Przeprowadziwszy niebywale wprost szczegółowe śledztwo, połączywszy wszelkie możliwe kropki, prześledziwszy to i tamto w ten czy inny sposób, agencja Reutera ogłosiła niedawno, kim – najprawdopodobniej – jest legendarny Banksy.
Czy Banksy jest ikoną popkultury
Artysta-enigma, wirtuoz street artu, który od lat nie dawał się nikomu zidentyfikować, znany z umieszczania swoich dzieł w miejscach nieoczywistych i publicznych. Latami spekulowano, kim tak naprawdę jest, jemu zaś latami udawało się zwodzić coraz bardziej wścibskich tropicieli.
Także z tego powodu jego spektakularne akcje elektryzowały nie tylko miłośników sztuki. Banksy stał się, mówiąc bez żadnej przesady, ikoną popkultury. A przy tym, co dla ikon popkultury nie takie częste, cechowało go zawsze wyraźne polityczne zacięcie – gdziekolwiek coś istotnego się działo, tam można się było spodziewać jego interwencji.
Okoliczność, że nie wiadomo było, kim właściwie jest, rodziła naturalnie mnóstwo teorii, w efekcie zupełnie osobną dziedziną recepcji jego dzieł stało się dywagowanie na temat potencjalnych personaliów twórcy. Jeśli jednak reporterzy Reutera mają rację, zagadka została rozwiązana, nastąpił koniec dywagacji, a to, co ukryte, stało się odtąd jawne.
Pytanie brzmi tylko: po co?
Kim jest Elena Ferrante
To samo pytanie nasunęło mi się przy okazji innej podobnej sprawy, może nie aż tak głośnej, acz swego czasu również przyciągającej uwagę międzynarodowych mediów. A mianowicie – zagadki tożsamości Eleny Ferrante. „Prawdziwe ja” tej włoskiej pisarki – a może pisarza? a może pisarzy lub pisarek? – również stanowiło od lat przedmiot nieustających spekulacji.
Żeby je zdekodować, stosowano przemyślne analizy lingwistyczne, rozkładano frazy na czynniki pierwsze, porównywano biografie postaci rzeczywistych i literackich. Wreszcie, w 2016 r. włoski dziennikarz Claudio Gatti postanowił raz na zawsze przeciąć ten gordyjski węzeł.
Kierując się niezawodną maksymą „follow the money”, ustalił – jak twierdził: ponad wszelką wątpliwość – że Ferrante nazywa się Anita Raja, mieszka w Rzymie i pracuje jako tłumaczka. Przelewy bankowe nie kłamią, przekonywał, a ich natężenie, wysokość oraz, specyficznie, kierunek – od wydawnictwa publikującego Ferrante wprost do konta Raji – jasno zaświadczały, że mamy tu do czynienia z czymś więcej aniżeli zwykłą koincydencją.
Jak funkcjonować na własnych warunkach
Nie wszystkich jednak takie wyniki śledztwa usatysfakcjonowały i już rok później ekipa dociekliwych badaczy z Uniwersytetu w Padwie – tym razem naukowców, a nie detektywów – przedstawiła publikację, z której wynikało, że Ferrante to nie tyle Raja, ile jej mąż, wzięty pisarz i dziennikarz Domenico Starnone.
Oboje oczywiście zaprzeczyli i wciąż zaprzeczają, że są Eleną Ferrante, co tylko, ma się rozumieć, jeszcze mocniej kieruje pod ich adresem podejrzenia.
Nawiasem mówiąc, przy okazji śledztw dotyczących Ferrante wywiązała się w kręgach literackich zażarta dyskusja. Zwracano w niej uwagę, że całe to publiczne demaskowanie jest zwykłym łamaniem prawa do prywatności. Jeśli ktoś decyduje się pozostać anonimowy, a nie prowadzi działalności przestępczej, powinniśmy powściągnąć ciekawość i po prostu zostawić go w spokoju.
Jeanette Winterson, świetna brytyjska pisarka, stwierdziła nawet, że w usilnych próbach zidentyfikowania „prawdziwej” Ferrante skrywa się jakaś złość i niezgoda na to, żeby kobieta funkcjonowała w świecie literatury wyłącznie na własnych warunkach.
Banksy i Ferrante: po co nam ta wiedza
Ale wróćmy do wspomnianego pytania: po co? Po co mielibyśmy wiedzieć, kim są Banksy i Ferrante? Co to właściwie zmienia? I dlaczego uznajemy, że mamy prawo wdzierać się za zasłonę, którą ktoś przed nami rozpostarł? Dlaczego uznajemy, że wolno nam beztrosko przekraczać wytyczone przez kogoś granice? A w przypadku artystów: jak to wpływa na odbiór ich sztuki?
Czy lekturze genialnego cyklu neapolitańskiego albo obcowaniu z prowokacyjnymi pracami Banksy’ego tajemnica ich tożsamości nie nadaje jakiegoś szczególnego, niepowtarzalnego charakteru? Może ujawnieni nie byliby skłonni albo zdolni do napisania bądź namalowania czegoś podobnego i tylko okoliczność, że mogą (a raczej mogli) spokojnie skrywać się w cieniu, sprawia (czy też sprawiała), że ich twórczość ma tak szczególny charakter?
Na takie pytania, jak się zdaje, niewiele pozostaje miejsca we współczesnej kulturze, w której wokół dominuje wiwisekcja. Kulturze, w której niemal wszystko jest już na wierzchu, niemal wszystko zostało sfotografowane, sfilmowane, wybebeszone.
Doprawdy, niewiele jest jeszcze zjawisk i obszarów naszego życia, których w sposób detaliczny nie rozmontowano, nie rozłożono na części, nie obejrzano z każdej możliwej strony w najdoskonalszej rozdzielczości.
Podglądanie czy potrzeba kontroli
Od wysokospecjalistycznych operacji chirurgicznych transmitowanych na YouTube po najbardziej wymyślne formy seksu w dowolnych konfiguracjach; od prześwietlonych wszerz i wzdłuż celebryckich życiorysów po transmitowane na żywo najintymniejsze szczegóły codzienności ludzi nikomu nieznanych.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest w tej potrzebie totalnej dosłowności, demaskowania, oglądania wszystkiego w zbliżeniu, nazywania i katalogowania jakaś autorytarna potrzeba kontroli. Nadmiar kontroli nie prowadzi zaś, jak wiadomo, do niczego dobrego, a poza tym – last but not least – po prostu odbiera życiu smak.
Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!
Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.
Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.
Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















