Reklama

Dobry doktor znad jeziora

Dobry doktor znad jeziora

w cyklu STRONA ŚWIATA
07.10.2018
Czyta się kilka minut
Denis Mukwege, lekarz z miasta Bukavu, położonego na wschodzie Konga, otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za ratowanie życia i ludzkiej godności na afrykańskich polach śmierci. Od czasu, gdy spotkałem go przed laty, sądziłem, że nadawałby się znakomicie na bohatera opowieści, w której dobro zwycięża zło.
Denis Mukwege przed szpitalem Panzi, Kongo, 5 października 2018 r. / FOT. MARC JOURDIER/AFP/East News
Denis Mukwege przed szpitalem Panzi, Kongo, 5 października 2018 r. / FOT. MARC JOURDIER/AFP/East News
P

Podróżując przez lata do Konga, chciałem popłynąć kiedyś wielką rzeką, jego imienniczką, w dół jej nurtu, z Kisangani do Kinszasy, w kierunku odwrotnym, niż przemierzył ją parowcem Conradowski kapitan Charles Marlow. Tamta wędrówka w górę rzeki w poszukiwaniu dotkniętego szaleństwem Kurtza, przerodziła się w odkrywanie najmroczniejszych zakamarków ludzkiej natury i kryjącego się w niej zła, które w sprzyjających okolicznościach ujawnia się i bierze górę. Podróż w dół Konga zamierzałem wykorzystać do opowieści, że możliwa jest też przemiana odwrotna. Odkąd spotkałem go przed laty doktora Mukwege, sądziłem, że nadawałby się znakomicie na bohatera opowieści, w której dobro zwycięża zło.


STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o  tej części świata, która rzadko trafia na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty w cyklu są dostępne za darmo. Czytaj tutaj →


Poznałem go w połowie lat dziewięćdziesiątych, w jego rodzinnym Bukavu, w hotelu „Orchidea”, w którym wieczorami spotykali się mieszkający w okolicy cudzoziemcy i przedstawiciele miejscowej elity. Mukwege, wtedy młody lekarz, pracował w nieodległej Lemerze, (minęliśmy ją po drodze, jadąc z burundyjskiej Bujumbury przez Uvirę do Bukavu), ale często odwiedzał rodzinny dom i krewnych. Do spotkania z doktorem namówiła mnie znajoma dziennikarka z redakcji Reutersa z Nairobi, która bardzo ceniła sobie rozmowy z Kongijczykiem.

Nie był jeszcze wtedy sławnym na całą okolice lekarzem, dopiero za parę lat miał pobudować własny szpital Panzi na wzgórzu pod miastem. Ale już wtedy zajmował się poranionymi kobietami, ofiarami barbarzyńskich wojen, które od połowy lat dziewięćdziesiątych przewalają się przez Kongo, czyniąc je afrykańskimi polami śmierci. 

***

Zaczęło się od tej z sąsiedztwa, z Rwandy, gdzie latem 1994 roku rządzący Hutu w sto dni wymordowali prawie milion Tutsich. Pochłonięci pogromami, nie potrafili jednak stawić czoła partyzantom Tutsim, którzy nadciągnęli z Ugandy, by ocalić pozostałych przy życiu rwandyjskich rodaków przed zagładą. Ratując się przed zemstą Tutsich, rwandyjscy Hutu uciekli za miedzę, do Konga, noszącego wówczas nazwę Zairu. Jego ówczesny władca, Mobutu Sese Seko, udzielił uciekinierom gościny i obiecał pomóc wrócić do kraju i odzyskać w nim władzę. Rwandyjscy Tutsi nie zamierzali się temu przyglądać z założonymi rękami. W 1996 roku podburzyli kongijskich Tutsich (mieszkają także w Tanzanii, Burundi i całym regionie afrykańskich Wielkich Jezior) do zbrojnego buntu. Potem dołączyli do nich rwandyjscy żołnierze i pół roku później rebelianci wkroczyli do Kinszasy. Po drodze do stolicy, przemierzając wschodnie Kongo i kongijskich interior, partyzanci rozgromili i rozpędzili obozowiska rwandyjskich Hutu, ich uchodźcze państwo, armię, policję i administrację.

Nowym przywódcą Konga został partyzancki przywódca Laurent-Desire Kabila, faworyt Rwandyjczyków. Ale usadowiwszy się na prezydenckim fotelu w Kinszasie, postanowił uwolnić spod kurateli swoich dobrodziejów i wierzycieli. Nie minęły dwa lata, a Rwandyjczycy wzniecili na wschodzie Konga nową rebelię, tym razem przeciwko Kabili, wybuchła nowa wojna. Tym razem wzięło w niej udział tuzin ościennych państw: jedne wspierały rząd, inne – rebeliantów. W styczniu 2001 roku Kabila zginął w zamachu, a na fotelu prezydenta zastąpił go jego syn, Joseph.

Wielka wojna została przerwana w 2003 roku. Joseph Kabila utrzymał się u władzy i sprawuje ją do dziś. Ale w Kivu wciąż wybuchają zbrojne bunty i rebelie, a pewien nowojorski instytut badawczy niedawno doliczył się na kongijskim wschodzie 134 czynnych,  partyzanckich armii. „Kongijskie wojny nie są konfliktem między religijnymi fanatykami. Nie chodzi w nich o graniczne spory między państwami” – powiedział Mukwege w wywiadzie dla BBC. – „Nasze wojny nie toczą się nawet o władzę, ale wyłącznie o zyski z rabunków, o dostęp do cennych minerałów i możliwość ich grabieży”.

***

Szacuje się, że na przełomie wieków od kul, maczet, z chorób, głodu i wycieńczenia zginęło w Kongu około pięciu milionów ludzi. Główny polem bitewnym kongijskich wojen była i wciąż pozostaje sielankowo wyglądająca kraina Kivu, rozpięta na zachodnich brzegach jezior Kivu i Tanganika. Tam toczą są najważniejsze bitwy, tam dochodzi do najkrwawszych pogromów i zbrodni. Kivu to również ojczyste strony i dom doktora Mukwege, który opowiadając o swoich pacjentach, opowiadał o wojnach i tragediach, rozgrywających się na niedostępnych dla nas, dziennikarzy, zielonych wzgórzach Kivu.

Powinność służenia bliźnim doktorowi Mukwege, rocznik pięćdziesiąty piąty, wpoił jego ojciec, ewangelicki pastor. To jego nauki sprawiły, że Denis postanowił zostać lekarzem i w położonym tuż za miedzą Burundi wykształcił się na pediatrę. Ale gdy wrócił do kraju i podjął pracę w niewielkim szpitalu w Lemerze, szybko przekonał się, że potrzebny tam będzie nie tylko dzieciom, ale ich matkom, a także kobietom, ofiarom gwałtów. Wyjechał więc do Francji i na akademii medycznej w Angers wyspecjalizował się na położnika i ginekologa.

Wrócił w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy na wschodzie Konga trwała już wojna, która wkrótce dopełzła też do Lemery i zamieniła ją w zgliszcza. Doktor Mukwege wyjechał do Bukavu, by w tamtejszych szpitalach leczyć poranione przez wojnę kobiety.

***

Organizacja Narodów Zjednoczonych i chyba wszystkie organizacje dobroczynne są zgodne, że na żadnej innej wojnie gwałty na kobietach nie były tak powszechne jak w Kongu. Oprawcami są zarówno wszelkiej maści rebelianci, jak i żołnierze z kongijskiego wojska rządowego. „Pan Bóg zesłał nas tutaj chyba tylko po to, żeby ukarać nas za jakieś grzechy” – powiedziała mi kiedyś pewna nauczycielka z wioski Ngeti w prowincji Ituri, gdzie kongijska wojna przybrała wyjątkowo makabryczną postać i gdzie doszło do wszystkich możliwych zbrodni i ludożerstwem włącznie.

Wszystkie armie, uczestniczące w kongijskich wojnach uznają gwałt na kobietach za ważny i skuteczny oręż w walce z przeciwnikiem. Zgwałcenie kobiet wrogów ma ich nie tylko dotkliwie zranić i upokorzyć, ale prowadzić do jego zagłady. Odebrane im i pohańbione kobiety mają rodzić dzieci ich nieprzyjaciół. Dodatkowo, żołnierze i partyzanci traktują kobiety jak wojenny łup, a gwałty, uznane za wojenną zbrodnię, w Kongu dokonywane są nie tylko na masową skalę, ale z wyjątkowym bestialstwem. W 2010 roku specjalna wysłanniczka ONZ w Kongu Margot Wallstroem uznała, że kraj ten jest światową jaskinią zbrodni i gwałtu.

Pierwsza klinika dla poranionych kobiet, jaką dzięki pomocy zagranicznych organizacji dobroczynnych doktor Mukwege otworzył w Bukavu została puszczona z dymem gdy w mieście wybuchły walki. Drugą, Panzi, założył w 1999 roku na wzgórzu pod miastem. Operował, ratował zdrowie i życie kobietom, ofiarom gwałtów. W ciągu osiemnastu lat udzielił pomocy prawie 50 tysiącom poszkodowanych. Zdarzało się nie raz, że przeprowadzał po dziesięć operacji dziennie. W piątek rano, kiedy ogłoszono, że otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, przeprowadzał właśnie drugą już tego dnia operację.

Wieści o ratującym kobiety doktorze szybko rozeszły się po całym Kivu i okolicy i wkrótce do kliniki Panzi zaczęły ściągać ofiary gwałtów z całego wschodniego Konga. W Bukavu znajdowały nie tylko ratunek i opiekę, ale także otuchę. Doktor Mukwege operował poranione ciała, ale uznał, że równie ważnymi i groźnymi dla życia jego pacjentem są choroby duszy. Rozgłos, jaki sobie zdobył przysporzył mu nieproszonych gości w osobach zagranicznych dziennikarzy, ale także najmilej widzianych, zagranicznych dobroczyńców, dzięki którym rozbudował klinikę w jeden z największych i najlepszych w regionie szpitali (prawie pięćset szpitalnych łóżek, prawie pięciuset lekarzy i pielęgniarek).

***

Międzynarodowa sława i uznanie, jakie zdobył (jego nazwisko już od kilku lat wymieniano wśród kandydatów do pokojowego Nobla, otrzymał nagrody Sacharowa (2014), Olafa Palmego (2009), seulską Nagrodę Pokoju (2016), ogłoszono go Człowiekiem Roku w Afryce (2009), tygodnik „Time” uznał go za jedną ze stu najważniejszych osobistości świata (2016)) sprawiły, że Mukwege coraz częściej i śmielej występował w obronie praw kobiet i zaczął wypowiadać się w sprawach polityki. Nie szczędził krytyki elitom władzy z Kinszasy. Wytykał rządzącym, że większość z nich wywodzi się spośród przywódców rebelii, odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne, a wcielani w ramach kolejnych rozejmów do rządowego wojska rebelianci mają na sumieniu gwałty i mordy. „Rządzący, którzy nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom, powinni złożyć władzę, ale jeśli za wszelką cenę usiłują ją utrzymać, zasługują, by ich obalić” – mówił jesienią 2014 roku, gdy uliczna rewolucja pozbawiła władzy prezydenta Burkina Faso Blaise’a Compaore, który usiłował wykreślić z konstytucji zapis ograniczający prezydenckie kadencje.

W Kongu prezydent Joseph Kabila też próbował tego wybiegu, by przedłużyć swoje panowanie. Jego druga i ostatnia według prawa kadencja dobiegła końca w grudniu 2016 roku, ale odmawiał przeprowadzenia nowych wyborów, twierdząc, że nie ma na to warunków, ani pieniędzy.

Wobec ulicznych protestów opozycji, wybory wyznaczono w końcu na grudzień 2018 roku, ale doktor Mukwege nie wierzy jednak, by mogły cokolwiek zmienić. W rozmowie z dziennikarzem londyńskiego „Guardiana”, już po ogłoszeniu, że otrzymał pokojowego Nobla, stwierdził, że przygotowywane przez Kabilę na grudzień wybory będą parodią, przedstawieniem na użytek zagranicy i Kongijczyków. Nie mogąc ubiegać się o kolejną kadencję, Kabila wyznaczył na następcę swojego ministra policji, a posłuszna mu komisja wyborcza zdyskwalifikowała większość jego najgroźniejszych rywali. „Wybory zapewne się odbędą, ale po nich nic się nie zmieni” – uważa Mukwege.

Domagał się, by przed nową elekcją, ustępujące władze zgodziły się na powołanie rządu tymczasowego, który nadzorowałby nowe wybory i zapewnił ich uczciwość. Kongijskie organizacje praw człowieka proponowały, by jego właśnie, człowieka o międzynarodowej sławie i nieposzlakowanej reputacji wybrać na tymczasowego premiera, odpowiedzialnego za przeprowadzenie wolnych i uczciwych wyborów. Kabila się na to nie zgodził.

We wrześniu 2012 roku, po potępiającym kongijskie władze przemówieniu, wygłoszonym w nowojorskiej kwaterze ONZ, nieznani napastnicy zaatakowali dom doktora w Bukavu. Zabili jego przyjaciela, uprowadzili córkę (wkrótce została uwolniona). Mukwege, ojciec pięciorga dzieci, postanowił wtedy wyjechać z kraju, na Zachód, do zachodniej Europy, Ameryki. Wrócił do Bukavu po zaledwie stu dniach gdy dowiedział się, że jego pacjentki zaczęły zbierać pieniądze, by kupić mu bilet lotniczy do Afryki. „Nie mogłem nie wrócić” – powiedział potem dziennikarzowi BBC. Odtąd mieszka w szpitalu Panzi, pod ochroną żołnierzy z wojsk pokojowych ONZ, stacjonujących w Kongu pod początku stulecia, nadzorujących przestrzeganie rozejmów i pomagających przy kolejnych wyborach (Kabila chce, by jak najszybciej się teraz wycofały). Władze z Kinszasy nie zapomniały o nim. W styczniu 2015 roku nasłały na jego szpital rewizorów i zamroziły szpitalne konta bankowe, zarzucając klinice Mukwege nieścisłości w podatkach. W tym samym roku w Kinszasie zakazano pokazu filmu dokumentalnego, którego autor zrównywał doktora Mukwege z Nelsonem Mandelą i Martinem Lutherem Kingiem. Rzecznik rządu Lambert Mende oświadczył, że film, opowiadający o masowych gwałtach i lekarzu, ratującym ich ofiary szkodzi wizerunkowi kongijskiego państwa. Minister Mende oburzał się, że belgijski reżyser (w XIX wieku Kongo było prywatną własnością króla Belgów Leopolda) zarzuca wojenne zbrodnie żołnierzom rządowego wojska, które „tak wiele wycierpiało i poświęciło w obronie suwerenności i godności naszego niepodległego państwa”

Ale na wieść o tym, że doktorowi z Bukavu przyznano Pokojowego Nobla, minister Mende jako jeden z pierwszych pospieszył z gratulacjami. „Różnimy się w opiniach ilekroć doktor Mukwege próbuje upolityczniać swoją lekarską działalność.” – powiedział. „Ale cieszy nas niezmiernie, że tak wielki zaszczyt spotkał naszego rodaka.”

Nagrodzony doktor nie podziela zadowolenia ministra i ostrzega, że polityczna niepewność, będąca wynikiem przekładanych wyborów nowego przywódcy nakręca tylko przemoc i przysparza mu wciąż nowych pacjentek.

***

Od tamtej, pierwszej – i pewnie ostatniej – rozmowy w barze w hotelu „Orchidea” w Bukavu nigdy więcej doktora Mukwege nie spotkałem. Mimo tuzina wypraw do Konga nigdy też nie udało mi się odbyć podróży rzeką z Kisangani do Kinszasy, z Jądra Ciemności do portu. Jako dziennikarz jeździłem do Konga tylko wtedy, gdy wybuchały tam nowe wojny, a wtedy rzeka, poprzecinana liniami frontów, zamierała.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]