Francuski filozof: sekularyzacja postępuje, ale nie oznacza to zaniku potrzeb duchowych

Frédéric Lenoir: Duchowości nie można redukować do wymiaru religijnego. Materialista też może dotknąć sacrum.
Czyta się kilka minut
Medytacja Drogi Krzyżowej podczas obchodów Wielkiego Piątku w Bazylice Sacré Coeur. Paryż, 18 kwietnia 2025 r. // Fot. Telmo Pinto / Getty Images
Medytacja Drogi Krzyżowej podczas obchodów Wielkiego Piątku w bazylice Sacré Coeur. Paryż, 18 kwietnia 2025 r. // Fot. Telmo Pinto / Getty Images

SZYMON ŁUCYK: Opowie Pan o pierwszym zetknięciu z sacrum? Miał Pan wtedy osiem lat.

Frédéric Lenoir: Mieszkałem z rodzicami na wsi. W weekendy spacerowaliśmy po pobliskim lesie. Tego dnia był śnieg, przez oszronione drzewa przebijały się promienie słońca, i nagle obok mnie wzbił się w powietrze złocisty bażant. Rozpłakałem się z zachwytu. To było coś w rodzaju mistycznego doświadczenia. Pomyślałem, że harmonia świata nie może być dziełem przypadku. I że za stworzeniem świata stoi jakaś wyższa inteligencja, niczym stoicki Logos, który kieruje wszystkim.

Pojęcie sacrum kojarzy się z religią, świątyniami, kultem. Pan opisuje zachwyt, którego doświadczyć mogą wszyscy, wierzący lub nie.

Niemiecki badacz religii Rudolf Otto określił sacrum nie jako wierzenie, ale osobiste doświadczenie. Intymne i wstrząsające odczucie, którego każdy człowiek może doznać wobec piękna oraz tajemnic życia i świata. I ja rozumiem je w podobny sposób.

Tak pojmowane sacrum jest początkiem wszystkiego – źródłem duchowości i religii. Religie pojawiły się później od poczucia sacrum, żeby ustalić normy, razem przeżywać wiarę, tworzyć rytuały. Religie mają charakter wspólnotowy, w odróżnieniu od duchowości, która jest czymś indywidualnym.

Wychował się Pan w rodzinie chrześcijańskiej, ale potem poszedł raczej nietypową ścieżką duchową.

Chrześcijaństwo było przez długi czas jedyną religią, która mnie w ogóle nie interesowała. Wydawało mi się dogmatyczne i jednocześnie infantylne. Już jako nastolatek przeczytałem filozofów greckich, w tym „Ucztę” Platona, Marka Aureliusza, stoików... Potem pociągnął mnie Orient: w młodości pojechałem do Indii, spotkałem się z Dalajlamą, mieszkałem pół roku w aśramie.

Ewangelię otworzyłem po raz pierwszy dopiero w wieku 19 lat. I przeżyłem duchowy wstrząs. Poraziła mnie postać Chrystusa. Nawróciłem się wtedy nie tyle na chrześcijaństwo i jego dogmaty, co na Ewangelię. W Indiach pracowałem w ośrodkach dla trędowatych Matki Teresy z Kalkuty. Chciałem dać swoje życie innym. Po powrocie do Francji wstąpiłem do katolickiego klasztoru w Burgundii, jednocześnie studiując filozofię.

Spędził Pan w zakonie trzy lata. Jak Pan wspomina ten czas?

Czułem, że przez modlitwy i medytację rozwijam relację z Chrystusem. Ale coraz bardziej przeszkadzało mi „klasyczne” podejście Kościoła: „Tylko my znamy prawdę, wszyscy inni błądzą”, „Joga i medytacja to zło”. Raziła mnie nietolerancja i pycha, daleka od przesłania Ewangelii.

Z dzisiejszej perspektywy myślę, że nie miałem powołania do życia monastycznego. Lubię ruch, spotkania z nowymi ludźmi, potrzebowałem życia uczuciowego. Po odejściu z klasztoru oddaliłem się od Kościoła i stałem się kimś w rodzaju chrześcijanina bez ziemi, czyli bez zakorzenienia w religijnej wspólnocie. Tak jest do dzisiaj.

Przez całe dorosłe życie zajmowałem się duchowością w różnych regionach świata: zrobiłem doktorat o buddyzmie, pasjonowałem się też Chinami i taoizmem.

W książce „Sacrum” twierdzi Pan, że człowiek od zawsze jest „homo spiritualis” – istotą duchową.

Książka jest owocem 35 lat zgłębiania tych kwestii. Starałem się opisać odyseję duchową ludzkości od czasów najdawniejszych. Freud twierdził, że wszystkie religie są złudnymi wierzeniami – rodzajem pluszaka, który ma pocieszyć człowieka przerażonego śmiercią i chaosem. Myślę, że się mylił, bo duchowość czy religia to przede wszystkim przeżycie, a nie akt wiary. Przyznaję rację Jungowi: ludzie o silnej duchowości przede wszystkim doświadczają czegoś wewnętrznie.

Kiedy czytałem Ewangelię, nie myślałem sobie: „o, to całkiem interesujące: Jezus, Syn Boży, wcielenie drugiej osoby Trójcy Świętej”, tylko płakałem. Byłem wstrząśnięty bezwarunkową miłością.

Tylko człowiek ma potrzebę nadania sensu swojemu życiu i stawiania sobie pytań: po co żyję, skąd przychodzę i gdzie zmierzam. Żadne inne zwierzę nie buduje świątyń. Inne gatunki uznają tylko to, co użyteczne. Natomiast Homo sapiens rozwinął funkcję symboliczną, w związku z czym zastanawia się nad tym, co niewidzialne, i próbuje się z tym światem skomunikować. Potwierdzają to współczesne badania mózgu.

Cytowany przez Pana filozof André Comte-Sponville pisze o „duchowości bez Boga”. Na czym ona polega?

Materialista, czyli ktoś niewierzący w nieśmiertelność duszy, może też doznawać sacrum: poczucia jedności swojego ja ze wszechświatem. Dlatego duchowość nie powinna być redukowana do wymiaru religijnego. Buddyzm i taoizm są przykładami duchowości bez wiary w osobowego Boga.

Jeśli dziś pojedzie pan do Kalifornii i zapyta mieszkańców: „Jaka jest wasza religia?”, większość z nich odpowie: „Nie jestem człowiekiem religijnym, tylko duchowym”. Co znaczy: „Nie wiem, czy wierzę w Boga, ale wierzę w coś, co mnie przekracza, staram się być lepszym człowiekiem, praktykuję medytację etc.”.

Taka świecka, a nawet ateistyczna duchowość, która odłączyła się od religii, zaczyna dominować w Europie.

Duchowość staje się jednak towarem na sprzedaż. Choćby w postaci kursów rozwoju osobistego.

Jako pierwszy przed komercjalizacją sfery duchowej ostrzegał w latach 70. buddyjski lama Chögyam Trungpa Ripocze. Zarzucał Europejczykom: „chodzicie do kościołów, interesujecie się kabałą, ćwiczycie jogę, ale w efekcie możecie wszystko ze sobą pomieszać. Chodzi wam o karmienie swojego ego, a nie wewnętrzną przemianę”. Ta krytyka jest trafna. Ale na pewno nie dotyczy wszystkich. We współczesnej ofercie duchowej jest wszystko – strona jasna i ciemna. Tak jak w katolicyzmie i innych tradycyjnych religiach.

Czy tradycyjne religie w Europie znikną pod naporem tych nowych form duchowości? Socjolodzy od dziesiątków lat mówią o sekularyzacji i indywidualizacji religii.

Nie należy tu mieszać pojęć. Sekularyzacja oznacza, że religia staje się sprawą prywatną: nie stanowi prawa ani nie organizuje życia społecznego. Dzisiaj tylko 5 proc. Francuzów przestrzega Wielkiego Postu, a na początku XX wieku robili to prawie wszyscy. W tym sensie w Europie Zachodniej sekularyzacja jest faktem.

Ale z tego nie wynika, że obserwujemy ogólny kres religijności. Przybiera ona inne niż dotąd formy. A poza naszym kontynentem tradycyjne religie rosną w siłę, gdyż często są czynnikiem tożsamościowego buntu przeciw innym cywilizacjom.

Ostatnio słychać głosy o renesansie katolicyzmu nad Sekwaną. W tym roku do chrztu przystąpiło 10 tys. dorosłych Francuzów, czyli 45 proc. więcej niż w roku ubiegłym.

W skali kraju to jednak minimalna zmiana. Od wielu dekad liczba chrzczonych dzieci we Francji spada, podobnie zresztą jak wskaźnik katolickich ślubów czy pogrzebów. I ta tendencja spadkowa jest nadal widoczna.

Natomiast nowym zjawiskiem, faktycznie interesującym, są dorośli, którzy nawracają się na katolicyzm. Ale powtórzę: socjologicznie rzecz biorąc 10 tys. ochrzczonych dorosłych to bardzo mało, jeśli zestawi się to z ogólnym trendem niechrzczenia dzieci. Nie można więc mówić o odwróceniu niekorzystnej dla Kościoła katolickiego tendencji.

A może chrześcijaństwo charyzmatyczne w wydaniu zielonoświątkowym lepiej pasuje do nowoczesności niż katolicyzm?

Prawdą jest, że więcej mieszkańców Francji nawraca się dziś na ewangelikalizm niż na katolicyzm. Myślę, że sukces tych wspólnot opiera się na trzech rzeczach. Po pierwsze, stawiają one na osobiste przeżycie, poczucie obecności Boga. Druga sprawa to ferwor emocjonalny. W czasie zielonoświątkowych nabożeństw tłum tańczy i śpiewa. Ciało i ruch mają ogromne znaczenie, inaczej niż w katolicyzmie. I wreszcie po trzecie: działa sieć solidarności, wzajemnej pomocy, nikt nie czuje się samotny. To wszystko przyciąga nowych wyznawców.

Autorytet Kościoła osłabiają też kolejne afery. We Francji upadają katolickie ikony, jak Jean Vanier czy abbé Pierre, oskarżeni o przestępstwa seksualne.

Znałem abbé Pierre’a dwadzieścia lat, napisałem z nim nawet książkę. Oskarżenia wobec niego były dla mnie wstrząsem. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie, że mógł dopuszczać się skandalicznych zachowań seksualnych.

Zawsze istniał rozziew między samym przesłaniem Chrystusa a osobami, które je głoszą. Wielu ludzi opuściło Kościół z racji skandali pedofilskich, potępienia przez tę instytucję aborcji, związków homoseksualnych etc. Ale wielu innych zostaje we wspólnocie kościelnej, nawet jeśli nie zgadzają się z zachowaniem czy językiem księży. Dla nich Kościół jest przede wszystkim miejscem spotkania wiernych, gdzie chodzi się po to, by przyjąć komunię i posłuchać Ewangelii.

Myślę, że tym, co może uratować Kościół, jest Ewangelia i Chrystus. To jest potężne przesłanie, którego potrzebuje większość wiernych. Tak długo, jak Kościół będzie udzielał sakramentu Eucharystii i czytał na mszy słowa Ewangelii, tak długo będzie istniał.

Dla mnie samego jedyną więzią z Kościołem pozostaje sakrament Eucharystii. I tylko z tego powodu – by dzielić z innymi spotkanie z Chrystusem – zdarza mi się uczestniczyć w nabożeństwach. Nieistotne, czy dzieje się to w świątyni katolickiej, protestanckiej, czy prawosławnej.

Katolicy mają nowego papieża. Co by Pan doradził Leonowi XIV?

Po pierwsze, umiejscowienie w samym centrum przesłania Ewangelii. Papież nie powinien osądzać ani potępiać. O tym mówił papież Franciszek, przypominając, że św. Piotr nie miał konta w banku i że Kościół powinien przyjąć do wspólnoty tych, którzy byli dotąd od niego daleko, jak osoby rozwiedzione, homoseksualiści etc.

Po drugie – nowy papież powinien być głosem pokoju, pojednania, tolerancji, sprzeciwu wobec przemocy. Myślę, że z pierwszych wypowiedzi Leona XIV można wnosić, że chce iść tą właśnie drogą.

Część katolików w Europie oczekuje jednak od Watykanu reform zgodnych z duchem czasu, np. zniesienia celibatu księży czy wyświęcania kobiet. To realne?

Nie sądzę, że zdarzy się to za tego pontyfikatu. Myślę, że sprzeciwia się takiej przemianie zdecydowana większość kardynałów i biskupów, a z ich zdaniem papież musi się liczyć. Zresztą Leon XIV jest w tych kwestiach raczej tradycjonalistą.

Ale myślę, że Kościół wcześniej czy później pójdzie tą drogą. Nie żyjemy już w społeczeństwie patriarchalnym. Zmiany są nieuniknione. Choć spodziewam się ich raczej za pół wieku niż w najbliższej dekadzie.

Frederic Lenoir // Fot. Pascal Ito / materiały prasowe

FRÉDÉRIC LENOIR – francuski filozof, socjolog i pisarz, zajmujący się badaniem duchowości i religii świata. Autor około pięćdziesięciu książek, przetłumaczonych na blisko dwadzieścia języków, współtwórca cyklu filmów dokumentalnych „Ścieżki sacrum” (telewizja Arte). Niedawno ukazała się po polsku jego najnowsza książka „Sacrum. Historia ludzkiej duchowości” (Znak Horyzont).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Duchowi odyseusze