Reklama

Kościół i dobra zmiana

Kościół i dobra zmiana

27.11.2016
Czyta się kilka minut
Ks. Andrzej Szostek, etyk: Tak może to wyglądać: weszliśmy z władzą w toksyczny związek, milczymy tam, gdzie powinniśmy mówić.
Fot. Grażyna Makara
B

BŁAŻEJ STRZELCZYK: Księże Profesorze, jak żyć przyzwoicie?

KS. ANDRZEJ SZOSTEK MIC: Pamięta pan tę historię, gdy do Jezusa zgłasza się młody człowiek i pyta, co zrobić, żeby osiągnąć życie wieczne?

Pamiętam: Jezus mówi, żeby przestrzegał przykazań.

Tak. Mówi: „znasz przykazania”.

Chłopak odpowiedział, że zna, ale chce więcej.

No tak. Ale „znać przykazania” to niekoniecznie znaczy „żyć zgodnie z przykazaniami”. Można wiedzieć, co dobre, a co złe, i wybierać zło, a ściślej mówiąc: wybierać nie to dobro, które w danej sytuacji wybrać należy. Ale znać i chcieć respektować przykazania to już ważny krok, to już jakieś „wyjście na prostą”.

A jeśli chcę więcej?

Tak jak ten młodzieniec? Owszem, przykazania to podstawa, na której można budować bardziej ambitne...

18204

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wtedy kiedy godzi się człowiekowi jako człowiekowi. Jeśli dobrze zapamiętałem to coś jednak mi zostało z pogadanek z etyki ks. Profesora :) To żart oczywiście. Pamiętam znacznie więcej. Wykłady były bardzo ciekawe. Pozdrowienie.

Okulary czynią/czyniły ks. Profesora inną osobą.

W kontekście ostatnich wydarzeń związanych z listem czterech kardynałów do Papieża Franciszka, można poddać pod dyskusję relację semantyczną pomiędzy etyką a moralnością. Cytując ks. Profesora można chyba napisać, że: Etyka to filozoficzna i normatywna teoria moralnej powinności działania. Ciekaw jestem czy ks. Profesor po kilkudziesięciu latach nadal podtrzymuje tą definicję. Czy obejmuje ona też swoim zakresem moralną powinność niedziałania? Czy etyka jako pojęcie jest pojęciem nadrzędnym w stosunku do moralności? Pytanie drugie czterech kardynałów brzmiało następująco:"Czy po publikacji „Amoris laetitia” (304) jest wciąż uznawane za ważne nauczanie św. Jana Pawła II wyrażone w encyklice „Veritatis splendor” (79), a oparte na Piśmie i Tradycji Kościoła, mówiące o istnieniu absolutnych norm moralnych, które zakazują wewnętrznie złych czynów i które są wiążące bez wyjątku?" Pojawia się w nim pojęcie "absolutnych norm moralnych". A czyż moralność z definicji nie jest relatywna? Gdyby ks. Profesor zechciał potraktować powyższe jako "niezadane" pytania przez red. Błażeja Strzelczyka to byłbym bardzo wdzięczny.

Najpierw: dzięki za miłe słowa. Co do okularów: jestem po operacji usunięcia zaćmy. A dziś się ją usuwa razem z całą soczewką. Wkłada się nową, w moim przypadku: z odpowiednią korektą (prawe oko: -20 dioptrii. lewe: -22). Teraz mam okulary w oczach, stąd inny wygląd. Personalizm Pan dobrze zapamiętał. Także relację: etyka - moralność. Nadal uważam, że etyka to teoria moralności, a moralność to dziedzina etyki. Wiem, że potocznie te terminy nie są tak jednoznacznie rozumiane, ale zorganizowana refleksja domaga się uściślenia kluczowych terminów. Ale uwaga: już stary i mądry Arystoteles przestrzegał, by nie domagać się precyzji języka ponad miarę danej dziedziny - a pisał to właśnie w nawiązaniu do etyki. Owszem, trzeba starać się o jasny język, pamiętając jednak o tym, że moralność nie poddaje się zbyt jednoznacznemu traktowaniu. Stąd i personalizm to nie teoria, która pozwala raz na zawsze rozstrzygnąć wszelkie moralne dylematy, ale perspektywa, która zaprasza do wnikliwego rozpatrywania wszelkich pojawiających się problemów. Jednym z nich jest traktowanie tych, którzy tworzą związek quasi-małżeński i rodzinę, która sakramentalną rodziną być nie może. Papież Franciszek zachęca, by nie poprzestać na skądinąd uzasadnionej kwalifikacji moralnej związków pozamałżeńskich, ale wziąć pod uwagę okoliczności współtworzące tę "sakramentalną nieregularność", w tym zwłaszcza postawę nie-sakramentalnych małżonków i rodziców i zastanowić się, jak im Kościół może pomóc. Widzę w tym kontynuację - nawet jeśli nie wprost przez św. Jana Pawła II zamierzoną - jego wrażliwości na tajemnicę Bożego miłosierdzia. Papież Franciszek nie chce - i słusznie - poprzestać na ogólnej etycznej kwalifikacji związków pozamałżeńskich, ale chce znaleźć miejsce w Kościele dla ludzi,którzy wskutek swego lub innych błędu lub grzechu znaleźli się poza sakramentalną jednością Kościoła. Problem to trudny, bo z jednej strony trudno pod naciskiem mnogości wykroczeń zmieniać doktrynę moralną, z drugiej zaś trudno nie dostrzec wysiłku budowania prawego, z ducha chrześcijańskiego życia przez tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych. Trzeba gorąco prosić Boga o światło Ducha Świętego w tej sprawie, trzeba też prosić o wiarę dla siebie, byśmy uwierzyli, że papież Franciszek jest papieżem z natchnienia Ducha Świętego o tak - z życzliwą uwagą i wiarą - trzeba jego nauczanie przyjmować. Tyle w skrócie. Pozdrawiam serdecznie. ks. Andrzej Szostek MIC

>>Papież Franciszek nie chce - i słusznie - poprzestać na ogólnej etycznej kwalifikacji związków pozamałżeńskich, ale chce znaleźć miejsce w Kościele dla ludzi, którzy wskutek swego lub innych błędu lub grzechu znaleźli się poza sakramentalną jednością Kościoła. << Czy z etologicznego punktu widzenia nie mamy do czynienia z paradoksem? Czy nie jest tak, że osoba wskutek błędu innej osoby nie może być pozbawiona miejsca jakie ma w Kościele i nie może zostać wyłączona z jego sakramentalnej jedności?

Najpierw: dzięki za miłe słowa. Co do okularów: jestem po operacji usunięcia zaćmy. A dziś się ją usuwa razem z całą soczewką. Wkłada się nową, w moim przypadku: z odpowiednią korektą (prawe oko: -20 dioptrii. lewe: -22). Teraz mam okulary w oczach, stąd inny wygląd. Personalizm Pan dobrze zapamiętał. Także relację: etyka - moralność. Nadal uważam, że etyka to teoria moralności, a moralność to dziedzina etyki. Wiem, że potocznie te terminy nie są tak jednoznacznie rozumiane, ale zorganizowana refleksja domaga się uściślenia kluczowych terminów. Ale uwaga: już stary i mądry Arystoteles przestrzegał, by nie domagać się precyzji języka ponad miarę danej dziedziny - a pisał to właśnie w nawiązaniu do etyki. Owszem, trzeba starać się o jasny język, pamiętając jednak o tym, że moralność nie poddaje się zbyt jednoznacznemu traktowaniu. Stąd i personalizm to nie teoria, która pozwala raz na zawsze rozstrzygnąć wszelkie moralne dylematy, ale perspektywa, która zaprasza do wnikliwego rozpatrywania wszelkich pojawiających się problemów. Jednym z nich jest traktowanie tych, którzy tworzą związek quasi-małżeński i rodzinę, która sakramentalną rodziną być nie może. Papież Franciszek zachęca, by nie poprzestać na skądinąd uzasadnionej kwalifikacji moralnej związków pozamałżeńskich, ale wziąć pod uwagę okoliczności współtworzące tę "sakramentalną nieregularność", w tym zwłaszcza postawę nie-sakramentalnych małżonków i rodziców i zastanowić się, jak im Kościół może pomóc. Widzę w tym kontynuację - nawet jeśli nie wprost przez św. Jana Pawła II zamierzoną - jego wrażliwości na tajemnicę Bożego miłosierdzia. Papież Franciszek nie chce - i słusznie - poprzestać na ogólnej etycznej kwalifikacji związków pozamałżeńskich, ale chce znaleźć miejsce w Kościele dla ludzi,którzy wskutek swego lub innych błędu lub grzechu znaleźli się poza sakramentalną jednością Kościoła. Problem to trudny, bo z jednej strony trudno pod naciskiem mnogości wykroczeń zmieniać doktrynę moralną, z drugiej zaś trudno nie dostrzec wysiłku budowania prawego, z ducha chrześcijańskiego życia przez tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych. Trzeba gorąco prosić Boga o światło Ducha Świętego w tej sprawie, trzeba też prosić o wiarę dla siebie, byśmy uwierzyli, że papież Franciszek jest papieżem z natchnienia Ducha Świętego o tak - z życzliwą uwagą i wiarą - trzeba jego nauczanie przyjmować. Tyle w skrócie. Pozdrawiam serdecznie. ks. Andrzej Szostek MIC

Najpierw: dzięki za miłe słowa. Co do okularów: jestem po operacji usunięcia zaćmy. A dziś się ją usuwa razem z całą soczewką. Wkłada się nową, w moim przypadku: z odpowiednią korektą (prawe oko: -20 dioptrii. lewe: -22). Teraz mam okulary w oczach, stąd inny wygląd. Personalizm Pan dobrze zapamiętał. Także relację: etyka - moralność. Nadal uważam, że etyka to teoria moralności, a moralność to dziedzina etyki. Wiem, że potocznie te terminy nie są tak jednoznacznie rozumiane, ale zorganizowana refleksja domaga się uściślenia kluczowych terminów. Ale uwaga: już stary i mądry Arystoteles przestrzegał, by nie domagać się precyzji języka ponad miarę danej dziedziny - a pisał to właśnie w nawiązaniu do etyki. Owszem, trzeba starać się o jasny język, pamiętając jednak o tym, że moralność nie poddaje się zbyt jednoznacznemu traktowaniu. Stąd i personalizm to nie teoria, która pozwala raz na zawsze rozstrzygnąć wszelkie moralne dylematy, ale perspektywa, która zaprasza do wnikliwego rozpatrywania wszelkich pojawiających się problemów. Jednym z nich jest traktowanie tych, którzy tworzą związek quasi-małżeński i rodzinę, która sakramentalną rodziną być nie może. Papież Franciszek zachęca, by nie poprzestać na skądinąd uzasadnionej kwalifikacji moralnej związków pozamałżeńskich, ale wziąć pod uwagę okoliczności współtworzące tę "sakramentalną nieregularność", w tym zwłaszcza postawę nie-sakramentalnych małżonków i rodziców i zastanowić się, jak im Kościół może pomóc. Widzę w tym kontynuację - nawet jeśli nie wprost przez św. Jana Pawła II zamierzoną - jego wrażliwości na tajemnicę Bożego miłosierdzia. Papież Franciszek nie chce - i słusznie - poprzestać na ogólnej etycznej kwalifikacji związków pozamałżeńskich, ale chce znaleźć miejsce w Kościele dla ludzi,którzy wskutek swego lub innych błędu lub grzechu znaleźli się poza sakramentalną jednością Kościoła. Problem to trudny, bo z jednej strony trudno pod naciskiem mnogości wykroczeń zmieniać doktrynę moralną, z drugiej zaś trudno nie dostrzec wysiłku budowania prawego, z ducha chrześcijańskiego życia przez tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych. Trzeba gorąco prosić Boga o światło Ducha Świętego w tej sprawie, trzeba też prosić o wiarę dla siebie, byśmy uwierzyli, że papież Franciszek jest papieżem z natchnienia Ducha Świętego o tak - z życzliwą uwagą i wiarą - trzeba jego nauczanie przyjmować. Tyle w skrócie. Pozdrawiam serdecznie. ks. Andrzej Szostek MIC

Dopiero jak przeczytałem tę krótką odpowiedź: jasną, klarowną i zrozumiałą dla mnie, dopiero wtedy zrozumiałem zadane pytanie. Jak to jest? Zawsze bywało odwrotnie. No, ale teologii nie studiowałem bo na AGH nie było takiego kierunku, a jedynie się o nią otarłem. A teraz muszę to jakoś przekazać starszej pani [87 l] bardzo wierzącej. No bo kto to zrobi skoro teolodzy pozamykali się gdzieś tam na szczytach. A z takich jak ona i ja też się Kościół składa.Dziękuję ks Andrzejowi za ten wywiad i dodatki i przełamanie w kierunku zrozumiałego języka.

Dziedzina teorii dziedziny jest teorią dziedziny tejże teorii. No gratulacje dla autora. Mnie nawet nie na AGH, WEEiA, ale już w szkole średniej uczono, że podobna figura zgrabnie łącząca takie kwiatki jak 'ignatum per ignatum' i 'idem per idem' to klasyczny błąd w definiowaniu. No i chyba dlatego nie jestem profesorem. W szczególności teologii. Pozdrawiam.

Trzykrotna identyczna odpowiedź to efekt mojej nieporadności edytorskiej. Przepraszam. ks. A. Szostek

W zasadzie powinienem wyrazić swoją wdzięczność i na tym poprzestać. Tak też czynię. Dziękuję za krótką odpowiedź. W dzisiejszych czasach Mojżesze rzadko schodzą z katedr a tych którzy jeszcze delegują trudne sprawy "przełożonym nad setką czy pięćdziesiątką", idąc za radami Jetrów nie uświadczysz (no może poza Papą Franciszkiem). Dlatego też proszę, aby ks. Profesor nie czuł się już w jakikolwiek sposób zobowiązany do dalszych odpowiedzi na mój wpis. Zwłaszcza, że wymaga to jednak sporej odwagi, gdyż fora internetowe z definicji poprzez krótkotrwałą anonimowość mogą generować różnego rodzaju "nieczystości". Jeśli jednak ks. Profesor uzna, że w pewien sposób możemy przedłużyć wywiad poprowadzony przez red. B. Strzelczyka (myślę, że nie będzie miał nic przeciwko temu :) to miałbym kolejne pytanie. Zatem pozostawiam do decyzji ks. Profesora odpowiedź na takie oto pytanie: Czy zetknął się ks. Profesor z etyką Talmudu?

Dla czytelności przekazu, klikając 'edytuj' pod swoim komentarzem można skasować niepotrzebny tekst zastępując go dowolnym znakiem - choćby kropką.

osiłki(przynajmniej z wyglądu). Ale w samej rzeczy, jest to rozpaczliwe wołanie sfrustrowanych, młodych chłopców, o sprawiedliwość usankcjonowaną prawem-o prawo i sprawiedliwość. O prawo do życia-w związku rodzinnym, w którym pojawia się nowe życie: dziecko. Te wiecowe "rottweilery" w biało-czerwonej konfekcji, to tak w istocie, zgromadzenie niewolników, którzy w poczuciu niesprawiedliwości i braku perspektyw-wychodzą na ulicę i szukają odpowiedzi, a czasami-alternatywnego "chłopca do bicia". To są ofiary współczesnego systemu finansowego, który funkcjonuje tak naprawdę tylko dzieki niewolniczej pracy "czarnych"(czyli tych ze swej istoty-gorszych). Państwo narodowe, daje im(młodym)nadzieję przede wszystkim na rodzinę i zycie-także dlatego, ze przeszłości to państwo kontrolowało jeszcze w jakimś stopniu system finansowy poprzez emisję pieniędzy. Dziś jest to zdecydowana domena banków komercyjnych, dla których kategorie "wspólnota", "rodzina", "wartość życia", to tylko zbyteczny balast w pomnażaniu zysków i "anachroniczny ciemnogród". Kiedyś(w średniowieczu) pieniadze pochodziły od władzy, którą także firmował Kościół. Potem pojawiły się "ławkowe transakcje", które stworzyły nowy, fiducjarny i lichwiarski system finasowy. Początkowo Kościół dys-kredytował tą nową formę finansów, przeczuwając skutki narodzin nowej władzy. Ale dał się kupić szczodrymi dotacjami finansistów, tak że nawet o wiek póżniejsze finansowanie największego przedsięwzięcia architektoniczego-budowę Bazyliki św. Piotra-powierzył bankierom. Finasowanie tego przedsiezięcia (spłata bankowych długów)stało się przyczyną Reformacji i schizmy w Kościele Zachodnim: bankowe kredyty pokrywano sprzedażą odpustów-mamidło za mamonę. Kościół, o ile nie pomoże w stworzeniu układu elementarnej sprawiedliwości społecznej dzieki transparentnemu systemowi finansowemu działającego dla dobra społecznego, zawsze będzie się borykał z problemem reakcji takiego czy innego ideologicznego bałwochwalstwa-także nacjonalizmu. Nie można być duchowym przewodnikiem wspólnoty, chowając głowę w piasek przed trudnymi wyzwaniami.

Dzięki za komentarz, jaki ksiądz napisał w odpowiedzi na pytanie Osy Azjatyckiej. Bo oto 4 purpuratów napisało list, który może zrozumieć ktoś od stopnia doktora wzwyż. Zwykły magister nie mówiąc o innych, tego nie rozbierze. Ksiądz napisał swoją wykładnie i każdy może to zrozumieć a chyba o to chodzi.List purpuratów przez środowiska niechętne KK ( delikatnie mówiąc) jest wykorzystywany do walki z tymże Kościołem. Nic nowego zresztą. Dlatego księże, apel do Was duchownych. Przychodźcie na internetowe fora i wyjaśniajcie meandry nauki Kościoła, jego historii, szczególnie tej mętnej, bo jeżeli tego nie zrobi człowiek Kościoła , to uczyni to wróg.A on to zrobi w jednym celu. Nie trzeba koniecznie ( moim zdaniem) występować pod swoim nazwiskiem z przyczyny o której napisał Osa. Liczy się treść a nie inicjały. W internecie nie można spotkać Boga ani szatana. W internecie można za to spotkać ludzi, którzy pomogą dotrzeć do Boga albo do szatana. Pamiętajcie o tym szczególnie Wy, co kiedyś leżeliście na posadzce i przysięgaliście na całe swoje życie. Kapłanem jest się 24 godziny na dobę, jeżeli ktoś uważa inaczej, to niech zawiesi sutannę na haczyku i idzie własną drogą.Będzie przynajmniej szczery. Życzę księdzu błogosławieństwa Bożego na jego drodze życia.

Ksiądz Profesor bez okularów!!! Nie poznałam Księdza! :-)

1. Dziękuję za podpowiedź, jak unikać powtarzanej wypowiedzi. 2. Okulary dziś mam inne, znacznie słabsze, bo dwa lata temu usunięto mi kataraktę - a tę dziś się usuwa razem z soczewką. Profesor wsunął mi nową, z odpowiednią poprawką (-20 dioptrii w prawym oku, -22 w lewym). Mam okulary wewnątrz oczu, nie muszę nosić tych zewnętrznych. 3. Wiem, że można podpisywać się dowolnym symbolem zamiast nazwiska, ale ja tego nie lubię. Tą drogą trafia do Internetu mnóstwo nieodpowiedzialnych (by rzecz nazwać najłagodniej), bo anonimowych tekstów. Jeśli uważam, że sprawa jest dość ważna, by zabierać głos, to wolę ten głos podpisać własnym nazwiskiem. 4. Z Talmudem zetknąłem się zbyt pobieżnie, by o etyce Talmudu mówić. Ale może trzeba będzie sięgnąć... 5. Nie rozumiem, czego nie rozumie Eddiepolo. Uznanie, że etyka to teoria moralności a moralność to dziedzina etyki to teza należąca raczej do metodologii nauk, niż do etyki. Nieco rzecz upraszczając: biologia to teoria życia, życie to dziedzina biologii; dzieje ludzkości to dziedzina historii, historia to teoria dziejów ludzkości. Nie wszystkie dyscypliny naukowe dają się tak scharakteryzować, ale etyka akurat się chyba da. Wiem, że potocznie, a także w niektórych ujęciach systemowych, inaczej się tę relację pojmuje. Można z jakichś powodów podważać trafność prezentowanego przeze mnie ujęcia, ale co w nim niejasnego? Dodam jeszcze, że zgodnie z tą propozycją np. przeżycie powinności moralnej lub poczucie winy należą do dziedziny moralności, a stanowiska takie, jak utylitaryzm, personalizm i szereg innych -izmów to właśnie stanowiska etyczne, czyli odmiany teoretycznej refleksji nad moralnością. W tym właśnie sensie moralność jest dziedziną etyki a etyka teorią moralności.

Prawdopodobnie posługujemy się odmiennymi pojęciami teorii. Dla jasności przytoczę definicje ze 'Słownika języka polskiego' PWN: "teoria - 1. «całościowa koncepcja zawierająca opis i wyjaśnienie określonych zjawisk i zagadnień; też: czyjakolwiek koncepcja na określony temat» 2. «dział nauki o literaturze, kulturze, sztuce itp. zajmujący się systematyzowaniem pojęć i twierdzeń leżących u podstaw tych dziedzin»" +++ Dla mnie teoria to pojęcie raczej z def. nr 1. Jest ona nb bliska innym definicjom (źródło: WP - Wolna Encyklopedia): 1. Teoria – system pojęć, definicji, aksjomatów i twierdzeń, ustalających relacje między tymi pojęciami i aksjomatami, tworzący spójny system pojęciowy, opisujący jakąś wybraną dziedzinę fizyczną lub abstrakcyjną. 2. Teoria naukowa – całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. Jest podsumowaniem wyników szczegółowych pracy naukowej. Wieńczy badania naukowe. +++ Jednak nawet posługując się def. nr 2 wg SJP PWN trudno nie zauważyć logicznych komplikacji (o podlozu semantycznym) w zbudowanej przez Szanownego Księdza Profesora konstrukcji. Poza tym, ujmując rzecz najprościej, biologia to dla większości z nas raczej nauka o życiu a nie jego teoria, historia - nauka o dziejach ludzkości, nie dziejów tych teoria - nawet z perspektywy tej drugiej definicji. No chyba, że w myśl pewnej metodologii nauka o X = teoria X ... Dla mnie jednak tu się zaczyna 'filozofowanie', a z natury jestem raczej 'ścisłowcem'. +++ Pozostaję z szacunkiem, eddiepolo.

Domyślam się, że z dziennikarskiego punktu widzenia optymalna sytuacja to, gdy respondent rozpoczyna swoją odpowiedź od: "Dziękuję za to pytanie". Na szczęście nie jestem dziennikarzem :) Obstawiałbym, że ks. Profesor grywa w szachy. A jeśli tak, to czy często zdarza się ks. Profesorowi grywać Obronę Nimzowitscha? Czy może preferuje ks. grę białymi z np. szybkimi gambitami pełnymi "poświęceń"?

Kolejny raz zapytam, tym razem wybitnego i zarazem światłego kapłana: gdzie był Kościół ( gdzie jest Kościół ? ), czy kiedykolwiek zaprotestował w osobie któregoś z ważnych hierarchów przeciwko wyrzucaniu na bruk biednych ludzi, a także całej masie innych krzywd związanych ze sławną warszawską reprywatyzacją ( zresztą nie tylko warszawską )? Osobiście mam sporo wątpliwości, i bałbym się jednoznacznego stwierdzenia, w tej kwestii po której stronie sporu pomiędzy prezesami ( Rzeplińskim i Kaczyńskim ) jest pan Bóg. Natomiast w sprawie masowych, bezczelnych wyłudzeń w Warszawie przy bierności i nieporadności ( czy aby tylko bierności i nieporadności ?) pani Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy i Jej współpracowników wskazanie winy wydaje się być łatwiejsze i nie wymaga gruntownej znajomości Konstytucji. Przydatna wydaje się za to być znajomość Ewangelii ( "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" ).

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]