Solidaryzuję się z ks. Adamem Bonieckim. W krajobrazie polskiego Kościoła potrzeba nam głosu rozsądku, umiaru przekazywanego w duchu Ewangelii. Zawsze z uwagą wsłuchiwałem się lub wczytywałem się w głos ks. Adama. Niejednokrotnie był dla mnie wsparciem podtrzymując tlące się we mnie intuicje, które umocnione Jego głosem stawały się bardziej wyraziste. Ks. Adam ma ogromy dar patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość z dystansem godnym mędrca. Takiego głosu nie można pozbawiać Kościoła i polskiego społeczeństwa.
Źle się stało, że krótkowzroczność przełożonych ks. Adama wzięła górę. Kościół ze swojej natury jest miejscem dialogu najpierw Boga z człowiekiem. Ten głęboko wpisany kod genetyczny Kościoła winien go czynić otwartym na dialog międzyludzki tak wewnątrz jak i w odniesieniu do osób i społeczności będących poza nim. Nawet najgłębsze tajemnice wiary wykluwały się w Kościele w ferworze sporów i dyskusji. Ostatnie wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego - bodaj to te zaważyły o tej niefortunnej decyzji - dotyczyły spraw społecznych, nie dogmatycznych, w których obowiązuje swoboda opinii.
Wydaje się, że u spodu kryzysowej sytuacji mamy do czynienia z dwiema różnymi wizjami Kościoła. Z jednej strony z Kościołem dialogu, wyrozumiałości, szukania tego co wspólne, rezygnacji z przywilejów zwłaszcza, jeżeli te miałyby podważać wiarygodność misji Kościoła. Z drugiej strony wyłania się Kościół na kształt oblężonej twierdzy, w którym w atmosferze ciągłego zagrożenia obowiązuje dyscyplina jednomyślności a podważanie raz zdobytych terenów uważa się za zdradę. Czyżby zamiast budowania mostów i szukania pojednania miał obowiązywać w Kościele głos potępienia i stygmatyzacji?
Zamykanie ust kojarzy się niestety bardzo źle i będzie miało fatalne skutki dla postrzegania Kościoła w ogóle. Nie wiem czy przełożony ks. Adama zdaje sobie sprawę, że swoją decyzją otworzył puszkę Pandory, z którą teraz nie tyle Marianie będą musieli sobie radzić ale cały Kościół w Polsce.
Redaktor Terlikowski w swoim komentarzu stwierdził, że ks. Boniecki był jednoosobowym głosem sprzeciwu wobec stanowiska episkopatu. W tym stwierdzeniu zawarte są jednak dwie fałszywe tezy. Po pierwsze, od wypowiedzi Terlikowskiego nie minął jeden dzień a już jest jasne, że głos ks. Adama nie jest bynajmniej głosem odosobnionym, że Jego punkt widzenia przez wielu aktywnie uczestniczących w życiu Kościoła jest w pełni podzielany, przez innych brany poważnie pod uwagę. Widać to po fali głosów poparcia i solidarności dla ks. Adama. Jest On jak widać osobą społeczną, głosem środowiska, głosem tego Kościoła, który w dialogu upatruje fundamentalnej wartości. Druga nieścisłość dotyczy stanowiska episkopatu. Najpierw - czy w ogóle jest jakieś oficjalne stanowisko episkopatu w sprawach, za które zamknięto usta ks. Bonieckiemu? A nawet gdyby był taki głos, to należy go z racji problematyki traktować jako bardzo ważny, ale tylko jeden z wielu w toczącej się dyskusji. Nie chodzi tu przecież o wiarę i moralność. Takie samoograniczenie nie wynika ze złośliwości społeczeństwa czy państwa, w którym żyjemy, ale z własnego, dokonanego przez Kościół odczytania swojej misji (por. KDK 42).
Kościół domaga się słusznej obecności w życiu publicznym i w toczącej się dyskusji w sprawach społecznych. Jednocześnie decyzją zakazującą wypowiedzi w mediach ks. Bonieckiemu zamyka sobie usta. Obecność w życiu społecznym zakłada pluralizm stanowisk i opinii. Wolność, której Kościół słusznie domaga się dla wszystkich religii (por. DWR 6), dobrze by się stało, aby była szanowana w nim samym. Sytuacja jaka obecnie zaistniała sprowadza się do alternatywy: albo Kościół będzie obecny i słyszany w sprawach społecznym z całym pluralizmem opinii i stanowisk, albo sam siebie zamknie w zakrystii.
dr Michał Rychert
teolog, katecheta w Słupsku
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.













