Dowód na istnienie syren

Na Kaukazie działają firmy załatwiające wizy i wysyłające ludzi do Europy. Biorą za to wielkie pieniądze. Niektórzy oddają im domy, łudzeni obietnicą wspaniałej przyszłości. Gdy okazuje się, że w Unii pieniądze nie leżą na ulicy, jest za późno.
Czyta się kilka minut
Grozny, Czeczenia: stąd emigrują głównie ludzie w średnim wieku; oni zostają. / Fot. Tomasz Zawisko
Grozny, Czeczenia: stąd emigrują głównie ludzie w średnim wieku; oni zostają. / Fot. Tomasz Zawisko

1. MÖNCHBERG, BAWARIA

Katharina wstaje kwadrans po siódmej. Śniadanie zaczyna się o siódmej, kończy o ósmej, ale gdy spóźniony schodzę do stołówki, czeka talerz z masłem czekoladowym, dżemem i ciemnym chlebem. Ciemnego chleba nikt tu nie jada. Spóźnieniem daję zły przykład, ale nawet naszym uchodźcom nie chce się wychodzić z łóżka o tej porze.

W stołówce nikogo nie ma. Ci, co mają dzieci, wysyłają je po jedzenie. Dzieciaki nabierają pełne talerze i znikają w swoich pokojach. Zawsze brakuje białego chleba. Katharina przelicza, ile wychodzi go na osobę. Co oni z nim robią? Podobnie jest z cukrem. Rano Gilani, chłopiec z Czeczenii, zabiera 12 kostek cukru. Mówi, że Max tyle pozwolił. Max to ojciec Kathariny, szef ośrodka – to jego właśnie zastępujemy. Max mówi, że najważniejsze są cukier i tłuszcz. Chciałbym zobaczyć, jak wyglądają pokoje. Wyobrażam sobie szafy pełne białego chleba i cukru.

Nasz „Heim” był kiedyś hotelem. Warunki są całkiem komfortowe. Wszystkie rodziny mieszkają w osobnych mieszkaniach, mają swoje łazienki. Wcześniej na każdym piętrze była osobna kuchnia, ale Max je rozmontował, gdyż piece chodziły 24 godziny na dobę. Skończyło się gotowanie na własną rękę i teraz wszyscy jedzą to, co przygotowujemy w kuchni. Max kupuje produkty wysokiej jakości: markowy miód, markowa kawa. Od chwili, gdy otworzył „Heim”, nie wypłacił sobie pensji. Praktycznie każdy miesiąc jest lekko na minusie.

2. MACHACZKAŁA, DAGESTAN

Renat to mój dagestański przyjaciel. Choć narodowość dagestańska jako taka nie istnieje, on jest jej przedstawicielem. Każde z jego dziadków mówiło w innym języku. Tych w republice jest ponad 30 – raj dla językoznawcy. Renat mówi po rosyjsku, ale zna też niemiecki.

Gdy pierwszy raz odwiedziłem Północny Kaukaz, byłem zainteresowany sytuacją w Dagestanie. Pytałem o konflikt na Kaukazie, napięcia religijne, dagestańską tożsamość. Nie przyszło mi do głowy spytać o niemiecki. Skąd go zna? Renat to inteligentny i rozeznany w sytuacji człowiek. Prawdziwy skarb dla nowicjusza, który dopiero zaczął interesować się Kaukazem.

Dopiero kiedy odwiedziłem go kilka miesięcy później z Kathariną, temat od początku wisiał w powietrzu. Dzięki mojej towarzyszce, która zdążyła się zaangażować w tę tematykę. Okazało się, że Renat był w Niemczech uchodźcą. Młody, naiwny, nie miał nic do stracenia, chciał zobaczyć świat. Wydał wszystkie swe pieniądze, otrzymał wizę turystyczną.

Wymarzoną wizę pomagają załatwić firmy fałszujące dokumenty. Dzięki temu przyszły uchodźca spełnia wymogi wizowe któregoś z krajów Strefy Schengen. W Niemczech dokumenty „zgubił”, tzn. ukrył, a gdy skończyły się pieniądze i pomysły, poszedł na policję i użył magicznego słowa: „azyl”.

3. MÖNCHBERG, BAWARIA

Mówię po niemiecku niewiele lepiej niż nasi podopieczni. Potrzebuję pomocy Kathariny, ale między dziesiątą a drugą jest nieosiągalna. W gotowaniu pomaga jej Sylvia. Sylvia pracuje tu od niedawna i pewnie nie zostanie długo. Ostatnio do pracy przestała przychodzić sekretarka. U Maxa nikt nie chce pracować, we wsi liczącej dwa tysiące mieszkańców niełatwo znaleźć pomocnika. To ciężka i niewdzięczna robota, często brudna, czasem obrzydliwa. Ale o tym przekonam się wieczorem.

Gotowanie to nie jedyne zajęcie Kathariny. Co chwila ktoś puka w kuchenne drzwi. Czasem to spalona żarówka, czasem trzeba zadzwonić do urzędu. Drzwi na co dzień są zamknięte. Inaczej wszyscy siedzieliby w kuchni i praca byłaby niemożliwa. Katharina nie musi nikomu pomagać. Jej obowiązki kończą się na kwaterunku i wyżywieniu. Ale jak odmówić ludziom w potrzebie?

Czekam w salonie, a obok siedzi Wacha. Wacha nic innego nie robi, tylko codziennie ogląda telewizję. „O, bracie, człowiek by w karty pograł, porozmawiał, a tu wszyscy zamykają się w swoich pokojach” – powtarza. Telewizor zawsze włączony na rosyjskim kanale informacyjnym. Oprócz Wachy z Czeczenii w salonie przesiadują czasem Jamal, jazyd z Gruzji, i Karim, również jazyd, ale z Czeczenii. Obaj nieprzyjemni, zwłaszcza dla Kathariny. Karimowi nie podoba się jej ubiór, ale pewnie bardziej przeszkadza mu, że jest zależny od kobiety. Jamal jest ewenementem: wykształcony, zna kilka języków, więc dorabia tłumacząc. Podejrzewamy, że uciekł z Gruzji przed mafią. Szans na azyl nie ma: Gruzini azylu nie otrzymują, bo sytuacja w ich kraju nie stwarza ku temu powodów. W telewizorze eksperci rozmawiają o wojnie w Syrii. Od prowadzącego dowiadujemy się, że Litwa, Łotwa i Estonia popierają Obamę, a od Jamala, że Bałtowie to pedały. Tradycyjna rola kaukaskiego mężczyzny, czyli mędrca znającego się na wszystkim, nieco komicznie wygląda w tym otoczeniu.

Co chwila zaczepiają mnie dzieci Wachy. Ma ich z Chedą pięcioro, szóste w drodze. W tej rodzinie w ciągu jednego tygodnia były dwa wypadki. 10-letni Gilani wjechał rozpędzony na rowerze w auto, a 2-letnia Selima spadła z roweru i złamała nogę. Ciekawe, jakim cudem na ten rower weszła.

Dzieci potwornie się nudzą. Od kiedy zauważyły, że mówię po rosyjsku, wszędzie za mną chodzą. – Was hast du heute gemacht? – pytam. – Nichts – odpowiada najstarszy Islam. Niewiele więcej potrafi powiedzieć, ale zna słowo „Vegetation”. To stan, w którym jest jego ojciec. Cały dzień przed telewizorem, nie interesuje się dziećmi, nie uczy się języka, bo po co? I tak przez pierwszy rok uchodźcy nie mogą pracować. Wacha i Cheda mają problemy ze zdrowiem, chorują na gruźlicę.

4. MACHACZKAŁA, DAGESTAN

– Najgorszy jest stan psychiczny, w który wpadają uchodźcy. Większość jest w depresji. Nikt nie jest niczego ciekawy, nie rozmawiają nawet ze sobą, nie próbują zmienić swego położenia – opowiadał Renat. Do tego dochodzą konflikty na tle narodowościowym, a może bardziej językowym. Są grupy rosyjskojęzyczne i arabskojęzyczne. Prócz nich Pakistańczycy, Irańczycy. Gdy większość zna po niemiecku około 30 słów, trudno rozwiązywać konflikty.

Renat był wyjątkiem. Nauczył się przyzwoicie po niemiecku. Był ciekawy świata, zjeździł kraj na rowerze. Z tego akurat jego opiekunowie nie byliby dumni. Uchodźca nie ma prawa przekraczać granicy landu. Ale swego pobytu w Niemczech nie wspomina dobrze. To też stracone lata, depresja, niezrozumienie. Dziś odradza znajomym wyjazd w roli uchodźcy. – Prawdziwych politycznych uchodźców z Kaukazu właściwie nie ma – twierdzi. – Jeśli coś zagraża naszemu życiu, możemy po prostu wyjechać do Moskwy lub gdziekolwiek w Rosji. Oczywiście Rosjanie nas nie lubią, ale można z tym żyć, pracować, zarabiać na siebie.

5. MÖNCHBERG, BAWARIA

Gdy widzę Amira, wydaje mi się, że może podobny do niego był Renat. Amir i Wafaa starają się, jak mogą. – Nachbar helfe, mit Nachbarin spazieren gehen, Kirche und alles zusammen – Amir tłumaczy, skąd zna tyle słów po niemiecku. Jest kilka takich osób jak on i jego żona, dających nadzieję, że ta praca ma sens. Amir i Wafaa są Asyryjczykami z Iraku, chrześcijanami. Mniejszości religijne mają tam wystarczająco wiele powodów do ucieczki.

Popołudnie spędzam w pralni, sortując otrzymaną w darze od mieszkańców odzież. Długie suknie, chusty, markowe ubrania, rzeczy dla dzieci – to zawsze się przyda. Niestety większość ubrań to rzeczy po starszych ludziach, a u nas takich nie ma wcale. Mam wrażenie, że przekazując dary, niektórzy chcą pozbyć się swoich śmieci.

Przeglądam kartony z zabawkami: działające bierzemy, resztę wyrzucamy. Śmieci trzeba sortować. Niedawno ośrodek dostał trzy tysiące euro mandatu za niesortowane odpady. Odtąd Max nie pozwala uchodźcom na samodzielne wyrzucanie śmieci. Wszystko, co po sobie zostawią, powinni zostawiać na kuchennym wózku, a papier wyrzucać do kontrolowanego przez nas śmietnika. Niełatwo wyjaśnić, co jest, a co nie jest papierem. Katharina przykleja nad śmietnikiem znalezione w nim opakowania batoników i pisze: „DAS IST NICHT PAPIER”.

6. SZAAMI-JURT, CZECZENIA

Katharina została w Groznym, w gościnie u Czeczenki poznanej w Mönchbergu. Ja jadę dalej, mam nocować w czeczeńskiej wsi. W Groznym niedawno wzniesione drapacze chmur, największy meczet w Europie, markowe sklepy na Prospekcie Putina przysłaniają problemy górskiej republiki. Wszystko wybudowane za pieniądze płynące z Rosji. Pieniądze za święty spokój.

Chcemy spać w namiocie na skraju lasu. Pytam współpasażera w marszrutce, czy nie ma tam jeszcze min po wojnie. Tak się zaczyna. Po chwili nowy znajomy zaprasza nas do siebie. Bieda aż piszczy, dom w stanie surowym. Dostajemy ostatnie dwa woreczki z herbatą i jajka, bo nic innego w lodówce nie ma. Nie ma też pracy. Czasem złapie się coś dorywczo. Córka idzie do sklepu kupić jakieś ciastka, cokolwiek. Jest nam głupio, z przyzwoitości nie możemy tu zostać.

Z opresji wybawiają nas sąsiedzi. Również niebogaci, ale jak na Czeczenię żyjący w przyzwoitych warunkach. Przejmują gości i zapraszają na kolację. Po chwili znamy całą rodzinę, jesteśmy zaproszeni do kilku domów w okolicy, obejrzeliśmy rodzinne albumy, filmy z występów starszego syna, świetnego tancerza lezginki. Czeczeni, tak jak inni przedstawiciele niewielkich kaukaskich narodów, chcą przedstawić się z jak najlepszej strony. Są dumni ze wszystkiego, co u nich się udało, z sukcesów nie tylko swoich, ale też sąsiadów, rodaków. Gość to świętość. W ogóle nie przypominają ludzi poznanych w Niemczech.

Pytamy o ich plany na przyszłość. Chcą emigrować. Młodszy syn twierdzi, że Niemcy postanowili przyjąć 25 tys. Czeczenów do pracy. Oczywiście, że niektórzy mieszkają tam w ośrodkach dla uchodźców. Ale byli u nich ludzie z Niemiec i opowiadali. Żadni oszuści, mogą wizy zrobić bez problemów, trzeba tylko zapłacić. Drogo, ale warto, bo przecież to nic w porównaniu z tym, co tam zarobią. Po godzinie mam wrażenie, że połowa Szaami-Jurtu chce wyjechać do Niemiec, a reszta już tam jest.

Podobno przez polską granicę można przejechać bez problemów, trzeba tylko wypowiedzieć jedno słowo. Oni jeszcze nie wiedzą jakie, ale niedługo się dowiedzą. Chyba znam to słowo: „azyl”. Owi „Niemcy” w Czeczenii to firmy załatwiające formalności i wysyłające mieszkańców Kaukazu do Europy. Biorą za to olbrzymie pieniądze. Niektóre rodziny oddają im swoje domy, łudzone obietnicami wspaniałej przyszłości. Gdy okazuje się, że nie jest tak różowo, jest za późno, by wrócić i przyznać się do błędu.

Czeczeni to naród okaleczony wojną. Czeczeńska kultura poniosła dotkliwe straty, wykształceni ludzi uciekli, zginęli lub zostali wciągnięci w struktury państwa prezydenta-dyktatora Kadyrowa. Media to tylko propaganda najbardziej prymitywnego typu. W bibliotece w Groznym półki świecą pustkami, ale dla władzy ważniejsze są wieżowce niż edukowane społeczeństwo. Czeczeńska literatura wojny nie przeżyła, jedyne egzemplarze wielu książek są w Petersburgu i Moskwie. Ludzie niewiele wiedzą o świecie. Młody Czeczen pokazuje mi okropnej jakości film z YouTube. Kamera zbliża się do leżącego na plaży ciała. Od pasa w górę to szkielet, od pasa w dół ryba – dowód na istnienie syren. Jeśli ludzie wierzą w wyrzucane przez morze syreny, to nie dziwi, że dają wiarę leżącym na niemieckich ulicach pieniądzom.

7. MÖNCHBERG, BAWARIA

Katharinie marzy się stanowisko pracy na Kaukazie w roli edukatora, informującego o realiach życia uchodźcy. Oczywiście to niemożliwe. A nawet gdyby, to mogłaby skończyć jak obrońcy praw człowieka, którzy zbytnio narażają się czeczeńskim decydentom i biznesmenom.

Wieczorem zmywam naczynia po kolacji. Pozostaje tylko wyrzucić śmieci, ale pod drzwiami do garażu, gdzie trzymamy kontenery, spotyka mnie niespodzianka. Już wiem, co dzieje się ze zbieranym chlebem. Czeka na mnie całkiem zielony, w reklamówkach, przemieszany z innymi odpadami. Trzeba teraz to wszystko porozdzielać. Pracujemy w rękawiczkach.

Za drzwiami, pod którymi zostawiono śmieci, zalęgły się robaki. Przez dwie godziny myję cały garaż chlorem i zbieram białe larwy na szufelkę. – Powinniśmy im zakazać wynosić jedzenie ze stołówki – sugeruję. – No co ty? I jak chcesz to zrobić? Poza tym to zrozumiałe, że chcą mieć w tej sytuacji swoje chwile wspólne, coś z intymnego życia – odpowiada Katharina. Ma rację. Głupio mi, że na taki pomysł wpadłem.

8. BIAŁA PODLASKA, POLSKA

W październiku 70 uchodźców z czterech ośrodków w Polsce zaczyna głodówkę. Największa grupa to 22 Gruzinów w Białej Podlaskiej. To forma protestu przeciw warunkom w zamkniętych ośrodkach. Przybysze czekają tam na decyzję o udzieleniu im statusu uchodźcy – lub wydaleniu. Według Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i stowarzyszenia Interwencja Prawna, reżim w polskich ośrodkach wzorowany jest na wojskowym albo nawet więziennym. Uchodźców nie tylko pozbawia się wolności, ale też obraża, poddaje upokarzającym kontrolom.

W lipcu 2013 r. sąd w Białymstoku uniewinnia Tomasza D. w sprawie o rasistowskie wpisy w internecie. Tomasz D. pisał o Czeczenach, że to „leniuchy kaukaskie”, „wyznawcy pedofila” i „pasożytnicze ścierwa”, co zdaniem sądu mieści się w granicach wolności wypowiedzi. Złych ludzi i idiotów na świecie nie brakuje, ale oskarżony pracował jako... strażnik w ośrodku strzeżonym dla uchodźców w Białej Podlaskiej.

9. MÖNCHBERG, BAWARIA

Następnego dnia Amir cementuje miejsce, w którym zalęgły się robaki. Ten problem z głowy, więc mam trochę czasu wolnego. Wystarczy, aby napisać ten tekst. Mam nadzieję, że Amir i jego żona dostaną decyzję pozytywną. To spotyka około 1 proc. uchodźców. Ale oni, ze swoją historią ucieczki z Iraku, mają szansę. 


TOMASZ ZAWISKO jest z wykształcenia archeologiem, interesuje się Rosją i Kaukazem, o czym pisał w „Nowej Europie Wschodniej” i „Kulturze Liberalnej”. Przez rok mieszkał w Rosji, pracując z niepełnosprawnymi dziećmi. Wolontariusz Caritas w Moguncji, gdzie mieszka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2013