Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jedyny właściciel Polski Ludowej

Jedyny właściciel Polski Ludowej

08.06.2011
Czyta się kilka minut
Dzieje pochodzenia majątku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej odzwierciedlają historię zdobycia przez nią władzy i jej organiczne związki z partią radziecką.
M

Majątek PZPR był jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic Polski Ludowej. Nawet dziś wiemy na jego temat naprawdę niewiele. Jeszcze przez kilka lat po upadku komunizmu wiedza ta była ukrywana przez ideowych następców PZPR, którzy z bogactw dawnej partii czerpali pełnymi garściami.

Partia bierze wszystko

Polska Zjednoczona Partia Robotnicza była siłą przewodnią Narodu, potocznie nazywaną "właścicielem Polski Ludowej". To określenie w sposób najprawdziwszy i najprecyzyjniejszy wskazuje na realną - również w aspekcie ekonomicznym - władzę partii. Partia miała wszystko, co tylko mogła zechcieć. Nie posiadając osobowości prawnej, nie była podmiotem praw i obowiązków w rozumieniu cywilistycznym. Nie miała zatem wyodrębnionego majątku. Jednocześnie na gruncie prawa cywilnego do 1990 r. obowiązywała zasada jednolitości mienia socjalistycznego. W przepisach kodeksu cywilnego nie można było znaleźć co prawda przepisów dotyczących PZPR, lecz dla każdego, kto żył w rzeczywistości sprzed 1990 r., było oczywiste, że Polska Rzeczpospolita Ludowa jest rządzona niepodzielnie przez partię, że jest ona właścicielem całego majątku znajdującego się na terytorium PRL. Własność prywatna była z punktu widzenia ideologicznego jedynie pojęciem wyjątkowym i przede wszystkim czasowym: miała zaniknąć z chwilą wspięcia się państwa i społeczeństwa na etap wyższy niż socjalistyczny - do komunizmu. Można zatem uznać, iż majątek państwowy w PRL był w całości majątkiem partyjnym. Przynajmniej w sensie ekonomicznym.

Partia czerpała zupełnie dowolnie ze środków majątkowych znajdujących się na terenie PRL. W pierwszym okresie najważniejsze było pozyskanie nieruchomości, w których pomieściłyby się siedziby komitetów partyjnych. Wobec powojennych realiów nie było z tym najmniejszych problemów. Na tak zwanych "ziemiach odzyskanych" korzystano z mienia poniemieckiego, na terenach przedwojennej Polski dużo było nieruchomości pożydowskich lub należących do klas, które miały zostać wyeliminowane: bogatego mieszczaństwa i kupiectwa.

Budynki wraz z wyposażeniem przejmowano najczęściej bez żadnego postępowania prawnego, gdyż żaden z przepisów nacjonalizacyjnych wydanych w latach 1944-1947 (ani później do 1990 r.) nie przewidywał wywłaszczenia majątku na rzecz partii, a dotychczasowi właściciele nie otrzymywali żadnego dokumentu. Uznawano, że powinni być szczęśliwi, iż wywłaszczenie nie było jednoznaczne z aresztowaniem. Do 1990 r. partia dysponowała 1900 nieruchomościami użytkowanymi najczęściej bez żadnego tytułu prawnego (jedynie budynek komitetu centralnego w Warszawie wybudowano z "dobrowolnych" składek społeczeństwa). Były to najczęściej budynki położone w ścisłych centrach miast, przy głównych ulicach lub w bardzo atrakcyjnych miejscowościach turystycznych.

Nieruchomości te najczęściej nie miały założonych ksiąg wieczystych, chociaż zdarzało się, iż w istniejącej księdze wieczystej wpisani byli jeszcze "przez zapomnienie" poprzedni właściciele. W kilku przypadkach jako właściciel w księdze wieczystej wpisana była PZPR, mimo iż nie miała osobowości prawnej. Świadczyło to o tym, że ówczesna władza nie przywiązywała większego znaczenia do dbałości o stan prawny. Było to poniekąd zrozumiałe: wszak mienie państwowe było mieniem partyjnym. Nigdy nie próbowano (nawet po 1990 r.) choćby ogólnie oszacować wartości nieruchomości posiadanych przez partię. Zostały one po 1990 r. odzyskane przez państwo, często po długich procesach sądowych, które trwały całą dekadę lat dziewięćdziesiątych.

Każda nieruchomość była w pełni wyposażona zarówno pod względem biurowym, jak i rekreacyjnym. Komitety korzystały z pokaźnych parków samochodowych. Rzeczy ruchome zostały częściowo odzyskane przez władze lokalne, a częściowo zabrane "na pamiątkę" przez odchodzących po 1990 r. funkcjonariuszy partyjnych. Samochody (polonezy, duże fiaty, lancie) były do połowy lat 90. eksploatowane przez prominentnych działaczy SdRP, a następnie odzyskiwane przez państwo, najczęściej w stanie całkowitej ruiny.

Rzeczy ruchome w pierwszym okresie istnienia partii pochodziły głównie z nieformalnych konfiskat i wywłaszczeń. Później źródłem ich pochodzenia były przede wszystkim subwencje państwa.

Również w przypadku ruchomości nikt nigdy nie oszacował ich wartości. Możemy jedynie spróbować wyobrazić sobie pełne wyposażenie niemal dwóch tysięcy budynków oraz samochody zapewniające mobilność kilkudziesięciu tysiącom etatowych pracowników partii.

Pieniądze z subwencji, składek i... włamań

PZPR posiadała także środki pieniężne. Pieniądze w walucie polskiej były lokowane najczęściej na rachunkach bankowych prowadzonych dla komitetów partyjnych. W większości przeznaczone były na bieżącą działalność partyjną oraz na wynagrodzenia. Środki te częściowo (ok. 20 proc.) pochodziły ze składek członkowskich, ale nade wszystko z różnego rodzaju subwencji państwowych, takich jak bezpośrednie wypłaty z budżetu, pożyczki z NBP, które następnie były umarzane, stuprocentowe ulgi w składkach na ZUS od wynagrodzeń pracowniczych aparatu partyjnego, bezpłatna praca żołnierzy służby zasadniczej, czyny partyjne.

Były także inne źródła pozyskiwania pieniędzy. Podczas kwerendy w Archiwum Akt Nowych w poszukiwaniu zachowanych dokumentów dotyczących środków finansowych, natrafiłem na teczkę ze szczątkowymi dokumentami zatytułowaną "Akcja Żelazo". W połowie lat sześćdziesiątych grupa kryminalistów i funkcjonariuszy MSW dokonywała napadów na sklepy jubilerskie w RFN, a zrabowane precjoza i pieniądze przywoziła za pomocą poczty dyplomatycznej do Polski. Być może większość łupów przekazywana była na cele działalności operacyjnej MSW, lecz przypuszczać należy, iż ich część otrzymała PZPR.

Partia poza środkami finansowymi lokowanymi w polskich złotych posiadała także środki dewizowe. Wiadomo na pewno, że w 1989 r. z NBP przekazano na rachunki bankowe w Nowym Jorku 225 tys. dolarów amerykańskich, natomiast na rachunkach prowadzonych w polskich bankach partia posiadała 1 450 tys. dolarów i 20 mln franków szwajcarskich. Pieniądze te w całości zostały zawłaszczone na początku 1990 r. przez SdRP, działającą poprzez Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Wiesława Huszczę. W pierwszych miesiącach 1990 r. rozpoczęło się masowe wyprowadzanie środków pieniężnych z kont PZPR. Pieniądze te były wypłacane przez byłych funkcjonariuszy PZPR, którzy na przełomie stycznia i lutego 1990 r. zostali członkami SdRP. Przelewane były na własne konta, na konta SdRP lub przeznaczane na działalność gospodarczą "zaprzyjaźnionych" podmiotów gospodarczych lub też na rachunek depozytowy adwokata Mirosława Brycha. Pieniędzy tych nigdy Skarb Państwa nie odzyskał. Najprawdopodobniej nadal krążą w gospodarce, w podmiotach zaprzyjaźnionych z osobami, które je wówczas zawłaszczyły.

O powiązaniu organów partii z aparatem bezpieczeństwa i bankami na przełomie lat 80. i 90. świadczy fakt, iż pewien funkcjonariusz MSW w 1988 r. został szefem Wydziału Zagranicznego KC PZPR (w którego kompetencji były lokaty finansowe zgromadzone na zagranicznych rachunkach bankowych) i w ramach swojej funkcji lokował te środki finansowe w "bezpiecznych" bankach, np. w Nowym Jorku czy Pekinie oraz w X Oddziale PKO BP w Warszawie. Następnie, po rozwiązaniu PZPR w styczniu 1990 r., został dyrektorem tegoż Oddziału i wypłacał ulokowane tam środki działaczom SdRP.

Sprawa "pożyczki moskiewskiej"

W styczniu 1990 r. pomiędzy PZPR a KPZR doszło do zdarzenia finansowego zwanego "moskiewską pożyczką". Nie są znane na razie żadne szczegóły tej transakcji, nie wiadomo nawet, czy był to element finansowania wasalnej PZPR w jej schyłkowym okresie przez suwerena KPZR, czy też wręcz odwrotnie. Jesienią 1990 r. doszło do przekazania przez Leszka Millera - przy pomocy radzieckich służb specjalnych - 600 tys. dolarów zwierzchnikom w Moskwie. Według oficjalnej wersji w styczniu 1990 r., na prośbę Mieczysława Rakowskiego skierowaną do Michaiła Gorbaczowa, KPZR przekazała PZPR pożyczkę w kwocie 1 232 tys. dolarów i 500 mld złotych. Celem pożyczki miało być sfinansowanie zjazdu założycielskiego SdRP, działalności dziennika "Trybuna" oraz zaprzyjaźnionych podmiotów gospodarczych. Należy pamiętać, że w tym czasie PZPR i SdRP dysponowały wystarczającymi środkami pieniężnymi zdeponowanymi w polskich i zagranicznych bankach. Około 600 tys. dolarów zostało zwrócone przez Rakowskiego i Millera w prywatnym mieszkaniu. Pieniądze znajdowały się w plastikowej torbie. Oczywiście nikt z obecnych nie zadbał o uzyskanie obowiązującego wówczas zezwolenia dewizowego. Pieniądze były przekazywane oficerom KGB w mieszkaniu Władimira Ałganowa. Być może był to nie zwrot pożyczki, ale udziału radzieckiego majątku PZPR lub zapłata należnego haraczu.

Sprawa karna została umorzona zaraz po zwycięstwie SdRP w wyborach w 1993 r. i nigdy do końca nie została wyjaśniona. Wskazuje ona widocznie, że wiodąca siła narodu zarówno na początku swojej działalności, jak i na samym jego końcu była ściśle - wręcz organicznie - powiązana z radziecką centralą.

RSW Prasa-Książka-Ruch

Przez cały okres istnienia PRL partia była właścicielem potężnego przedsiębiorstwa: Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa-Książka-Ruch. Był to największy koncern wydawniczy w naszej części Europy. Prowadził działalność wydawniczą, poligraficzną, kolportażową, handlową, a nawet kulturalno-oświatową. Posiadał własne placówki naukowo-badawcze. Na szeroką skalę RSW prowadziła działalność socjalną, wykorzystując będące w jej władaniu obiekty wczasowe, wypoczynkowe, rekreacyjne, szkoleniowe czy domy pracy twórczej. Była to organizacja o charakterze totalnym: wytwarzała swoje produkty, zajmowała się ich dystrybucją oraz zbytem. Do RSW należało 90 proc. rynku wydawniczego prasy (45 gazet codziennych, 235 czasopism, miała 7 wydawnictw i agencji książkowych), była monopolistą w dziedzinie druku i kolportażu. Wydawała książki, prasę, kalendarze, pocztówki, reprodukcje dzieł sztuki, płyty, kasety z muzyką, kasety wideo. Jedynym właścicielem i beneficjentem dochodów koncernu była PZPR.

Pod koniec swojej działalności, tj. od roku 1988, PZPR część wolnych środków finansowych zainwestowała w działalność gospodarczą. Wśród istniejących do chwili obecnej podmiotów gospodarczych beneficjentami PZPR były: Bank Inicjatyw Gospodarczych (czyli Bank Millennium), wydawnictwo MUZA SA, a przede wszystkim Agencja Gospodarcza i Transakcja, czyli spółki-

-matki wielu obecnie działających podmiotów gospodarczych. Jest to jednak już historia nie samej PZPR, lecz transformacji ustrojowej i gospodarczej po 1990 r.

ARNOŚT BEĆKA jest adwokatem, specjalistą od spraw cywilnych i gospodarczych, jednym z byłych likwidatorów majątku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]