Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Inna strona świata

Inna strona świata

17.01.2012
Czyta się kilka minut
W zatłoczonej redakcji jego biurko stało w pokoju przejściowym, tuż przy drzwiach. Nic mu to nie przeszkadzało. Pisał od razu na maszynie, w takim skupieniu, jakby był w celi klasztornej. A w chwilach wolnych między następnym artykułem a odpowiedzią na listy, którymi czytelnicy go zasypywali, i jeśli nie spierał się akurat o tekst zatwierdzany do druku, pieczołowicie dostrajał następny gadżet kolejnego hobby (modele samolotów bojowych, jajeczka ptaków, których wędrówki śledził razem z synem...).
T

Tadeusz otworzył sobie świat podróży wcześniej niż wielu z nas, tylko w inną stronę. Nie spoglądał z buntem w kierunku żelaznej kurtyny, kraje Zachodu wydawały mu się obojętne (a przecież był nie tylko partyzantem i technikiem, był historykiem sztuki po UJ). Zaczął wracać do swojego Lwowa, ledwie pojawiła się możliwość uzyskiwania zaproszeń, na które wystawiano łaskawie paszport. Oczywiście nie brał pod uwagę, że „wolno” jechać dokładnie tam tylko, skąd przyszło zaproszenie. W byle ciuchach, by nie rzucać się w oczy, lądował u przyjaciół, którzy go zaprosili, i stamtąd robił wypady w lokalnym towarzystwie, od jednego polskiego domu do drugiego, wspierając się językiem, którym mówił jak własnym. Tak zjeździł całe Podole. Nie mógł powstać z tego ani jeden reportaż, to oczywiste, ale zaczęli w redakcji pojawiać się goście „stamtąd”, tamtejsi, ci, którzy przetrwali, a teraz nareszcie pomału też przekraczali zasieki. Czasem Tadeusz się skarżył, że za mało się nimi zajmujemy – i na pewno miał rację.

Na zachodnie atrakcje patrzył z rodzajem lekceważącego pobłażania. Irytowały go „nowinki liturgiczne”, traktowane z nadmiernym nabożeństwem. Miał wyjątkową wrażliwość na to, co istotne, i na to, co może być tylko frazeologicznym, powierzchownym zafascynowaniem. Nie znosił również moralizowania. Korespondując i rozmawiając z czytelnikami o historii zbawienia, nie naruszał nigdy poczucia tajemnicy i tak bezwzględnie koniecznej surowej prostoty słowa. „Pouczanie” z pozycji mądrzejszego, a już w żadnym razie posiadacza całej prawdy, nie mieściło się w żaden sposób w jego pisarskim zawodzie (chciałam napisać: powołaniu, ale tego słowa też by pewnie Tadeusz nie zaakceptował).

W „Tygodniku” był całą instytucją. Żal, że w porę nie powstała z nim rozmowa-rzeka o jego życiu i dziele, gatunek książki dzisiaj przecież tak modny. Żal, że to już „czas zaprzeszły dokonany”, a archiwa w niewiadomych rękach.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, publicystka, felietonistka, była posłanka. Od 1948 r. związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, gdzie do 2008 r. pełniła funkcję zastępczyni redaktora naczelnego, a do 2012 r....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]