Reklama

open eyes economic summit 2019

Bitwa o Wilczy Tryb

Bitwa o Wilczy Tryb

31.10.2017
Czyta się kilka minut
Relacja dzień po dniu z likwidacji ostatniej blokady, która chroniła Puszczę Białowieską przed wycinką.
Likwidacja obozu ekologów w Puszczy Białowieskiej, październik 2017 r. MICHAŁ KSIĄŻEK
W

Wilczy Tryb to droga leśna między przysiółkiem i lasem Dąbrowa a Drogą Narewkowską, trochę ponad kilometr długości. Już dziesięć dni blokujemy jej ujście do Drogi Narewkowskiej. Od Dąbrowy tiry nie mogą tu wjechać, więc zablokowanie drugiego wjazdu uniemożliwa wywóz drewna zza naszych pleców. Mamy dwie beczki wypełnione betonem, w głąb których wpinamy się zatrzaskami łańcuchów wiszących na nadgarstkach. Nad beczkami, pomiędzy drzewami, wisi też platforma, na której wciąż ktoś czuwa. Jednorazowa zmiana na blokadzie liczy więc minimum cztery osoby.

Ósmy dzień blokady

Wtorek, 10 października. Na zmianie dzielny Gucio, który blokował kiedyś har­vestera przez 10 godzin, po nieprzespanej nocy. Chomik, pogromca kłusowników z Lubelszczyzny. Gosia, która nie tylko walczy o Puszczę, ale też utrwala na zdjęciach brutalność straży leśnej. Nic dziwnego, że strażnicy usunęli...

17927

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...jest przykładem zdominowania techicznego meritum przez polityczno-ideologiczną konfrontację. A uczestnicząc w tym sporze jako "strona", TP niejako "wpycha się miedzy wódę a zagrychę"-czyli pojawia się tam, gdzie raczej być nie powinien; szczególnie jako czasopismo reprezentujące tradycję wysokich standartów intelektualnych i moralnych i poświęcajace się innej, jak "technika", problematyce. A w sporze o Puszczę Białowieską sprawa jest tak złożona "technicznie", że nie warto "osobom przypadkowym" wchodzić we fragment długotrwałej i wielowątkowej polemkimi, który w ostatnim czasie przybrał charakter silnej konfrontacji partykularnych interesów. Odradzałbym Tygodnikowi "rozmieniania się na(za) drobne".

Pomijając Pański, przypominający PZPR-owski konformizm, ton wypowiedzi o złożoności problemu chciałbym zauważyć, że po postanowieniu Trybunału Sprawiedliwości działania Straży chronią nielegalną wycinkę. Krytyka przez TP tych działań pokazuje, że "my jesteśmy tu gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO."

-jak na prawdziwych spadkobierców bolszewickich tradycji przystało. W przerwach w tej pracy jadą "w teren", gdzie dokonują interwecji w obronie podstaw ustrojowych Wspólnoty. A tam gdzie staną, tam jest jedynie słuszna racja.

Krytykowana przez Pana wypowiedź w zasadzie nie nadaje się do rzeczowej polemiki; wręcz wolę przyjąć, że jej Autor celowo użył formy prowokacji. W jakim celu? - nie mam pojęcia. Podejrzewam jednak, że nie bardzo wie, o czym mówi... Byliśmy z żoną w Obozie dla Puszczy następnego dnia po dramatycznej likwidacji blokady, opisanej przez Autora artykułu, za który jestem mu wdzięczny. W Obozie wyczuwalna była wówczas pewna nuta przygnębienia, ale to dzielni, twardzi ludzie, którzy szybko znaleźli pocieszenie w tym, że przynajmniej będą mieli trochę czasu na przemyślenie i omówienie dalszych działań, a przede wszystkim, poukładanie sobie wszystkiego w nowym miejscu (po przeniesieniu się z obozu w Pogorzelcach do udostępnionego im budynku w Teremiskach), aby dało się tam przeżyć zimę; ostatnio nie mieli na takie rzeczy czasu z uwagi na ciągłe działania na blokadach. Wciąż towarzyszy mi pytanie, czy sprawcy niszczenia Puszczy, sprawcy wielkich szkód i łamania prawa, a ostatnio winni przemocy wobec pokojowych protestów Obrońców Puszczy, kiedyś odpowiedzą za to przed sądem. Jestem przekonany, że bez przyzwolenia ministra środowiska, wyspecjalizowanego w niszczeniu przyrody i zabijaniu wszelkiego dzikiego życia, a uchodzącego za rzekomego specjalistę od ochrony tej przyrody, użycie siły przez panów w mundurach straży leśnej nie mogłoby mieć miejsca. Czy, gdy już upadnie obecna władza (nie prędko, jak sądzę, przy poparciu społecznym, jakim się cieszy), umknie on, i jego współpracownicy z LP, odpowiedzialności, jak niegdyś panowie Ziobro i Kamiński, których "liberalna" władza nie potrafiła, czy nie chciała(?) rozliczyć z łamania prawa? Problem w Polsce jest z owym powszechny przyzwoleniem - na łamanie prawa, na przemoc silniejszego wobec słabszego, na niszczenie wspólnego dobra. A Puszcza jest takim dobrem w szczególny sposób: to nasz Skarb...

-to przeważnie młodzi ludzie i pewnie głeboko przekonani o słuszności tego co robią. Jednak samo przekonanie i dobra wola nie starczy, by dokonywać rzeczywiscie dobrych rzeczy-warto zabiegać także o rozeznanie sprawy, mozliwie gruntowne. W Niemczech często można spotkać pomniki ku pamięci poległych na wojnie żołnierzy Wermachtu-szczególnie na przykoscielnych cmentarzach. Nie są one gloryfikacją żołnierzy walczących za ideę narodowego socjalizmu, ale upamietnieniem i uhonorowaniem ofiarności przewaznie młodych meżczyzn, którzy w dobrej wierze spełniali swój obowiązek wobec ojczyzny, narodu, rodziny. To, że za ich plecami dymiły kominy KL Auschwitz i pomordowanymi zapełniał się Babi Jar, też ich jakoś obciąża(nie rozstrzasając kwestii niemoralności samej wojny zaborczej), choć nie tak, by ich całkiem wymazać z pamięci. Młodymi ludźmi łatwo manipulować,a na ich porywie gorących serc i głów, cynicznym graczom umozliwia ubijanie własnych interesów. Cała ta retoryka o "rabunkowej wycince Puszczy", moznaby porównać do absurdalnego oskarżania ludzi usuwajacych wojenne ruiny miasta (np. Warszawy), o to że to właśnie oni są przyczyną jej zniszczenia, bowiem usuwają "substancję mieszkalną", która co prawda uległa "restrukturyzacji", ale mogła pozostać na miejscu i nadal być "uzytkiem". Puszczę Białowieską niszczy kornik drukarz oraz wiatry powodujace wiatrowały i wiatrozłomy w drzwostanach o rozluźnionym zwarciu. Z kornikiem drukarzem, i regresem świerka w Puszczy, to problem jest co najmniej od 30 lat(wg mojego rozeznania). Jednak kosekwetnie prowadzona przez te lata "wycinka Puszczy", pozwalała na zachowanie stanu naturalnego(a nie pierwotnego, jak mylnie jest to podawane przez niektóre media)i stabilnych siedlisk w Puszczy, aż do momentu zaniechania tych zabiegów (w ramach programu Natura 2000?).

No cóż, na szczęście są na świecie inne miejsca, gdzie szanuje się i dba o przyrodę. Jak ktoś chce odwiedzić miejsce o takim naturalnym charakterze, dźwiękach i zapachach to mamy całą Europę stojącą otworem, jak nie świat (choć czasem trzeba wiz). Trzeba się do tego przyzwyczajać, bo u nas króluje utylitarny charakter wykorzystania przyrody, a do tego panuje mit "czystego środowiska", już teraz ubogaconego smogiem czy leśnymi wysypiskami.

"Nie omieszkamy wytknąć zarobków leśnikom: nadleśniczowie z Puszczy Białowieskiej zarabiają średnio 16,5 tys. miesięcznie, dyrektor generalny Tomaszewski, znawca kóz, pewnie więcej"...I tu jest pies pogrzebany, bo nieprawidłowosci dotyczące funkcjonowania Lasów Państwowych, nie dotyczą sposoby zagospodarawania zasobów naturalnych-te są raczej prawidłowe, realizowane wg racjonalnej zasady "trwałości produkcji i ciagłości uzytkowania"-co oznacza, że uzytkowanie zasobów musi respektować naturalne procesy zachodzące w ekosystemach(leśnych)-dotyczy to także Puszczy Białowieskiej, gdzie od dziesiatków lat prowadzi się tzw. ochronę aktywną, a jej zawieszenie na kilka lat, poskutkowało zachwianiem ekostemu Puszczy przez ekspansję kornika. Aktualna "wycinka" Puszczy, jest działaniem interwencyjnym, majacym na celu przywrócenie stanu równowagi siedliskowej. Ale właśnie wysokie zarobki leśników(ca podwójna średnia krajowa), które tak wielu kłuje w oczy w poczuciu niesprawiedliwej dysproporcji, są skutkiem zawłaszczenia dóbr lesnych przez wąską grupę interesu-tzw. słuzbę leśną, na bardzo niejasnych zasadach quasi-prywatyzacji. Dotyczy to także nieruchomości na terenach LP, a czego sprawa "pałacyku Szyszki", jest elementem szerszego zjawiska. Myślę, że równolegle ze sprawą nadużyć w ramach (re)prywatazji nieruchomości miejskich(Warszawa, Kraków, Łódź i inne), także i sposób funkcjonowania PGL LP w sferze finansowo-prawnej, winien być poddany dokładnej analizie i niezbędnej weryfikacji.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]