Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kolorowy modernizm

Kolorowy modernizm

06.10.2010
Czyta się kilka minut
OSKAR i BARBARA GRĄBCZEWSCY: Śląsk jest poligonem, gdzie sprawdzają się idee - trochę dlatego, że wygląda jak poligon. Rozmawiała Agnieszka Sabor
A

Agnieszka Sabor: Śląsk stał się w ostatnich latach "matecznikiem" młodej architektury polskiej. A może zawsze nim był?

Oskar i Barbara Grąbczewscy: Dla Śląska fundamentalne znaczenie miało uprzemysłowienie (Katowice otrzymały prawa miejskie w połowie XIX w.). Architektura odważna, eksperymentalna była tego naturalną konsekwencją. Osiedla robotnicze, Giszowiec i Nikiszowiec, to bardzo wczesne, awangardowe realizacje stworzonej w Wielkiej Brytanii idei miasta-ogrodu.

W okresie międzywojennym dobrze przysłużyła się architekturze Śląska... skomplikowana sytuacja polityczna. Konkurowały tu dwa modernizmy: niemiecki i polski. Pierwszy pozostawił po sobie tak znakomite dzieła jak "malowany światłem" kościół św. Józefa w Zabrzu, autorstwa Dominikusa Boehma,­ czy Dom Tekstylny Weichmanna, który zbudował w Gliwicach Erich Mendelsohn. Wojewoda Michał Grażyński promował w Katowicach - jako odpowiedź kulturową - modernizm polski.

Czym różniły się między sobą?

Modernizm niemiecki na Śląsku był osadzony w tradycji. Polski - bardziej bezkompromisowy - używał np. konstrukcji stalowej (by przypomnieć katowicki "drapacz chmur" Tadeusza Kozłowskiego i Stefana Bryły). Chodziło o projektowanie zupełnie od nowa, bez oparcia na wzorcach historycznych, wspierane i promowane przez państwo. To fenomen, że w tak niewielkim mieście jak Katowice zebrała się grupa architektów, w znacznej części miejscowych, która stworzyła spójny obraz miasta, zbudowany zgodnie ze stylem międzynarodowym, skodyfikowanym przez ­Le Corbusiera.

Pewną specyfiką tutejszego modernizmu, odróżniającą Katowice np. od biało-szarej Gdyni, jest kolorystyka. Różnica ta brała się chyba z zanieczyszczenia powietrza: tu architektura inaczej się starzała.

A jakie są Państwa ulubione budynki w Katowicach?

Uwielbiamy Ligotę, dzielnicę, w której mieszkamy i pracujemy. W latach 20. XX w. powstała tu kolonia urzędnicza, składająca się z kilkurodzinnych, modernistycznych willi miejskich na kwadratowych działkach. Ten fantastyczny koncept urbanistyczny (z niewielkimi ogródkami i zazielenionymi ciągami komunikacyjnymi) został nieco zaburzony w okresie II wojny światowej, kiedy Niemcy wprowadzili tu budownictwo ­antymodernistyczne, nieco historyzujące.

Piękne są okolice ulic Kościuszki, Poniatowskiego. Tam znajdziemy sztandarowe przykłady przedwojennego modernizmu, np. dom, który zbudował dla siebie Tadeusz Michejda - prekursor tego nurtu w Katowicach. Fantastyczne są również budowle publiczne, by wymienić tylko budynki Radia Katowice Tadeusza Łobosa czy Sanepidu Tadeusza Kozłowskiego.

Świetna architektura powstawała w latach 60. i 70. "Spodek" stał się­ jedną z ikon powojennej architektury polskiej. Bardzo dobre są domy towarowe Skarbek i Zenit, a także brutalistyczny budynek dworca kolejowego.

Który niedługo ulegnie dekonstrukcji. Czy słynne kielichy, na których się wspiera, pozostaną?

Najprawdopodobniej zostaną odbudowane, miejmy nadzieję: wiernie. Wokół przebudowy dworca i zbudowania tu galerii handlowej rozgorzała burzliwa debata. To temat trudny. Powojenna architektura modernistyczna nie zawsze powstawała na gołej ziemi. Czasem wyburzano na jej potrzeby zabudowę historyczną - i tak było w przypadku katowickiego dworca. Ta wyrwa się nie zabliźniła, co dobrze widać, gdy wychodzi się na zewnątrz znakomitego architektonicznie budynku. Nie satysfakcjonuje nas przyjęte obecnie rozwiązanie, ale nie ma co udawać, że problemu nie ma. Modernizm traktował architekturę historyczną bez pardonu - a obecnie sam chce być (i są po temu słuszne racje) chroniony. To paradoks.

W jakich związkach z tutejszym dziedzictwem architektonicznym pozostaje najnowsza architektura śląska?

Trzeba powiedzieć o paru nurtach. Po pierwsze: konceptualizm - architektura, która powstaje jako logiczna konsekwencja pierwotnego pomysłu. Nauczycielami tego myślenia są Andrzej Duda i Henryk Zubel. Znanymi przykładami tego nurtu są domy autorstwa Roberta Koniecznego, Marleny Wolnik czy - w innej skali - powstające w Warszawie Centrum Nauki Kopernik Jana Kubeca z zespołem.

Koniecznie należy wspomnieć o twórczości Stanisława Niemczyka, odwołującej się do tradycji przedmodernistycznej, głęboko przepojonej duchem chrześcijańskim. Budowane przez niego kościoły (np. w Czechowicach-Dziedzicach, Tychach) mogą stać w jednym szeregu z historycznymi, a to rzadkość we współczesnej architekturze.

Architekci czerpią też wprost z dziedzictwa przemysłowego, by wymienić tylko realizacje biura medusagroup Przemo Łukasika i Łukasza Zagały.

Pamiętajmy przy tym, że śląskimi architektami zostają często ludzie spoza Górnego Śląska ("Spodek" i dworzec PKP stworzyli architekci z Warszawy, autorzy Muzeum Śląskiego, Riegler i Riewe, są Austriakami). Śląsk jest w pewnym sensie poligonem, gdzie sprawdzają się idee - trochę dlatego, że wygląda jak poligon. Przestrzeń Katowic do dzisiaj nie ukształtowała się do końca.

Jaki budynek współczesny pokazaliby Państwo turyście w Katowicach?

Jeśli chodzi o architekturę publiczną, niewątpliwie najlepsze jest Centrum "Symfonia" - nowa, rozbudowana część Akademii Muzycznej. Tomasz Konior dał tym projektem wyraz głębokiego rozumienia przestrzeni: to miejsce było kiedyś zaniedbaną uliczką, biegnącą tyłami Akademii. Architekt uszanował sytuację urbanistyczną - nie zniszczył ulicy, ale przekształcił ją w wielopoziomowe atrium, by mogła funcjonować przez cały rok. O wybitnych wartościach akustycznych budynku, świetnym operowaniu materiałami (cegłą, drewnem, betonem) nawet nie wspominamy. Jesteśmy przekonani, że wydarzeniem będzie kolejna realizacja tego twórcy: siedziba Narodowej Orkiestry Polskiego Radia.

Gdzie sytuują Państwo własną twórczość? W jakim sensie jest ona "śląska"?

Z jednej strony, ważne jest dla nas to, co konceptualne i modernistyczne. Z drugiej - kontekst. Staramy się połączyć obydwa te elementy. W Gierałtowicach stworzyliśmy np. ośrodek zdrowia, którego architektura jest modernistyczną wariacją na temat tradycyjnej, ceglanej architektury śląskiej wsi. W Żorach kończymy budować Muzeum Ognia - budynek o nieregularnej, płomiennej geometrii, która opiera się na logicznych przesłankach, wynikających z etymologii nazwy miasta i uwarunkowań lokalizacyjnych.

Katowice to miasto policentryczne. Potrzebuje jednak "rynku". Może za jakiś czas stanie się nim Rondo Sztuki?

Istnieje taka szansa. Na terenach po kopalni "Katowice" powstaje, projektowana przez gwiazdy współczesnej architektury, "wyspa kultury": Muzeum Śląskie, siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, centrum kongresowe połączone ze "Spodkiem". Chodzi jednak o to, by ten obszar połączyć z resztą Śródmieścia. To zadanie niezwykle trudne, choć fascynujące. Na razie powojenna aleja Korfantego, prowadząca z Rynku do "Spodka", jest przestrzenią martwą. Pamiętam, jak kiedyś wychodziliśmy ze "Spodka" po wygranym z Bułgarią meczu Ligi Światowej. Rozradowany, pełen pozytywnych emocji tłum chciał świętować zwycięstwo. Nagle wszedł w czarną, ponurą przestrzeń nieczynnego pasażu handlowego. Po kolei zwijano flagi i chowano szaliki... Coś podobnego obserwujemy na warszawskiej Ścianie Wschodniej - uznanej architektonicznie, świetnie odrestaurowanej - i niefunkcjonującej.

Jaką rolę spełniają Katowice wobec innych miast Górnego Śląska? Czy wierzą Państwo, że kiedyś staną się centrum megapolis: Silesii?

To jedyna szansa zarówno dla miasta, jak i regionu. Pojedynczo jesteśmy słabi. Jako Silesia stanowilibyśmy siłę. Zresztą ta wielkomiejska tkanka już się tworzy: wiadomo, że Gliwice to Politechnika, Zabrze - szpitale, Bytom - galeria "Kronika"... I widać efekty. Tym razem przykład z dziedziny innej niż architektura: Olimpiadę Osób Niepełnosprawnych w Warszawie otwierał niedawno zespół "Myslowitz". To też świadczy o potencjale Śląska - najlepszy rockowy zespół w Polsce promuje swoją nazwą rodzinne miasto. Jesteśmy przekonani, że Katowice wykorzystają swoją szansę jako "pierwsze wśród równych" miast Silesii.

Barbara i Oskar Grąbczewscy są architektami, właścicielami studia projektowego "Ovo. Grąbczewscy Architekci".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]