Filip Łobodziński żegna Tadeusza Woźniaka: Pieśń „Zegarmistrz światła” zdefiniowała go na dekady, choć ma On na koncie wiele osiągnięć, nie tylko artystycznych

Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę pisał o Nim w czasie przeszłym. I w jakiś sposób nadal się na to nie godzę, bo Tadeusz Woźniak to dla mnie ktoś z Wiecznej Teraźniejszości.
Czyta się kilka minut
Tadeusz Woźniak podczas 53. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, czerwiec 2016 r. / FOT. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
Tadeusz Woźniak podczas 53. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, czerwiec 2016 r. / FOT. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Poranna wiadomość z poniedziałku, 8 lipca, podcięła mi nogi. I nie tylko mnie. W krótkich eulogiach, od jakich zaroiło się w internecie i w mediach społecznościowych, najczęściej przywoływanymi słowami były „Zegarmistrz światła”. I choć to zawężenie jest niezmiernie krzywdzące, wydaje się oczywiste. Słowa wiersza Bogdana Chorążuka mimowolnie powstały właśnie dla tej chwili, gdy nie możemy uwierzyć, że – jak napisała do mnie tak raptownie owdowiała Jolanta Majchrzak-Woźniak – „Parę godzin – i go nie ma!”.

Tak, pieśń „Zegarmistrz światła” zdefiniowała na dekady Tadeusza Woźniaka, choć On ma przecież na koncie tyle wspaniałych osiągnięć. I to nie tylko artystycznych.

  • To przepiękna, misterna konstrukcja gitarowa, na której wspiera się wybitna piosenka „Twoja postać” Marka Grechuty i zespołu Anawa. 
  • To przeboje, które znali niegdyś w Polsce prawie wszyscy, a i dziś na koncertach wtórowały mu przy nich całe tłumy. „Smak i zapach pomarańczy”, „Hej Hanno”, „Ballada dla Potęgowej”, „Z pragnienia w pragnienie”, „To będzie syn”…
  • To muzyka do ponad stu spektakli teatralnych, w tym „Mistrza i Małgorzaty” w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego, „Odprawy posłów greckich” w reżyserii Andrzeja Witkowskiego, „Wesela” w reżyserii Romana Kordzińskiego…
  • To wybitna muzyka napisana w drugiej dekadzie obecnego wieku do niemego filmu Ryszarda Ordyńskiego „Pan Tadeusz” z 1928 roku. 
  • To przepiękny spektakl muzyczny „Pieśń świętojańska o Sobótce”.

Wiele z tych przedsięwzięć Tadeusz Woźniak zrealizował z własną kapelą rodzinną – grającym na gitarze synem Piotrem, ukochaną żoną, śpiewającą pianistką Jolą, bijącym w gong i pełniącym nierzadko honory gospodarza synem Filipem. I oczywiście wieloma muzykami towarzyszącymi. Ale trzon stanowiła rodzina.

Oczywiście znałem Jego piosenki od dzieciństwa. Śpiewane wyjątkowym, niepodrabialnym, zarazem ciepłym i ostrym głosem. Tadeusz ma – miał, nie mogę się oswoić z czasem przeszłym, ale przecież nadal Go słucham, więc ma – rzadką umiejętność bawienia się melodią. Przyglądałem Mu się całkiem niedawno, nieco ponad pół roku temu – podczas występu w warszawskim Promie Kultury na jubileuszu Polskiej Fundacji Muzycznej. W każdą nutę wchodził czyściutko, bez najmniejszego wysiłku, jakby podrzucał piłeczki. I gdy przymykałem oczy, przez chwilę nie widziałem burzy siwych loków, tylko tamtego cherubina sprzed lat. Bo to ten sam głos. Woźniak i Paul Simon to przedstawiciele rasy wokalistów, którym wiek niemal niczego nie przemeblowuje w aparacie głosowym.

Ale – właśnie, wspomniałem o rodzinie. W wywiadzie rzece, który z Woźniakiem przeprowadził Witold Górka („Zegarmistrz światła”, Poznań 2016), Tadeusz przytacza słowa, jakie rzucił kiedyś na zjeździe rodziców dzieci z zespołem Downa: „(…) pozwoliłem sobie zażartować, że jeden jest blondynem, a drugi ma zespół Downa. Większość obecnych na sali nie przyjęła dobrze tego tekstu. Obrazili się na mnie. Zrozumieli z niego, że bagatelizuję tę chorobę i ich cierpienie. Mam wrażenie, że to byli właśnie ci, którzy wolą cierpieć. Tak będą do końca życia cierpieć i te dzieci też będą w związku z tym cierpieć”.

To, że Filip Woźniak jest bardzo fajnym facetem, równym kumplem i niezwykle wrażliwą na muzykę istotą, znającą od dziecka na pamięć piosenki nie tylko taty, ale też Marka Grechuty, Dwa plus Jeden czy Czesława Niemena, to zasługa obojga rodziców, Mamele i Tatele.

Bo oni tacy są, taki jest/był Tadeusz. Traktował sprawy tego świata zadaniowo. Jak napisała w krótkim wspomnieniu Polska Fundacja Muzyczna, niosąca pomoc muzykom w potrzebie, „On sam wsparcia nigdy nie potrzebował, ale na Jego wsparcie zawsze mogliśmy w Fundacji liczyć”. Podczas swojego występu na listopadowym jubileuszu PFM przywołał obraz pociągu pokoleń. W jednym z pierwszych wagonów podróżują ci, którzy torują szlaki, w kolejnych – ich spadkobiercy, następcy. On sam powiedział wtedy, że w przejściu między wagonami uścisnęła mu dłoń jadąca bliżej przodu Agnieszka Osiecka, a teraz on szykuje się, by podać własną komuś z kolejnego wagonu. 

Mam nadzieję, że zdążył ją podać komuś równie pięknemu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zegarmistrz z rodziną