Dzieci, które w tamtym czasie przyszły na świat, są już pełnoletnie, litościwie pomińmy więc nazwiska i nazwy głównych bohaterów tego wydarzenia.
A było tak. Zadzwonił telefon i głos szefa działu ogólnopolskiego tygodnika opinii, w którym wówczas pracowałem, zapoznał mnie z nowym zadaniem: – Pójdziesz do jakiegoś dyskontu i zrobisz reportaż o tym, kto tam kupuje, dlaczego tam, a nie w normalnym sklepie, co tam można kupić itd. Co ci będę tłumaczyć, wiesz chyba, w czym rzecz. No to cześć – pożegnał się w swoim stylu pryncypał.
Z zakamarków jaźni, w których składuję wstydliwe wspomnienia, tamtą konwersację uwolniły nieoczekiwanie ostatnie godziny pracy nad bieżącym numerem „Tygodnika", gdy wysyłaliśmy do druku okładkowy materiał Beaty Chomątowskiej o tym, co nam dały, a co zabrały dyskonty.
Podróż po Polsce widzianej z parkingu przed Biedronką i Lidlem
Dwie dekady w polskiej historii to zawsze dużo, zdarzało nam się w tym czasie odzyskać i utracić niepodległość. W minionym ćwierćwieczu mieliśmy więc i sporo czasu na zmianę nawyków konsumpcyjnych i żywieniowych, a nawet na gruntowny remanent pojęciowy, który objął i to, jak rozumiemy słowo „elitarny”. Po wielu sklepach, które mojemu ówczesnemu szefowi wydawały się „normalne”, zostały tylko szczątki foliowych reklamówek na wysypiskach śmieci. Normalne – a raczej należałoby rzec powszechne – stały się natomiast zakupy w dyskontach.
Wybraliśmy się w podróż po Polsce widzianej z parkingu przed takim sklepem i wyzierającej spomiędzy jej półek, żeby przyjrzeć się zmianie, która w tym czasie zaszła na polskiej ulicy, talerzu i w naszych głowach. Będziecie rozczarowani, jeśli spodziewacie się po takiej wycieczce jedynie zachwytów nad bilansem tych przemian. Może zniesmaczy was też nasze dla nich uznanie – jeśli liczyliście jedynie na antykonsumpcyjną filipikę. Antropologia codzienności, na której próbkę sobie pozwoliliśmy, nie może ukazywać zjawisk w jednej tylko płaszczyźnie, jeśli traktować ją serio, a nie jako podkładkę pod tezę.
Zresztą, jaka to przyjemność zagłębiać się w tematykę prostą jak matematyka dla klas pierwszych? Od dawna mam wrażenie, że koleżanki i koledzy, których spotykam codziennie w redakcji, oraz nasi współpracownicy najlepiej czują się właśnie w pracy nad tematami, które można by oznakować znanym z social mediów tagiem „to skomplikowane”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















