Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Czub i Kłamczucha

Czub i Kłamczucha

28.02.2012
Czyta się kilka minut
Dzisiaj krótka wycieczka za płot, który rzadko przekraczam na tych łamach, a mianowicie płot z napisem: „nastoletnia-literatura-bardzo-poczytna-jakkolwiek- -nielubiana-przez-rodziców”.
P

Poznajcie Johna – piętnastoletniego socjopatę. Chłopak dorasta w mieszkaniu nad domem pogrzebowym, prowadzonym przez matkę i jej bliźniaczą siostrę. Od wczesnego dzieciństwa oswojony ze scenografią pochówków, John nie odczuwa grozy śmierci. Przeciwnie – fascynują go życiorysy seryjnych morderców, a kostnica jest jego domowym azylem. Ojciec opuścił rodzinę i przepadł, starsza siostra ledwo toleruje rodzinne klimaty, naznaczone frustracją i rozczarowaniem. John coraz częściej pomaga matce i ciotce w ich szczególnej pracy, polegającej na balsamowaniu i doprowadzaniu do ładu zwłok (także ofiar zabójstw). Jest w tym dobry. Wydaje się zaimpregnowany na wszelkie uczucia. Nie dogaduje się z matką, nie nawiązuje żadnych relacji z rówieśnikami, w szkole ma etykietę „czuba”.

W prowincjonalnym Clayton niewiele się dzieje, ale pewnego dnia życie chłopca zaczyna gwałtownie przyspieszać, bo oto policja znajduje okaleczone zwłoki – pierwsze z wielu. John szybko rozpoznaje powtarzalny „wzór” serii zabójstw, przenika psychikę mordercy i namierza go. Pozostaje tylko, bagatela, udowodnić winę sprawcy, co nie jest łatwe, kiedy jedynym świadkiem jest dziwaczny nastolatek. W śledztwie, gdzie „normalsi” wydają się ślepi i głusi, John widzi jasno, bo patrzy oczami socjopaty, pozbawionego emocjonalnego „balastu”.

Książka do połowy bardzo ciekawa, od połowy irytująca dla kogoś, kto nie trawi thrillerów/fantastyki. Dość nieoczekiwanie powieść realistyczna zamienia się w krwawą bujdę na resorach, a tam, gdzie kończy się prawdopodobieństwo, tam starsze ciocie wymiękają. Skupmy się zatem na pierwszej połowie, bo warto.

Piętnastoletni John z właściwym sobie, zimnym, analitycznym talentem bierze pod lupę własną osobowość i rozbiera ją na części. Pomaga mu w tym psychoterapeuta, u którego chłopak zjawia się raz w tygodniu, na opłaconej przez matkę sesji. Chłopiec wie, że – inaczej niż reszta świata – pozbawiony jest empatii i nie doświadcza głębokich uczuć. Obce mu są współczucie i lojalność, a miłość przybiera karykaturalny kształt chęci zawłaszczenia i kontroli. Dziwaczny „autyzm” Johna jest w istocie nadmuchanym do klinicznych rozmiarów, wynaturzonym nastoletnim egoizmem – dolegliwością, która pojawia się wraz z pryszczami, a której doświadcza (w różnym stopniu) niemal każdy licealista. Koncentracja na własnych potrzebach i obsesjach, niechęć do współuczestniczenia, odraza dla uczuć i rytuałów rodzinnych, wyniosłe i bolesne poczucie nieprzystawania do świata – wszystko to John dostał od losu w gargantuicznym nadmiarze.

Jakkolwiek pogodzony z własną gębą „dziwoląga”, jednak dostrzega, że kostium ochronny „normalsa” bywa w życiu pomocny. A zatem uczy się przybierać pozy i zachowania zwyczajnego dzieciaka, w kontaktach z rówieśnikami pozoruje zainteresowanie i przyjaźń, a szkolnym agresorom odpłaca gładkimi pochlebstwami, co zbija ich z pantałyku. Niczym owad, uprawia swoisty mimetyzm – wtapia się w tło. Nastoletni czytelnik książki, chociaż jak najdalszy od morderczych instynktów, odnajdzie przecież w tytułowym bohaterze tę dotkliwą niepewność własnej tożsamości, tę huśtawkę nastrojów – od manii do depresji, ten autodestrukcyjny imperatyw, z którym zmaga się każdy biedny czub, zwany nastolatkiem.

Co do książkowego marketingu – nie bez powodu na okładce wydawca umieścił adnotację: „dla fanów Dextera”. W istocie, książka jest kliszą konceptu, na którym oparto popularny serial „Dexter” (do jego produkcji zużyto zapewne cysternę sztucznej krwi). Tu i tam mamy do czynienia z nieprzystosowanym chłopakiem, który odkrywa w sobie mroczne, mordercze obsesje i zaprzęga je do ścigania zabójców, balansując cały czas na granicy normy i patologii. Tu i tam bohater powtarza wyuczone rytuały „normalsów”, żeby móc funkcjonować w społeczeństwie. Tu i tam stereotypowa „norma” jest stale rewidowana i definiowana od nowa, bo komiksowe role „szlachetnego mściciela” i „zwyrodniałego psychopaty” przenikają się i nakładają na siebie.

Nawet okładka (brrrr! okropna) książki Dana Wellsa nawiązuje do czołówki serialu, gdzie zwyczajne poranne czynności (toaleta, przyrządzanie śniadania) sfilmowane są w sposób, który jednoznacznie kojarzy się z przemocą. Niby keczup, a krew.

Na marginesie – „Nie jestem seryjnym mordercą” (kolejna książka tego autora to „Pan Potwór”) dobrze pokazuje, co stało się z autorskim prawem do fabularnego pomysłu. Tak jak sukces „Harry’ego Pottera” pociągnął za sobą setki naśladownictw „czarodziejskich”, jak po „Zmierzchu” nadeszła lawina opowieści „wampirycznych”, tak popularność „Dextera” dyskontowana jest przez naśladowców w rodzaju Dana Wellsa. To, co dawniej uchodziłoby za nadużycie, teraz mieści się w nowej literackiej „normie”. Autorze! Jeśli odniosłeś sukces, sam sobie dopisz czym prędzej kontynuacje i sequele, zanim zrobią to koledzy. Utopia komunizmu za sprawą arcyszybkiej, elektronicznej wymiany motywów i wątków spełniła się w kulturze – siedzimy w ogromnej globalnej stołówce i jemy z jednego kotła.

***

„Dane wrażliwe” to książka nieporównanie bardziej „grzeczna” (ani jednego trupa!), chociaż równie godna uwagi. Ukazała się w „miętowej” serii Egmontu, znakomicie rozpoznawalnej – co warte podkreślenia – dzięki mistrzowskim okładkom Doroty Nowackiej. Autorka serii, Ewa Nowak, zawodowe doświadczenie pedagoga i terapeutki z talentem przekłada na literaturę „empatyczną” z nastoletnimi bohaterami. Jest bardziej rzeczowa od Siesickiej, bardziej krytyczna od Musierowicz, ale jej książki spełniają tę samą, pocieszycielską i sekretnie wychowawczą rolę.

Tym razem Ewa Nowak obsadziła w roli bohaterki nijaką, zahukaną Ninę. Dziewczyna nie jest szkolną gwiazdą i bardzo zabiega o przyjaźń koleżanek – bezskutecznie. Niewiara w siebie sprawia, że jej przyjaźnie są krótkotrwałe i kończą się nieuchronną obrazą. Pewnego dnia Nina, aby zyskać „punkty” w oczach koleżanek, nieopatrznie skłamie, że ma chłopaka. To niewinne szachrajstwo będzie miało ważkie konsekwencje, kiedy Nina zostanie wmanewrowana w rolę młodej wdowy po tragicznie zmarłym chłopcu. Kłamstwo zaczyna żyć własnym życiem i obrastać kolejnymi mistyfikacjami. Żeby nie stracić „twarzy”, dziewczyna coraz dalej brnie w narzucony jej scenariusz.

W kłopotach starszy brat wydaje się Ninie wrogiem, ojciec jest wiecznie nieobecny, a matka – zrzędliwa i pustogłowa. Jedynym wsparciem nastolatki okazuje się kuzynka na wózku inwalidzkim, dotąd „niewidzialna” dla rodziny, traktowana jak doniczka z paprotką. Książka dobrze opisuje piekło nastoletnich przyjaźni, nafaszerowane intrygami, zdradą i nielojalnością. Ten osobliwy poligon przyszłych dojrzałych relacji jest jak pole minowe, po którym szesnastolatka kica niezgrabnie, kompletnie pogubiona. Nina tak bardzo koncentruje się na swoich prawdziwych i wyimaginowanych blamażach, że dociera na krawędź desperacji.

Dziewczęce kompleksy, zmienne nastroje, zafałszowane proporcje między prawdziwą tragedią a wykreowanymi, nadmuchanymi dramatami – wszystko to Ewa Nowak opisała wiarygodnie, ze znajomością rzeczy. Paradoksalnie w koszmarnej matce (symptomatyczne – książki dla nastolatek pełne są koszmarnych matek!) odnajdujemy te same cechy, które nosi w sobie Nina i które są przyczyną jej kłopotów. Postać brata Niny jest bodaj najciekawsza – Bogdan to dowcipny nicpoń i fanfaron, a zarazem jedyny w rodzinie prawdziwie wolny od lęku „co-sobie- -ludzie-pomyślą”.

Książki Ewy Nowak można rekomendować nastolatkom bez obaw. Po Dana Wellsa sięgną zapewne i bez naszej rekomendacji. „Dexter” zrobił swoje.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]