„Koncert życzeń” na jedną aktorkę

Główna bohaterka spektaklu w reżyserii Yany Ross nie mówi ani słowa przez ponad godzinę (czas trwania monodramu).
Czyta się kilka minut
anuta Stenka w monodramie „Koncert życzeń” w reż. Yany Ross w TR Warszawa / Fot. Klaudyna Schubert / ŁAŹNIA NOWA
anuta Stenka w monodramie „Koncert życzeń” w reż. Yany Ross w TR Warszawa / Fot. Klaudyna Schubert / ŁAŹNIA NOWA

Robi to, co czynią po powrocie z pracy samotne, pedantyczne kobiety z klasy średniej. Przebiera się z eleganckiego stroju w domowy, przygotowuje skromny posiłek, słucha radia, pierze rajstopy i rozwiesza je na suszarce, korzysta z toalety etc.

Nuda jest ważnym dramaturgicznym składnikiem przedstawienia, testującym wytrzymałość (i wrażliwość) widza. Wciąga w grę z główną bohaterką. Na czym ona polega? W pierwszych minutach „Koncertu życzeń” zapada wśród publiczności kompletna cisza. Widz czeka na moment, kiedy na scenie zacznie się „coś dziać”. Mniej więcej po kwadransie ludzie pozwalają sobie na wyrazy zniecierpliwienia – część osób spaceruje wokół sceny wydzielonej ze środka sali kwadratem. Ktoś się śmieje, ktoś inny zaczyna wysyłać SMS-y. Rozprężenie na widowni utrzymuje się do ostatniego momentu sztuki. Wtedy następuje suspens i domyka się, a właściwie otwiera sens „Koncertu życzeń”. Ostatnie zdarzenie pozwala dostrzec nić znaczeń wiążącą setki banalnych mikrozdarzeń. Zostajemy skutecznie zaskoczeni, złapani na gorącym uczynku podglądactwa. Postawieni pod ścianą, oskarżeni o brak działania. Nieraz przecież patrzyliśmy i nieraz jeszcze patrzeć będziemy na mało spektakularne cierpienie bliźniego.

Monodram Xaviera Kroetza skłania do wielu hipotez na temat stylu życia i stanu ducha postaci, brawurowo zagranej przez Danutę Stenkę. Pytanie goni pytanie: dlaczego ta kobieta egzystuje w uporządkowanej pustce? Czy to przedstawicielka pokolenia płacącego cenę za to, że nie chce / nie umie / nie znajduje siły, by stworzyć, a potem pielęgnować więzi? Tylko jednego w „Koncercie życzeń” jesteśmy pewni: główna bohaterka popełnia emocjonalne samobójstwo. Odbywa się ono bez spazmów, walenia głową w mur. Jest estetyczne, bo tego wymaga duch epoki. A my możemy doświadczać niepokoju nie tylko jako bierni świadkowie cudzego cierpienia, ale też dlatego, że w tym cierpieniu rozpoznajemy siebie samych. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2015