Legenda i tekst

Kiedy zginęła, miała zaledwie 27 lat. Opublikowała tylko jeden tom wierszy.
Czyta się kilka minut

Utwory pisane podczas wojny w większości przepadły. Ten, który cudem ocalał, zaczynający się od słów „Non omnis moriar”, jest jednym z najmocniejszych świadectw czasu Zagłady w poezji polskiej.

Zuzanna Ginczanka, a właściwie Zuzanna Polina Gincburg, to jednak nie tylko ten sławny wiersz, ironiczno-tragiczna trawestacja horacjańskiego motywu i „Testamentu...” Słowackiego. Urodzona w 1917 r. w Kijowie w rodzinie zrusyfikowanych Żydów, po rewolucji znalazła się w Równem na Wołyniu. Małżeństwo rodziców się rozpadło, Zuzanna wzrastała pod opieką babki Klary Sandberg, właścicielki składu aptecznego. W domu mówiono po rosyjsku, ale Zuzanna wybrała gimnazjum polskie i polszczyznę jako język, w którym będzie pisać. Jako siedemnastolatka zdobyła wyróżnienie w Turnieju Młodych Poetów zorganizowanym przez „Wiadomości Literackie” i zadebiutowała na łamach tego tygodnika. Po maturze przeniosła się do Warszawy, na studia pedagogiczne. W 1936 r. wydała tom „O centaurach”. Współpracowała ze „Skamandrem” i satyrycznymi „Szpilkami”, przyjaźniła się z Tuwimem, należała do kręgu znajomych Gombrowicza, bywalców kawiarni „Zodiak”. Podziwiano nie tylko jej talent, ale i niezwykłą urodę. Latem 1939 r. wyjechała na wakacje do babki. Po wybuchu wojny przeniosła się z Równego do Lwowa, publikowała w „Nowych Widnokręgach”. Gdy Lwów zajęli Niemcy, zadenuncjowana musiała uciekać. Ukrywała się w podkrakowskich miejscowościach, potem w samym Krakowie. Powtórnie zadenuncjowana, została aresztowana przez Gestapo w mieszkaniu przy Mikołajskiej i pod koniec 1944 r. rozstrzelana.

Imponujący tom jest najpełniejszą jak dotąd edycją wierszy Ginczanki. Obejmuje wszystkie utwory opublikowane w książce i w czasopismach oraz juwenilia z rękopisów ocalonych jesienią ’39 w Warszawie przez Eryka Lipińskiego. Izolda Kiec, monografistka Ginczanki, przypomniała też w aneksie wiersze poświęcone jej pamięci, autorstwa m.in. Józefa Łobodowskiego i Anny Kamieńskiej.

W „Rozprawie”, dialogu między Trybunałem a Panną, Ginczanka pisała: „Nie wydawaj na mnie wyroku. Jeszcze znak mnie zmyli niejeden, / zanim znajdę sprawy korzenne gęsto mchami skryte od spodu – / nim porzucę szumiące zdarzenia, botaniczny rozkwitły eden, / wierzchy spraw tryskające kwiatami i rozwiane grzywy ogrodów”. Nie wiemy, jak rozwinęłoby się dalej jej dzieło. To jednak, co pozostawiła, choć niedopełnione i okaleczone, budzi w ostatnich latach coraz większą fascynację. Przed czterema laty Austeria wydała dwujęzyczny polsko-włoski wybór wierszy Ginczanki w przekładach Alessandra Amenty, z jego entuzjastycznym wstępem. Zamordowana poetka powraca. ©℗


Zuzanna Ginczanka, „Wiersze zebrane”, opracowanie Izolda Kiec. Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Fundacja Pogranicze, Warszawa-Sejny 2015, ss. 536

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2015