygląda się cała Ukraina. Ludzie kibicują mu co najmniej tak, jak kibicuje się ulubionej drużynie piłkarskiej. „Gruzińskiemu” merowi nie wszystko się udaje, reformy nie idą w takim tempie, jak deklarował. Ale wiele ukraińskich miast zazdrości Odessie.

Badania socjologiczne najlepiej obrazują sytuację na Ukrainie. Wyniki badań Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego oraz Fundacji Demokratycznych Inicjatyw z lata 2015 r. mówią: absolutna większość (70 proc. respondentów) ufa wolontariuszom, Cerkwi, armii i Narodowej Gwardii Ukrainy. Są to instytucje stworzone przez społeczeństwo obywatelskie i przez nie wspierane. W najmniejszym stopniu Ukraińcy wierzą instytucjom powiązanym z państwem i państwowym systemem zarządzania: sądom, parlamentowi, organom porządkowym. Stopień zaufania do tych instytucji wynosi jedynie 5-7 proc. ©

Przełożyła MAŁGORZATA NOCUŃ

BOHDANA KOSTIUK jest ukraińską dziennikarką, pracuje w ukraińskiej sekcji Radia Swoboda, stale współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]