Czy kościelne wydarzenie roku skończyło się niczym? Na czym polega siła synodalności?

Uważne wysłuchanie drugiego człowieka nigdy nie pozostaje bez konsekwencji. Wyjście z własnej kościelnej bańki zawsze jest obarczone ryzykiem. Synodalności, która polega na zmianie postaw i mentalności, nie da się łatwo zatrzymać.
Czyta się kilka minut
Obrady synodu biskupów, w których po raz pierwszy na równych prawach uczestniczyli katolicy świeccy, w tym kobiety. Druga sesja plenarna, Watykan, październik 2024 r. // Fot. Hans Lucas / CPP / AFP / East News
Obrady synodu biskupów, w których po raz pierwszy na równych prawach uczestniczyli katolicy świeccy, w tym kobiety. Druga sesja plenarna, Watykan, październik 2024 r. // Fot. Hans Lucas / CPP / AFP / East News

Zakończony w październiku synod o synodalności nie przyniósł rewolucji. Uczestnicy sesji plenarnej nie podjęli żadnych ważnych decyzji. Zbierane po całym świecie postulaty i propozycje zmian nie doczekały się realizacji, a te najbardziej radykalne zostały wyłączone z dyskusji. Obrady przybrały formę rekolekcji, połączonych z warsztatami: zebrani w Watykanie biskupi i świeccy, zamiast reformować Kościół, mieli wpierw zmienić siebie.

Co nie znaczy, że najważniejsze wydarzenie minionego roku w Kościele skończyło się niczym. Wszyscy – dzięki niemu – wiedzą, na czym polega synodalność, choć trzy lata temu, gdy proces ruszał, było to pojęcie nieznane lub niejasne. Wiedzą, że nie chodzi w niej o demokratyzację Kościoła czy podejmowanie decyzji większością głosów, ale o słuchanie – cierpliwe, nieoceniające, otwarte na każdego. Że głos ludzi świeckich liczy się tak samo jak biskupów i kardynałów. Że nie chodzi o to, by przekonać innych do swej racji czy osiągnąć konsensus, ale by się spotkać i usłyszeć. Że decyzje, podejmowane przez kościelną władzę, muszą być poprzedzone „rozmową w Duchu” i rozeznaniem. Kto zna realia Kościoła, choćby polskiego, wie, że to wcale nie mało.

Synodalność nie jest już utożsamiana z frakcją rewolucyjną czy ukrytą opcją niemiecką. Co zwiększa szansę, że się przyjmie. A przecież nie straciła reformatorskiej siły. Uważne wysłuchanie drugiego człowieka nigdy nie pozostaje bez konsekwencji. Wyjście z własnej kościelnej bańki zawsze jest obarczone ryzykiem. Synodalności, która polega na zmianie postaw i mentalności, nie da się łatwo zatrzymać. Przetrwa dłużej niż Franciszkowy pontyfikat. A Kościół synodalny nie będzie ani bardziej liberalny, ani konserwatywny. Będzie różny w różnych miejscach, jak różni są ludzie, którzy go tworzą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Synodalność i jej konsekwencje