Oto czas, kiedy słońce prawie znikło. Czas ciemności. Czas nocy. Z tęsknoty za długimi, złotymi wieczorami lata budujemy świetliste dekoracje, z lampek i z błyskotek, które mają zwielokrotnić blask. Palimy świece i lampiony adwentowe. Lecz to sztuczne światło. Tak naprawdę nadchodzi noc. I choć nasz umysł próbuje się bronić, nie warto z nią walczyć i nie warto od niej uciekać. I tak się nie uda.
Kiedyś, nie pamiętam kiedy i gdzie, usłyszałem mądrą trawestację Psalmu 23: „Choćbym szedł ciemną doliną, bać się nie będę, bo to ja jestem najstraszniejszą istotą w tej dolinie”. Tak, prawdziwa ciemność jest we mnie. Ja nią jestem. Zamiast więc biegać tu i tam, w pogoni za sztucznym światłem, lepiej wykorzystać Adwent, żeby zwolnić, jeszcze bardziej zwolnić… i zatrzymać się, jak co roku robi to cała natura.
Adwent to czas, gdy cykl natury sprzyja doświadczeniu duchowemu
Znieruchomieć i spojrzeć prosto w tę czarną źrenicę. Najpierw w tę jeszcze trochę mętną (właściwie nawet szarą), w której miesza się wszystko, co w sobie odpycham, czego się wstydzę, czego w sobie nie chcę. Bo kiedy to przyjmę, uznam, że jest, i utrzymam skupiony wzrok duszy, będę miał szansę zobaczyć ciemność jeszcze głębszą. Czerń zupełną, bo całkowicie przejrzystą, noc całkowitą, bo wzrok w jej czystości nie ma się na czym zatrzymać i oprzeć. Ciemność absolutną, ciemność Tajemnicy, którą jestem. Ciemność, w której rodzi się Światło.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















