Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Historia na ulicy

Historia na ulicy

27.03.2007
Czyta się kilka minut
Miałam tu pisać o literaturze kobiecej. Najlepiej o takich książkach, po jakie redaktor ani czytelnik "TP" raczej nie sięgnie. Przeczytałam setki powieści i powieścideł, podręczników i poradników. Czy stałam się dzięki nim lepsza? Mądrzejsza? Nie sądzę. Ile z przeczytanych lektur zapamiętałam? Niewiele. Ostatnio kupionej powieści zapewne jednak nie zapomnę.
"

"Miłość jest straszna" Amandy Filipacchi to "dynamiczna i surrealistyczna farsa seksualna o strachu, uwodzeniu i wzajemnym nękaniu się na Manhattanie (...), po części komedia z dreszczykiem, po części traktat filozoficzny na temat obłędu miłości". Główna bohaterka Lynn jest "smukła i bezwłosa, pomijając stosowne miejsca". "Ludzie, którzy nie ubierali się skrajnie, nazywali jej styl eleganckim albo klasycznym". Ma poważne problemy, bo na nic nie ma ochoty. W dodatku prześladuje ją pewien mężczyzna. Przyjaciółka martwi się: "On cię tak molestuje od tygodnia. Czy nie powinnyśmy bardziej panikować?". Inna raz "przysiadła półgębkiem na biurku Lynn", zastanawiając się: "A gdybyś tak zainteresowała się czymś, co nie jest związane z tobą, na przykład innym człowiekiem?".

Kiedy dobrnęłam z mozołem do dwudziestej piątej strony, pomyślałam: "Jesteśmy w Unii i w Nacie. To nie może być dłużej ciągnione", a "seksualna farsa" wpadła mi z hukiem za łóżko. Leży tam do dziś, a ja się zastanawiam, dlaczego w dobrym i ambitnym wydawnictwie zabrakło redaktora, który nie pozwoliłby na publikowanie równie bełkotliwych zdań? A ponieważ od dłuższego czasu, ilekroć włączę telewizor lub sięgnę po gazetę, natychmiast oblepia mnie bełkot, postanowiłam w ramach ochrony własnego zdrowia psychicznego zająć się książką, która mnie naprawdę interesuje.

***

"Zamieszki, ekscesy i demonstracje w Krakowie 1918-1939" Tomasza Marszałkowskiego to lektura fascynująca - kryminał, a zaraz powieść obyczajowa. Chronologiczny zapis zdarzeń, których świadkami były krakowskie ulice i place, powstał w oparciu o artykuły prasowe, pamiętniki, a przede wszystkim dokumenty z archiwów.

Marszałkowski, absolwent nauk politycznych UJ, dziś oficer policji, w zasadzie powstrzymuje się od komentarza. Wyjątek stanowi opis strajku powszechnego w 1923 r. - bardzo szczegółowy, a przez to przejmujący. Autor, specjalista od policyjnych działań operacyjnych, w tym przypadku dokładnie analizuje wydane wówczas zarządzenia, wykazując, że większość z nich była niewłaściwa. W ogóle dba o detale, co sprawia, że jego opowieści są niezwykle plastyczne. Choćby opis zamieszek, do jakich doszło w Krakowie latem 1919 r. z powodu braku chleba i innych produktów żywnościowych.

4 sierpnia "grupa licząca około 100 osób udała się o godzinie 20.00 pod kawiarnię »Esplanada« na rogu ul. Krupniczej i Podwale, gdzie wtargnęła do środka, szukając prezydenta miasta Jana Kantego Fedorowicza. Prezydenta nie było, więc demonstrantki zażądały podania sobie jedzenia i picia. Właściciel kawiarni, Karol Wołkowski, chcąc uniknąć zdemolowania lokalu, polecił wydać kolację dla 70 osób. Po zjedzeniu kolacji tłum dobrowolnie opuścił lokal". Następnego dnia o godzinie 9.00 grupa demonstrantów zjawiła się w kawiarni Centralnej przy ul. Dunajewskiego, domagając się wydania śniadania. Właściciel odmówił, więc demonstranci poszli znów do Esplanady. Tym razem Wołkowski nie zgodził się ich nakarmić. "Tłum nie rezygnował i koło południa doszło do najścia na restaurację Polonia przy pl. Szczepańskim, gdzie grupa kobiet i wyrostków wymusiła na właścicielu wydanie im obiadu. Gdy kierownik sali Mieczysław Orchel rozdawał bigos myśliwski, niektórzy »goście« obrzucali go ziemniakami po plecach i po głowie, mówiąc »ziemniaki jedz sobie sam«".

Niektóre opowieści brzmią bardzo tajemniczo. Oto 22 czerwca 1920 r. "po mieście rozeszła się wiadomość, że w klinice ginekologicznej 10-letnia Żydówka urodziła »potwora z rogami, kopytkami i ogonkiem«, słowem »diabełka«! Osesek ów o »pyszczku młodego cielęcia« miał być przywiązany łańcuchem w sali na parterze kliniki, gdzie »bódł i brykał«. Według innej, równie wiarygodnej wersji, zaraz po urodzeniu usiłowano ochrzcić »diabełka« w kościele św. Mikołaja, ale wówczas błyskawica rozdarła obłoki, przeleciała nad wieżą kościelną, świątynia zatrzęsła się w posadach, księdzu zaś wypadło z ręki kropidło". 24 czerwca pod kliniką nadal gromadzili się ludzie. "Wśród tysięcznych tłumów można było zauważyć eleganckie panie, które przysięgały, że widziały »diabełka« za opłatą 40 marek". Po południu tłum "rozrósł się do niebywałych rozmiarów", a zgromadzeni zaczęli się awanturować. "Zaczęły padać okrzyki: »Puść nas pan do diabła« (...). Nie pomogły tłumaczenia, że w XX wieku diabły się nie rodzą". Tłum rozszedł się dopiero w nocy, a następnego dnia rano szturm się powtórzył; tym razem "więcej było włościan, gdyż wieść o narodzinach rozeszła się już poza miasto, czego dowodem były liczne pielgrzymki z dalszych i bliższych okolic Krakowa, szczególnie z Rakowic i Krzeszowic". Dopiero "zdecydowana interwencja policji oraz wykpienie w prasie całej historii rozładowało sytuację".

Skąd się wzięła plotka o narodzinach diabełka? Nie wiadomo. Takich dziwnych historyjek jest w książce więcej. Oto

15 maja 1921 r. "na Plantach naprzeciwko Teatru im. Juliusza Słowackiego o godz. 18, gdy alejkami spacerowały tłumy krakowian, wachmistrz 8 pułku ułanów »dawał publicznie folgę swoim zbydlęconym instynktom, w sposób tak drastyczny, że usuwa się wprost spod opisu«. Gdy interwencję w stosunku do podoficera podjęli policjanci, chcąc odprowadzić go na odwach, w jego obronie wystąpił tłum żołnierzy i kobiet, przeważnie służących domowych. Powstało olbrzymie zbiegowisko. Policjanci zostali zaatakowani i pobici. Część publiczności zwróciła się do przechodzącego oficera o interwencję. Ten jednak odparł: »A niech go zatłuką«. Chodziło o konnego policjanta ściągniętego na ziemię i pobitego". Nie umiem sobie wyobrazić, jakim zbydlęconym instynktom dawał folgę ów wachmistrz i dlaczego tłum mimo jego "drastycznego" zachowania bronił go przed policją, ale przechodząc teraz obok Teatru im. Słowackiego będę zapewne na ten temat rozmyślać.

Przytoczyłam opisy zdarzeń dość banalnych i zabawnych, bo to przecież "pamiętnik gospodyni". Ale książka Marszałkowskiego, opowiadająca historię Dwudziestolecia w Krakowie poprzez "zamieszki, ekscesy i demonstracje", wcale nie jest zabawna. Raczej wstrząsająca. Swoje poglądy manifestowały na ulicach wszystkie partie polityczne. Nierzadko dochodziło do bijatyk. Częste były napaści na ludność żydowską. Bywały lata, w których nieomal co tydzień dochodziło w mieście do różnego rodzaju rozruchów, czasem krwawych.

"Jednak mimo wszystko - zauważa autor - Kraków posiadał swoją specyfikę. Niejednokrotnie działacze polityczni i inwigilujący ich agenci policyjni znali się jeszcze z czasów austriackich, co powodowało pewne »złagodzenie obyczajów«". Bolesław Drobner, wspominając swoje zatrzymanie w Fordonie (na terenie byłej Kongresówki), zauważył: "Do sali po wiecu NSPP wkroczyło 8 wywiadowców z rewolwerami. Przypomniałem sobie aresztowania w Krakowie. Tam była idylla. Bez rewolwerów, zawsze z pełnymi rewerencjami". Ciekawa jestem, czy gdyby Tomasz Marszałkowski - skądinąd współautor książki "Walki uliczne w PRL" - opisał też wszystkie manifestacje uliczne z okresu III RP, byłaby to lektura równie fascynująca?

  • Amanda Filipacchi, "Miłość jest straszna", przeł. Katarzyna Karłowska, Poznań 2007, Dom Wydawniczy Rebis, seria "Jej portret";
  • Tomasz Marszałkowski, "Zamieszki, ekscesy i demonstracje w Krakowie 1918-1939", Kraków 2007, Wydawnictwo Arcana.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]