Oczywiście „czyste” oznacza tu „niewinne” czy „przedgrzeszne”. Oznacza jeszcze jedno: życie – nauczają rabini – wymaga ofiar. Ofiary mogą mieć różne postaci, ale wszystkie wymagają poświęcenia, dzielenia się i dobrej intencji. Ofiarujemy coś Bogu z wdzięczności za Jego dary. Ofiarujemy w podzięce za ocalenie, ale też za to, co On ofiarował każdemu z nas. O tym dzieci też powinny wiedzieć.
Księga Kapłańska opisuje ofiary, jakie mają być w Świątyni przedstawione Bogu. Wiemy, co mogło być ofiarowane: zwierzęta, ptaki, ziarno. Wiemy też, że w wielu, jeśli nie w większości religii starożytnych, ofiara miała żywić boga. Dawała mu siły i energię. W Biblii wydaje się, że nie chodzi o to, by karmić HaSzem, ale umacniać wśród wiernych oddanie i lojalność. Bóg, jak głosił prorok, oczekiwał przede wszystkim miłości i sprawiedliwości, bardziej niż ofiar. W Księdze Kapłańskiej oczekiwał, by Jego naród był ludem świętym, jak świętym jest On. To, czym jest owa świętość, lub jak sobie ową świętość wyobrażano, przedstawia właśnie ta Księga.
We wstępnym przesłaniu dwa nakazy zajmują miejsce podstawowe: po pierwsze, lud Izraela złączony jest jednakim przeznaczeniem, wspólnym sposobem życia i poczuciem świętości. Nie wolno im czcić innych bóstw i żyć w sposób nieczysty. Po drugie, otrzymali oni na wieczne użytkowanie ziemię obiecaną pod warunkiem, że będą postępowali wedle prawa i zachowają wierność Jego przymierzu. Kapłani Izraela zostają pouczeni, jak mają świętość zachowywać i nauczać, czego Bóg oczekuje od ludu. Nakazy mają precyzyjny charakter. Niewiele tu zostaje miejsca na odstępstwa. Rytuał ma rządzić ludzkim życiem. Już tylko w tym miejscu lektura współczesna tej księgi jest trudna. Wszak jesteśmy bardziej zorientowani na spontaniczną, własną, dyktowaną wewnętrznymi pragnieniami religijność. Trudno nam pojąć te historyczne nakazy tym bardziej, że takich ofiar od dwóch tysięcy lat już się nie składa. Żyjemy w naszym przekonaniu w zupełnie innym świecie, odmienna jest na ogół nasza wrażliwość. Mamy poczucie, że owe ofiary ze zwierząt są barbarzyńskie. Że forma wyprzedza czy wręcz zasłania nam jakieś istotne treści. Te opisy należą do czasów, gdy nie sposób było sobie wyobrazić religii bez ofiar. Najważniejszy jest w tym rytuał, niekiedy formalizm. Trudno jest mi go bronić. Choć zarazem każdy ślub, pogrzeb, cierpienia, radości, wielkie świąteczne nakazy ze swoimi powtarzalnymi zwyczajami pozwalają nam lepiej lub gorzej żeglować po życiu.
Może cieszyć to, że od małżonków wymaga się teraz tego samego, co wiele tysięcy lat temu, że należą do wielkiego łańcucha wspólnoty pokoleń. Wpisujemy się rytuałami w długi czas, w trwanie ludu czy religijnej wspólnoty. Ale jest w tym coś więcej. Czasem w dramatycznych czy delikatnych sytuacjach trudno nam polegać na własnych słowach, chwiejnych odczuciach. A rytuał i powtarzane od pokoleń słowa modlitw dają głos wartościom podstawowym. Odkrywają poczucie świętości. Dają nam zakorzenienie. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















