Reklama

Kardynał i ruch drogowy

Kardynał i ruch drogowy

12.11.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 44 / 2018
P

Prenumeruję „Tygodnik” od lat. Czasami nie zgadzam się z jego autorami, ale zawsze z wielką przyjemnością ich czytam i jestem wdzięczny za lekturę. Po przeczytaniu relacji z Rzymu pt. „Don Corrado pozamiatał”, napisanej przez red. Edwarda Augustyna, poczułem jednak na tyle duży dyskomfort, że postanowiłem napisać kilka słów. Nie przychodzi mi to łatwo: darzę wielkim podziwem księdza kardynała Konrada Krajewskiego, a także bardzo cenię autora tejże relacji.

Polska słynie z nagminnego łamania zasad ruchu drogowego, swoistej kombinacji anarchii, egoizmu i bezmyślności, która prowadzi do kalectwa i śmierci. Często pytam zaprzyjaźnionych kapłanów i osoby świeckie, dlaczego tak rzadko ten temat pojawia się w nauczaniu Kościoła. I oto, niestety, dwa autorytety w jednej chwili stają po stronie tych, z którymi od dawna próbuję toczyć dyskusję o granicach wolności i o odpowiedzialnym zachowaniu na drodze w kontekście przykazania „nie zabijaj”. Nie rozumiem, co oznacza zachwyt nad jazdą „na wczesnym czerwonym” albo stwierdzenie, że w Polsce „kierowca Krajewski uzbierałby niezłą sumę punktów karnych”, a następnie zrównanie lekkomyślnej brawury z elastycznym podejściem do przepisów sanitarnych (tę elastyczność akurat rozumiem), ba, nawet powołanie się na najwyższy autorytet: „Pan Jezus też łamał przepisy”.

Jestem ofiarą wypadku komunikacyjnego spowodowanego przez kierowcę, który uznał, że przepisy drogowe go nie dotyczą. Czy Ksiądz Kardynał i Pan Redaktor zechcieliby coś mi w tej sprawie powiedzieć?

OD AUTORA:

Bardzo dziękuję za przesłany list i podniesienie ważnego problemu. Przykro mi, jeśli odniósł Pan wrażenie, że zachwycam się lekceważeniem przepisów. We wspomnianych słowach było – moim zdaniem – raczej zdziwienie stylem jazdy ks. kardynała oraz konstatacja, że na tle pozostałych kierowców we Włoszech i tak nie wypadł źle. W żadnym razie nie staję po stronie kierowców, którzy łamią przepisy.

EDWARD AUGUSTYN

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

w wielu krajach dla przykładu pieszym wolno przechodzić przez ulice na czerwonych, ja to rozumiem i pochwalam - jednak podobnie jak w przypadku dajmy na to marihuany wychowanie w ciemnogrodzie i kisiel w głowach są przyczyną, dla której w Polsce jeszcze długo państwo znęcać się będzie nad tymi, co szukają trochę innego niż po legalnej i śmiercionośnej wódzie zakrętu głowy, albo karać mandatami za postawienie nogi na asfalcie, w biały dzień, choćby i na pustyni - i jeśli autor listu oburza się na autora tekstu za rzekomą pochwałę piractwa drogowego x. KK, to jest to reakcja raczej z tych chorobliwie alergicznych niż rozsądnych - a właśnie rozsądek, prosze Państwa się na drodze ceni najbardziej

Miałam znajomego w drogówce. Księdza proboszcza chadzającego po kolędzie nie interesował on i jego rodzina, tylko sposób w jaki wielebny może wymigać się od mandaciku i punkcików. Owieczki owego pasterza jeżdżą jak ostatnie barany, a parafianina, który rozwalił się na drzewie mając 2,6 promila, wieś broniła, że jakoby mu rozrusznik serca wysiadł i broń Boże nie po pijaku. Dlatego stawianie Kardynała za wzór z jednoczesnym opisywaniem jego nonszalancji w kwestii przepisów jest nieetyczne i niemoralne. Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, bo mogą kosztować czyjeś życie.

nie pisałem ani słowa o pijanych kierowcach, a o przechodzeniu na czerwonym i barbarzyńskich karach za konopie - nie wydaje mi się także, żeby w tekście komentowanym była aluzja jakoby kardynał był pijakiem - ten przykład z Pani proboszczem za chiny mi tu nie pasuje do niczego... a jeśli się mylę, proszę doprecyzować swój wywód

Onegdaj jechałem na pogrzeb, zabrałem się po drodze ze znajomym księdzem. Pochwalony, potem modlitwa w intencji szczęśliwej podróżny, za kierowców, jakaś zdrowaśka i rura. Ksiądz już w sile wieku, ale nogę ma ciężką, kierownicę nonszalancko w jednej rączce, no i bawi towarzyszy podroży anegdotami. Jestem kierowcą z prawie 40 letnim doświadczeniem, ale gdy wysiadałem z auta, poczułem nieopisaną ulgę. Ten sam ksiądz ma takie ulubione kazanie o 10 przykazaniach dla kierowcy. No cóż Pan go prowadzi i nic mu nie straszne, miał już kilka kolizji, ale kto by się tam przejmował. Ojciec Dyrektor też nie widzi problemu w prowadzeni po koniaczku, ot taki obyczaj. Idzie zima, na drodze pojawia się gołoledź, ale przecież zimówki założone, Św Krzysztof do tablicy zegarów przyczepiony, a na tylnej szybie przyklejona ryba ma na wszystko baczenie. Alle luja i do przodu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]