Reklama

Helmut Kohl: wielkość i słabość

Helmut Kohl: wielkość i słabość

19.06.2017
Czyta się kilka minut
Gdyby w latach 1989–1990 kanclerzem Niemiec nie był Helmut Kohl, historia mogłaby potoczyć się inaczej.
Obraz z wizerunkiem Helmuta Kohla na wystawie w Berlinie. Fot: AFP PHOTO / John MACDOUGALL/EastNews
G

Gdy jesienią 1998 r. oddawał urząd kanclerza Niemiec (po 16 latach rządów) oraz urząd przewodniczącego chadeckiej partii CDU (po 25 latach sprawowania tej funkcji), powszechne było poczucie, że kończy się epoka.

Nie tylko dlatego, że Helmut Kohl odchodził z niezwykle bogatym bilansem politycznym. Również dlatego, że był to bilans szczególny. Przyszło mu ponosić odpowiedzialność za moderowanie naprawdę wielkiego wyzwania, jakie pojawiło się – musiało się pojawić – wraz z upadkiem komunizmu i bloku wschodniego: przeprowadzenie zjednoczenia obu części podzielonych po 1945 r. Niemiec w sposób możliwie stabilny, tak aby nie doszło do chaosu w NRD, aby Niemcy Zachodnie udźwignęły to gospodarczo, finansowo i społecznie, oraz aby cały ten proces odbywał się jak najspokojniej z punktu widzenia polityki europejskiej i światowej.

I to mu się udało. Oczywiście, popełniał błędy. Ale jak na skalę problemów nie były one znaczące. Oczywiście, patrzył głównie na interes Niemiec, ale w końcu był przywódcą niemieckim. No i przecież nic wtedy nie było oczywiste i nic nie musiało potoczyć się tak, jak się potoczyło – w tamtym burzliwym roku, pomiędzy jesienią 1989 r., gdy zbuntowali się obywatele komunistycznej NRD, a jesienią 1990 r., gdy zjednoczenie sfinalizowało się politycznie (choć budowanie faktycznej jedności kraju miało trwać jeszcze długo, a w niektórych aspektach, np. socjalnym, trwa do dziś).

Gdy więc w 1998 r. przechodził na emeryturę, zdawało się, że można mu już stawiać pierwsze pomniki. Zresztą nie tylko za zjednoczenie Niemiec. Także za doprowadzenie do wycofania z byłej już NRD wojsk sowieckich/rosyjskich – wszak bez tego Europa Środkowa nie weszłaby nigdy do NATO. A także za otwarcie zachodnich struktur na wschód, sfinalizowane już później wejściem m.in. Polski do NATO w 1999 r. i do Unii w 2004 r. Oraz za moderowanie integracji Europy na zasadzie konsensu (choć o sposobie wprowadzania euro, na co miał przemożny wpływ, można dyskutować: akurat tu stawianie na konsens, oznaczające także przymykanie oczu, okazało się wątpliwe). No i wreszcie za utrzymanie w RFN silnej formacji chadeckiej jako wiodącej siły w polityce, łączącej w sobie komponenty konserwatywny, liberalny oraz socjalny, a także stanowiącej zaporę przed próbami utworzenia jakiejś skrajnie prawicowej formacji „na prawo” od CDU oraz CSU (jej bawarskiego, siostrzanego „klonu”).

Ale z pomnikami może być kłopot. Najpierw za sprawą afery z nielegalnymi datkami na CDU, które przyjmował. Upubliczniona już po tym, jak przestał być kanclerzem, sprawa ta długo zajmowała opinię publiczną i komisję śledczą Bundestagu, ujawniając brzydką partyjną „kuchnię”. Kohl przyznał się tutaj do winy i zapłacił wysoką grzywnę, choć stanowczo odmówił podania nazwisk donatorów. Bronił się także argumentem, że nie były to pieniądze na prywatne wydatki, ale na cele partyjne – w tym na wsparcie finansowe słabych struktur CDU we wschodnich landach, gdzie w tamtym czasie po władzę na szczeblu lokalnym sięgać chcieli postenerdowscy ekskomuniści, silni frustracjami społeczeństwa związanymi z kosztami zjednoczenia.

Jednak równie poważny wpływ na całościowy wizerunek „kanclerza jedności” – tym razem jako człowieka – miało samobójstwo żony Hannelore w 2001 r. (cierpiała na ciężką alergię, depresję i powracającą traumę, związaną ze zgwałceniem jej przez sowieckich żołnierzy w 1945 r.; miała wtedy 12 lat). Już po jej śmierci pojawiło się kilka książek o Hannelore i życiu prywatnym rodziny Kohlów (autorem jednej był syn Walter, skłócony z ojcem). Same w sobie nie miałyby one może aż takiego znaczenia (następca Kohla, kanclerz Gerhard Schröder, miał cztery żony). Rzecz w tym, że podawały w wątpliwość wizerunek Helmuta jako troskliwego męża i ojca, który on sam budował skrzętnie latami (byli małżeństwem od 1960 r.) i wykorzystywał publicznie. Także, a może zwłaszcza na początku: karierę zaczynał w mocno katolickim landzie Nadrenia-Palatynat, a premierem landu został w wieku 39 lat (bardzo młodo, jak na ówczesne standardy „republiki bońskiej” pod rządami wiekowego Adenauera).

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że gdyby w latach 1989–1990 kanclerzem Niemiec nie był Helmut Kohl, historia mogłaby potoczyć się inaczej. Oraz że, mimo kilku spraw spornych, również Polacy mają dość powodów, aby zachować go we wdzięcznej pamięci – zwłaszcza jako tego, który z autentycznym przekonaniem otworzył nam drzwi do instytucji Zachodu.

Helmut Kohl zmarł 16 czerwca 2017 r., w wieku 87 lat. 

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Ulrike Guérot, Grzegorz Szymanowski
Natalia Gorbaniewska, Małgorzata Nocuń, Andrzej Brzeziecki

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]