Dzięki takim filmom poznajemy chińską rzeczywistość od ludzkiej strony. Ta niepokojąca hybryda polityczno-gospodarczo-kulturowa odsłania przed nami swoją zwyczajną podszewkę, niewidzialną w medialnych przekazach, skupionych na wielkich liczbach i wydarzeniach. A że reżyser i współscenarzysta Jia Zhang-ke dryfuje zarówno w szeroko zakrojonym czasie, jak i w bardzo rozległej przestrzeni, jego kino operuje równocześnie w skali mikro i makro.
Na początku cofamy się do roku 2001, do miasta Datong na północy kraju. Trzymają się tam jeszcze stare pomniki, a czajnik bulgocze na tradycyjnej kuchni z fajerkami. Przaśne wnętrza, przaśne rozrywki, choć już powoli wkracza modne słowo, które zmienia wszystko: rewitalizacja. Śledząc miłosne i niemiłosne perypetie aspirującego biznesmena Guao Bina oraz pracującej dla niego piosenkarki Qiao Qiao, jesteśmy świadkami wielkich przeobrażeń. Chiny rozwijają się i makdonaldyzują, kuszą coraz większe pieniądze. Bardzo nierówny związek dwojga młodych ludzi zostaje wydany na ciężką próbę – zwłaszcza kiedy on decyduje się wyjechać w poszukiwaniu lepszych życiowych szans. Tymczasem Qiao Qiao podąża jego śladem.
„Przypływy”: film o chińskiej codzienności
I znowu w kinie tego reżysera wyruszamy w daleką podróż, która odsłania przed nami ogrom zachodzących zmian. Raz jeszcze w filmie Chińczyka zobaczymy wielki cywilizacyjny projekt, jakim była budowa Tamy Trzech Przełomów na rzece Jangcy, co wiązało się z przesiedleniem ponad miliona ludzi. Mijają lata, coraz intensywniej wkracza zachodni kapitał, nowe rozrywki, technologie i ulepszone formy komunikacji – a Qiao Qiao nadal kocha Guao Bina, chociaż ten zniknął bez śladu. Przez prawie ćwierć wieku towarzyszymy bohaterce, śledząc postępującą wokół komercjalizację i korupcję, coraz bardziej żarłoczną konsumpcję, a jednocześnie utowarowienie międzyludzkich relacji. Do tego dochodzi pandemia i jej wpływ na dynamikę życia, mechanizmy kontroli, nie mówiąc o stosunkach społecznych. Czy w takich warunkach jest możliwa miłość?
„Przypływy”, pokazywane rok temu w canneńskim konkursie głównym, są przede wszystkim zapisem żywej tkanki chińskiej codzienności, przefiltrowanej przez zwielokrotnione spojrzenie – bohaterki, reżysera i widza. Pytają, co pozostaje w świecie, w którym trwa wielkie wyburzanie starego i drapieżna ekspansja ku nowemu. I czy zawsze warto tęsknić za tym starym. Jest w tym również ukryta refleksja o samej naturze kina – jak wiele prawdy jest ono w stanie powiedzieć o rzeczywistości. W pewnym sensie Jia, który od lat próbuje uchwycić na gorąco gwałtowną transformację swego kraju i tamtejszy stan ducha, kręci ciągle ten sam film. Tym razem stworzył coś w rodzaju opus magnum, włączając do fabuły zarówno fragmenty swoich wcześniejszych tytułów („Nieznane rozkosze”, „Martwa natura”, „Najczystszy jest popiół”), jak i materiały wcześniej w nich pominięte.
Wyzwanie i nagroda dla widza
Chwilami może się wydawać, że oglądamy dokument. Nie zawsze będzie to złudzeniem, albowiem reżyser wykorzystał w „Przypływach” również surowe materiały, kręcone przez siebie bezinteresownie na przestrzeni lat. Dlatego czasem trudno się tu rozeznać, co jest fikcją, a co po prostu rejestracją. Zwraca też uwagę wspaniała, znacząco niema rola główna w wykonaniu Tao Zhao, żony reżysera, występującej w wielu jego filmach. Fakt, iż oglądamy zarówno postać, jak i aktorkę zmieniającą się na naszych oczach w ciągu ponad dwóch dekad, nadaje temu zapisowi szczególną wartość. Najciekawszy jest bowiem obraz Chin w zbliżeniu, ukazanie na przykładzie indywidualnych losów postępującej tam brutalizacji życia. A zarazem „tiktokizacja” każdej jego dziedziny, z gospodarką, kulturą i obyczajowością włącznie.
I nawet jeśli spowolnione tempo oraz czysto obserwacyjny charakter tego filmu okażą się dla niektórych odbiorczym wyzwaniem, warto poddać się tym nieśpiesznym „przypływom”. A poruszający i bardzo nieoczywisty finał z pewnością tę cierpliwość wynagrodzi.
- PRZYPŁYWY (Feng Liu Yi Dai) – reż. Jia Zhang-ke. Prod. Chiny 2024. Nowe Horyonty VoD.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















