Ostatni tydzień kampanii przed II turą wyborów prezydenckich rozpoczął się ostro – od publikacji Onetu oskarżającej Karola Nawrockiego o sutenerską działalność w czasach studenckich, gdy dorabiał jako ochroniarz w sopockim Grand Hotelu. Zarzuty wyglądają na solidnie udokumentowane, autorzy podpierają się również zeznaniami świadków, którzy co prawda pozostają anonimowi, ale – jak twierdzą dziennikarze Onetu – są w stanie przedstawić swoje zeznania przed sądem.
Zarzuty uwiarygodnia też fakt, że Karol Nawrocki nie zdecydował się zaskarżyć autorów w trybie wyborczym, zapowiadając jedynie tryb cywilny i karny. W obu tych przypadkach dochodzenie prawdy zajmie miesiące, jeśli nie lata. Tymczasem tryb wyborczy pozwalałby na rozstrzygnięcie sprawy jeszcze przed niedzielnymi wyborami.
Przeszłość kandydata PiS: jaką taktykę ma sztab Nawrockiego
Sztab Nawrockiego zapewne wyszedł z założenia, że – niezależnie od tego, czy zarzuty są prawdziwe, czy nie – ewentualna porażka w sądzie mogłaby mocno mu zaszkodzić. Doradcy kandydata PiS mogą zakładać, że sąd nie będzie w stanie w pełni zbadać dowodów i wyjaśnić sprawy w ciągu 24 godzin, a każde, nawet czysto formalne oddalenie pozwu zostałoby przez dużą część opinii publicznej odebrane jako potwierdzenie zarzutów Onetu.
Nie można wykluczyć, że obrana taktyka może się Nawrockiemu opłacić. Wraz z solidnie wyglądającymi zarzutami Onetu pojawiły się bowiem oddzielne, zaprezentowane w TVP rewelacje Jacka Murańskiego, kolegi słynnego „Wielkiegu Bu”. Wiarygodność tych doniesień może jednak budzić wątpliwości; Murański przegrał przecież w styczniu proces o zniesławienie z własnym bratem. Jeżeli teraz sztab kandydata PiS zaskarżyłby w trybie wyborczym nie Onet, lecz TVP, a sąd wykazałby, że Murański nie mówił prawdy, to do ofensywy przystąpiłyby na pewno media związane z prawicą. Jako fałszywe przedstawiałyby wszystkie zarzuty formułowane wobec kandydata PiS w związku z domniemaną „sutenerską” przeszłością.
Na rzecz Nawrockiego może również działać to, że na słowa Murańskiego powoływał się sam premier Donald Tusk na antenie Polsatu. Jeśli doniesienia tego świadka okażą się choćby nie do końca prawdziwe, pozwoli to całą historię przedstawić jako czysto polityczny atak premiera na kandydata konkurencyjnego obozu. Co z kolei może skłonić niektórych niezdecydowanych wyborców do pozostania w domu albo wręcz do zagłosowania na „ofiarę” nagonki.
Co może nam dziś powiedzieć historia Beaty Sawickiej z PO
Sztab Rafała Trzaskowskiego powinien pamiętać o historii Beaty Sawickiej sprzed przeterminowanych wyborów w 2007 roku. Ówczesna posłanka PO została wówczas przyłapana – w wyniku zorganizowanej przez CBA Mariusza Kamińskiego prowokacji – na korupcji. W mediach, krótko przed wyborami puszczano wielokrotnie film, na którym Sawicka w parku bierze torbę z łapówką. Dowody korupcji były ewidentne, jednak sama forma prowadzenia śledztwa (kuszenie polityków PO na chybił trafił, a nuż któryś wpadnie) okazała się wątpliwa. Na dodatek, gdy posłanka podczas konferencji prasowej w Sejmie rozpłakała się, błagając, aby jej nie niszczyć, sympatia wielu wyborców – jak wskazywały późniejsze badania – obróciła się przeciw rządzącemu PiS.
Opinii publicznej oczywiście należy się możliwie pełna wiedza o kandydatach na prezydenta, zwłaszcza jeśli mają w swoim życiu kompromitujące epizody czy kontakty z półświatkiem. Jednak przesada w epatowaniu takimi informacjami w ostatnich dniach kampanii może mieć skutek odwrotny do zamierzonego przez tych, którzy to robią.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















