Doskonałość we Wrocławiu

Najważniejsze wydarzenia pierwszej części Wratislavia Cantans: koncerty Andreasa Scholla i Johna Eliota Gardinera.

15.09.2009

Czyta się kilka minut

Początek Wratislavii Cantans to jednocześnie jej pierwsza kulminacja. Festiwal został w tym roku skrojony na miarę percepcyjnych możliwości publiczności. Jeden koncert dziennie, najważniejsze wydarzenia zgrupowane w okolicach trzech weekendów - dzięki temu Wrocław może żyć muzycznym świętem przez większą część września.

To, że "Izrael w Egipcie" - wizjonerskie arcydzieło wśród Händlowskich oratoriów - wykonane przez Monteverdi Choir i orkiestrę English Baroque Soloists, czyli po prostu przez Johna Eliota Gardinera, będzie szczytem wspaniałości, było pewne. Najwyższe oczekiwania, wyrażone w stumetrowej kolejce do wejścia, spełnione zostały w całości, a nawet z naddatkiem. Wychodząca z koncertu publiczność unosiła się nad ziemią. Mnożenie słów ("porywające", "całkowite skupienie", "imponująca precyzja", "dramaturgia", "plastyczne detale" itd.) na opisy zachwytów nie ma specjalnego sensu. Warto jednak zwrócić uwagę na taki szczegół, jak aktorskie zaangażowanie wykonawców: w oratorium pozbawionym akcji, którego tekst składa się z wybranych biblijnych opisów egipskich plag (fantastycznie brzęcząca w smyczkach szarańcza, oniryczne błądzenia w egipskich ciemnościach) oraz przejścia przez Morze Czerwone (falowanie wody), przeplatanych pochwałami potęgi Najwyższego, muzycy podkreślali obrazy nie samą frazą, ale i dramaturgicznym zaangażowaniem: to ono właśnie wywoływało dreszcz niedowierzającego obrzydzenia u alcisty, perorującego o inwazji żab i zaraźliwych wrzodach.

A skąd "naddatek" satysfakcji? Z fragmentu próby, podczas której dyrygent pracował z chórzystami nad partiami solowymi. W "Izraelu w Egipcie" Gardiner nie korzysta z "profesjonalnych solistów", obsadzając w nielicznych tu rolach członków swego chóru. Chór oczywiście nie jest stanem zamkniętym raz osiągniętej doskonałości: jest procesem ciągłego kształcenia nowych śpiewaków, co podczas występu uzmysławiała średnia ich wieku. Zwłaszcza śpiewające u Gardinera dziewczęta (właściwie komplet głosów żeńskich!) lat mają znacznie mniej niż pierwsze podpisane przez Monteverdi Choir nagranie "Izraela w Egipcie". I trzy z nich Gardiner przesłuchiwał do trudnego solo "Sing ye to the Lord". Pierwsza nie wypadła zadowalająco, podobnie trzecia. Druga natomiast, jasny sopran, zaśpiewała od razu ładnie, po paru wyjaśnieniach - już znakomicie, a po jeszcze kolejnych - aria nabrała żywych kształtów. Ona też, wystąpiwszy na krok z szeregu, rozpoczęła finałowy numer oratorium. Gdy po owacji numer ten był bisowany, cała jej postać promieniała. Czy do tajemnic doskonałości chóru nie należy m.in. to, że każdy z jego członków ma realną szansę zostać solistą?

Wspominając dwa recitale Andreasa Scholla, jednego z czołowych dziś kontratenorów, zacznę od końca, jako że poczułem się jak typowy, smutny krytyk: wśród wiwatującej publiczności nie potrafiłem wykrzesać z siebie entuzjazmu. Rzecz zaś leży może w pogłębiającej się chyba niedyspozycji głosowej pokasłującego w pauzach śpiewaka, która to zapewne skłoniła go do zmiany repertuaru, a być może i interpretacji. Mieliśmy usłyszeć wybór ze zbioru "Musical Banquet" Roberta Dowlanda, z utworami angielskimi, włoskimi, francuskimi i hiszpańskimi - program ograniczył się wyłącznie do muzyki angielskiej: pieśni Johna Dowlanda przeplatanych tradycyjnymi. Sama zmiana nie byłaby szczególną szkodą, zwłaszcza że wokalne aktorstwo Scholla pozwalało mu nie tylko dowcipkować w tekstach miłosnych, ale i wzruszać w balladzie o śmierci królowej Jane - gorzej, że ostrożne interpretacje trącić zaczęły czułostkowością. Muzyczny bankiet po trochu zmieniał się w muzyczną biesiadkę. Dobrze, że na bis usłyszeliśmy jednak znakomitego Dowlanda, a nie prostą muzykę popularną - pieśń "Say, Love, if ever thou did’st find", w której kompozytor usiłuje przypodobać się królowej Elżbiecie, wychwalając ją jako "jedyną", która nie boi się Kupidyna, jest wcieleniem dobroci i sprawiedliwości... choć naprawdę nie wiem, czy myślał tu o efektownie dowcipnej ironii, z jaką śpiewał ten tekst Scholl. Byłoby mi może łatwiej, gdyby nie gra lutnisty Edina Karamazowa: przy technicznej swobodzie z pewnością potrafi epatować wyobraźnią, jednak wolałbym, gdyby na ołtarzu efektownych brzmień nie spoczywała skromna logika fraz.

Dwa dni wcześniej Scholl wystąpił z repertuarem mniej dla siebie typowym: z pieśniami minnesängera Oswalda von Wolkensteina. Muzyka to zazwyczaj nie bardzo bogata, a świetna technika śpiewaka z pewnością nie średniowieczna - a jednak był to występ znakomity. Zasługa leży tyleż w wielkiej, uniwersalnej kulturze wokalnej artysty, co w jego aktorskim odczytaniu tekstu. Dodawszy do tego miły, "średniowieczny" już zespół Shield of Harmony (z również śpiewającą Kathleen Dineen), otrzymujemy wyjaśnienie wywołania dwóch bisów. Zwłaszcza że pierwszym był ów najpiękniejszy numer wieczoru - "Nu rue mit sorgen", epicki w wymiarze, imitacyjny duet żalu kochanków z nadchodzącego świtu...

44. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, Wrocław, 5-20 września 2009. Za tydzień druga część relacji.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music Awards. Wykłada przedmioty związane z historią i recepcją muzyki i… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2009