Coś jest na rzeczy?

Moda na bicie w "Gazetę Wyborczą jak w bęben trwa i nic nie wskazuje na to, by miała się skończyć. Celuje w tym już nie tylko rynkowa i ideologiczna konkurencja, ale nawet - co szokujące - związani ze środowiskiem "GW publicyści.
Czyta się kilka minut
 /
/

Trudno mi przejść obojętnie obok tekstu Michała Olszewskiego , w którym wylewa się pod adresem "GW" pokaźną dawkę gorzkich żali, zachowując jednocześnie pozory, jakoby omawiany tytuł się broniło i pokazywało z dobrej strony. Nie przekonuje mnie ani lekko ironiczny ton artykułu, ani - przede wszystkim - zastosowana przez Olszewskiego metoda wprowadzania w narrację artykułu osób trzecich, których głosy służą autorowi, ewidentnie, do zamaskowania własnych ocen. Osoby te, spowiadające się czytelnikom "TP" ze swej niechęci do "GW", to ani sondażowa "pani Czesia z kiosku", ani "woźny Nowak" czy "student Iksiński". To "Krzysztof (nie chce podawać nazwiska), Jurek Kawęcki, Tomek Karoń - szczyt warszawskiego managementu. Specjaliści od badania rynku. (...) Oczytani, elokwentni, nowocześni. Znają dziennikarzy »Gazety«. Znają polityków. Polska, chociaż nieźle się w niej odnajdują, nie jest krajem, o którym marzyli. (...) Wszyscy urodzeni w drugiej połowie lat 60. (...) Wszyscy trzej czytali »Gazetę« od pierwszego numeru. Najpierw z wypiekami na twarzy, potem z rosnącym zniecierpliwieniem". Chyba wszystko jasne: oburęczne sierpowe w środowisko Adama Michnika (za Rywina, za lustrację, za "zakłamanie debaty publicznej") wyprowadzają przedstawiciele generacji 35-40-latków, oszołomieni za młodu martyrologią stanu wojennego, a później w trudny do zweryfikowania sposób "walczący z komuną".

Jakoś trudno mi uwierzyć, że wśród znajomych Olszewskiego, z którymi rozmowa mogła być przecież owocna, znaleźli się tylko zaciekli przeciwnicy "GW", wymachujący znanymi od lat argumentami na "nie", które staje się tu słowem-kluczem, przebijającym z każdej linijki, choć osłodzonym pozornie lukrem. Osobliwy jest brak hierarchii "Gazetowych" grzechów, bo w mowach oskarżycielskich rozmówców Olszewskiego wszystkie argumenty przeciw "GW" brzmią co najmniej jak jej grzechy śmiertelne. I nieważne, że Rywin znów sąsiaduje z "popsuciem kraju przez »Gazetę«", odświeżanie Lenina przez Sławomira Sierakowskiego z "dwuznaczną grą" redakcji, a gen. Czesław Kiszczak z "wymazywaniem grzechów przeszłości" oraz wyraźnie nieznośną dla autora "letniością". Wszystko miesza się ze wszystkim, a na odczepnego dostajemy kilka uwag o tym, że przez 17 lat być może coś się temu tytułowi udało. Na nic nieśmiałe próby pokazania, że Adam M. to nie tylko wcielone zło, na nic szpile w język "Michnikowszczyzny" Rafała A. Ziemkiewicza. Ogólne wrażenie po lekturze jest jednoznaczne: "Coś jest na rzeczy, ci budzący sympatię kolesie mają sporo racji".

Czytając tekst Olszewskiego, czuję żal, że dyskusja na temat roli "Gazety" w polskim życiu publicznym przybiera tak dziwaczne kształty (co prawda, i ze strony "GW" nie widać specjalnego zacięcia, by szukać nowych obszarów dyskusji). A przecież przeciwnikom Adama M. byłoby pewnie ciekawie rozprawić się z nim bardziej dziarskim sposobem niż nieustannym podbijaniem lustracyjnego bębenka, diabolicznym Leszkiem Maleszką, bełkotem z taśm Gudzowatego albo odgrzewanym kotletem pod nazwą "przyjaźń z Urbanem i Kiszczakiem".

Żal mi niepodjęcia próby przyjrzenia się zjawisku pod nazwą "Gazeta Wyborcza" z szerszej perspektywy (zmieniające się stopniowo polskie realia, korporacyjne przekształcenia Agory z lepszym bądź gorszym skutkiem, karuzela ekip politycznych u władzy, publikowanie wielkich debat o Jedwabnem, Powstaniu Warszawskim, miejscu Polski w Europie, o Ukrainie i Białorusi). Olszewski tego nie czyni, w zamian serwując nam, cudzymi ustami, słowotok "anty-»GW«", uruchamiając w czytelniku spore pokłady zmęczenia. Zmęczenia efektem "zdartej płyty".

RAFAŁ ROMANOWSKI (ur. 1978) jest dziennikarzem krakowskiego wydania "Gazety Wyborczej".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2007