Reklama

Idą Szwedzi!

Idą Szwedzi!

06.12.2007
Czyta się kilka minut
Bez hałasu, niepoprzedzeni fanfarami, przyszli Szwedzi. Do mebli na "I, do samochodów na "V i banku na "N dołączył nowy szwedzki specjał - książki na "Z - wydawane przez oficynę Zakamarki. Naprawdę wydawnictwo nazywa się Rabén Sjögren, ale kto by to wymówił. Oficyna, w której wydawała własne, a także redagowała cudze książki sama Astrid Lindgren, teraz wypuściła polski "pączek pod swojsko brzmiącą nazwą. Ładne dziewięciopalczaste logo przypomina niewprawną robótkę na drutach - szalikorękawiczki z oczkiem.
G

Geneza wydawnictwa jest nietypowa. Pewna Kasia - absolwentka skandynawistyki o wyglądzie nastolatki - wymarzyła sobie, że będzie wydawała w Polsce szwedzkie książki dla dzieci we własnym tłumaczeniu. Z tą intencją zaczęła bombardować Szwedów prośbami o odsprzedaż praw autorskich. Pieniędzy w śwince miała raptem na jeden tytuł, ale była dobrej myśli. Wydawnictwo zwlekało z odpowiedzią, po czym nagle zaoferowało Kasi Skalskiej rolę szefowej Zakamarków - szwedzko-polskiego przedsięwzięcia.

Niebawem w księgarniach pojawiła się przeznaczona dla dzieci fabularyzowana biografia Astrid Lindgren, a zaraz potem obrazkowe książki o Pippi, Emilu i Lotcie. Zakamarki spolszczyły także znaną wszystkim szwedzkim dzieciom kapitalną serię o Maksie dla pampersowych maluchów (autorstwa Barbro Lindgren i ilustratorki Evy Eriksson) i autorskie książki Pii Lindenbaum - najciekawszej bodaj młodej twórczyni dla dzieci na tamtejszym rynku, wyróżnionej prestiżową Nagrodą im. Augusta (szwedzka Nike).

Zakamarki pociągnęły również edycję książek z ilustracjami Svena Nordqvista, zapoczątkowaną przez Media Rodzinę. Do kota Findusa i staruszka Pettsona - najpopularniejszych bohaterów stworzonych przez tego grafika - dołączyła ekscentryczna krowa Mama Mu i jej kumpel Pan Wrona. Tym razem Nordqvist swoim piórkiem partneruje pisarskiej parze - Jujji i Tomasowi Wieslanderom. Tak wygląda dzisiejszy urobek młodej oficyny - 10 tytułów, same pewniaki, przetestowane uprzednio na małych Szwedach. A to dopiero początek.

Astrid dla najmłodszych

Świadomość dorosłego i bezkompromisowa szczerość dziecka - ten rzadki miks był cechą Astrid Lindgren. Uniwersalna jak Shakespeare, zadartonosa babcia ze Sztokholmu, tłumaczona na przeszło 90 języków (!!!) - skąd się wzięła? W jej biografii z czasów dzieciństwa szukamy recepty na talent. I tego magicznego momentu, kiedy w dziewczynce kiełkuje przyszła pisarka.

Kto powiedział, że biografie nie są dla dzieci? Ależ są. Tyle tylko, że trzeba im nadać formę książki z obrazkami i z wiarygodnym, atrakcyjnym bohaterem. Takie świetne biografie obrazkowe Darwina i Galileusza napisał (i narysował) w swoim czasie amerykański Czech Petr Sis. Taka jest też biografia "Przygody Astrid - zanim została Astrid Lindgren" autorstwa Christiny Björk. Opowieść o niesfornej dziewczynce, która właziła na najwyższe drzewa, o jej wybrykach, rodzicach, rodzeństwie, przyjaciółkach - a wszystko hojnie zilustrowane (z ulubionymi przez dzieci detalami) pędzlem Evy Eriksson.

Zdjęcia rodzinne Lindgrenów, mapy, scenki z życia domowego, nawet zabawki Astrid, przemieszano tu z epizodami wyjętymi z książek pisarki i z ilustracjami do nich. Dzieciństwo realne przechodzi płynnie w swój literacki odpowiednik - w dzieciństwo Pippi, Emila, Madiki, dzieci z Bullerbyn... Mały czytelnik widzi wyraźnie, jak życie stało się tworzywem, z którego Astrid ulepiła swoich bohaterów. Pyszna książka - niechby w ślad za nią pojawiły się podobne biografie.

Kolejne trzy tytuły: "Ach, ten Emil", "Czy znasz Pippi Pończoszankę?" i "Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze" - to wersje obrazkowe bestsellerów Astrid. Kiedy pojawił się pomysł stworzenia takich bogato ilustrowanych książek z niewielką ilością tekstu (dla przedszkolaków), pisarka zaprosiła do współpracy trójkę ulubionych grafików. Ich rysunki przywarły do tekstu, tworząc nierozerwalną całość. I tak jak Ernest Shepard stał się syjamskim bratem Milne'a w "Kubusiu Puchatku", tak Szwedzi nie wyobrażają sobie innej Pippi niż narysowana przed przeszło półwieczem przez Ingrid Vang Nyman. Podobnie wizerunki Emila autorstwa Björna Berga i Lotty w interpretacji Ilon Wikland stały się "kanoniczne". Ktokolwiek zechce podważyć ten autorski wybór, będzie miał przeciwko sobie 9 milionów Szwedów. Pod dyktando pisarki powstały piękne książki obrazkowe - w Szwecji wydane za jej życia, teraz spolszczone, ku naszej wielkiej satysfakcji.

Otucha bez morału

Na osobną wzmiankę zasługuje Pija Lindenbaum - inteligentna i równie jak Astrid niestandardowa autorka i ilustratorka. Jej obrazkowe książki (dla dzieciaków w wieku 3-9 lat) są na pozór "grzeczne". Rysunek - bardzo zręczny, czytelny i przyjazny zarazem, nie znamionuje żadnych prowokacji. Fabuła prosta, tekst esencjonalny, na pozór - opowiastka jak inne. Ale każda książka zawiera "haczyk" - pewne zaszyfrowane sygnały, czytelne dla dorosłego, a poddane pod intuicyjny osąd dziecka. Nic tu nie jest wywalone kawa na ławę, daremnie szukać podkreślonego wężykiem morału.

Nagrodzona w Szwecji Augustem "Nusia i wilki" to pierwsza z serii książek o zalęknionej dziewczynce, która zaprzyjaźnia się z wilczym stadem. W przedszkolu mała outsiderka stroni od ryzykownych zabaw. Nie wdrapuje się na dach szopy, nie głaszcze cudzych psów. Aż do dnia, kiedy podczas wycieczki gubi się w lesie i staje oko w oko z gromadą wilków. I oto nieśmiała i zahukana Nusia okazuje się nieustraszoną przedszkolanką dla swoich drapieżnych podopiecznych. Wymyśla im coraz to nowe konkurencje, rozśmiesza, pociesza i drapie za uchem. Noc spędza wtulona w wilcze futro. Nazajutrz wraca do przedszkola odmieniona.

Bez gadulstwa, pouczania i morałów Pija Lindenbaum za pośrednictwem Nusi napełnia otuchą serca tchórzliwych dzieci. Jak sama mówi - Nusia to de facto autoportret, a po trosze także portret jej córki, jako że obie są nieśmiałe i bojaźliwe z natury. Pija jest także autorką książki (nie mamy jej jeszcze po polsku) "Kiedy mama ?kego wszystko zapomniała" - o matce, która przeżywa załamanie nerwowe. Depresję i psychozę autorka książki pokazuje żartobliwie i metaforycznie zarazem - ku zdumieniu synka, mama zamienia się w różową smoczycę. Zdezorientowana, w papuciach i rozchełstanym szlafroku snuje się po domu, szuka pomocy u lekarza, wybiega na ulicę... Dziecko patrzy na tę przemianę w osłupieniu. Na koniec mama-smoczyca zwija się w kłębek na dywaniku w domu babci, by wkrótce powrócić do swej zwyczajnej postaci.

Pisarka i ilustratorka w jednym, ma swoje graficzne i literackie sztuczki, z pomocą których rozbraja każdy ryzykowny temat. Mądrze sygnalizuje problem kobiecych i męskich ("dziewczyńskich" i "chłopackich") ról, taktownie poddając pod osąd dziecka stereotypy płci. Na kontrowersyjne książki Pii (kontrowersyjne dla nas, bo nie dla Szwedów) będziemy musieli jeszcze poczekać. Niebawem polska premiera książki o "Zidance" - małej dziewczynce, która przeżywa piekło zazdrości o ukochanego wujka. Wujek, ku irytacji dziecka, ma nieodstępnego przyjaciela...

Krowa-rebeliantka

Na koniec przyjrzyjmy się "Mamie Mu". Niezmiennie skora do eksperymentów i ryzykownych sportów, wciąga w karkołomne zabawy swojego koleżkę Pana Wronę, który uosabia mieszczański umiar i co-sobie--ludzie-pomyślą. Początkowo zgorszony

i sceptyczny, Pan Wrona zawsze na koniec ulega namowom przyjaciółki, po czym - czy to na huśtawce, czy na sankach - dokonują zuchwałych wyczynów. Zabawne dialogi i absurdalny koncept, aby z krowy zrobić awanturnicę - rozstrzygają o wdzięku tych książek. Fabuła Jujji i Tomasa Wieslanderów, nieodparcie śmieszna, zyskuje po dwakroć dzięki sprawności ilustratora. Sven Nordqvist z brawurową swobodą rysuje krowę w każdej anatomicznej sytuacji. Czy to fikająca kozły, czy balansująca na huśtawce, Mama Mu pozostaje mleczną mećką.

O ile w ilustracji Francuzi nadal nie mają konkurentów, o tyle w literaturze dla dzieci Szwedzi i Brytyjczycy wiodą prym. Książki skandynawskie mają przy tym rozpoznawalny styl - są swojskie, prostolinijne

i dowcipne, a równocześnie wychowujące niepostrzeżenie, w wolny od protekcjonalizmu sposób. Autorzy jakby przycupnęli na przedszkolnych krzesełkach i z tej perspektywy mówili do swojego usmarkanego czytelnika - wyzbywszy się zawczasu wyniosłej mamracji.

Dlatego z satysfakcją anonsuję nową na naszym rynku wydawniczym markę. Obiecujące szwedzko-polskie przedsięwzięcie, ku pożytkowi dzieci.

  • Christina Björk, "Przygody Astrid - zanim została Astrid Lindgren", il. Eva Eriksson,przeł. Hanna Dymel-Trzebiatowska;
  • Astrid Lindgren, "Czy znasz Pippi Pończoszankę?", il. Ingrid Vang Nyman, przeł. Anna Węgleńska;
  • Astrid Lindgren, "Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze", il. Ilon Wikland, przeł. Anna Węgleńska;
  • Astrid Lindgren, "Ach, ten Emil!", il. Björn Berg, przeł. Anna Węgleńska; Pija Lindenbaum, "Nusia i wilki", przeł. Katarzyna Skalska;
  • Jujja Wieslander, Tomas Wieslander, "Mama Mu na huśtawce"; "Mama Mu na sankach", il. Sven Nordqvist, przeł. Michał Wronek-Piotrowski;
  • Barbro Lindgren, "Miś Maksa"; "Ciastko Maksa"; "Miska Maksa", il. Eva Eriksson, przeł. Katarzyna Skalska; wszystkie książki: Poznań 2007, Wydawnictwo Zakamarki.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]