Reżyser z Seattle przybył do Iraku w 2003 r., przekraczając nielegalnie granicę z Egiptem. Nie miał ani wizy, ani pozwolenia na pracę z kamerą. Wojska amerykańskie rozpoczęły właśnie okupację kraju. James Longley spędził w nim dwa lata, dokumentując życie codzienne Irakijczyków. Z tej rozległej perspektywy - jakże odmiennej od reporterskiej rutyny - obserwował tamtejszą rzeczywistość od środka, wsłuchując się uważnie nie tylko w głos ulicy, ale i w intymne zwierzenia mieszkańców.
Powstał film na przekór dziennikarskim newsom, wnikliwy i nieśpieszny, a zarazem oddający nerwowy rytm życia w trzech różnych regionach Iraku. W zdominowanym przez sunnitów Bagdadzie wciąż jeszcze odzywają się tęsknoty za obalonym dyktatorem. Na szyickim południu, w Nasiriji i Nadżafie, bojówki sadrystów usiłują brutalnie przeciwstawić się amerykańskim porządkom, a przy okazji wziąć odwet za niedawne prześladowania szyickiej większości. Natomiast w północnej części kraju Kurdowie cieszą się z odzyskanych praw, korzystają z dobrodziejstw demokracji, choć jednocześnie niepokoją się o przyszłość kraju zniszczonego i tragicznie podzielonego.
Nie ma bowiem jednego Iraku. Longley wie o tym doskonale, decydując się na jego fragmentaryczny czy raczej impresjonistyczny opis. "Irak w kawałkach" to Irak widziany oczami poszczególnych bohaterów: jedenastoletniego Mohammeda ze stolicy, który zbyt szybko musiał stać się dorosłym, czy starego kurdyjskiego wieśniaka, który szykując się na śmierć, usiłuje przygotować swoich synów do lepszego życia. Reżyser, choć niewątpliwie ma ugruntowaną opinię w kwestii irackiej, nie faworyzuje żadnego punktu widzenia. Oddając głos swoim bohaterom, pokazuje, że wejście obcych sił do Iraku dla jednych okazało się przekleństwem, dla drugich - początkiem wolności, dla jeszcze innych - doskonałym pretekstem do wzmożonej aktywności politycznej. Wszyscy jednak - i Arabowie, i Kurdowie; i szyici, i sunnici - doświadczają na co dzień chaosu i poczucia niepewności. Nie interesuje ich globalna polityka, ale kolejny przeżyty dzień. Większość z nich nie wierzy, że może być lepszy od poprzedniego.
Kamera Longleya wciska się w ciasne uliczki miast, miesza się w tłum szyickich biczowników świętujących Aszurę, filmuje z wozu należącego do fanatycznych wyznawców Muktady as-Sadra, którzy za chwilę na lokalnym bazarze skatują człowieka podejrzanego o handel alkoholem. Z tym samym natężeniem uwagi przygląda się grającym w warcaby mężczyznom, politycznym agitatorom czy dzieciom uczącym się angielskiego w wiejskiej szkole. Zrujnowany kraj na przekór wszystkiemu tętni życiem. Główna wartość filmu polega na tym, że pomaga on poczuć niemal na własnej skórze temperaturę tamtej rzeczywistości. Nie tylko zobaczyć gniew żyjących tam ludzi, ale i usłyszeć, jak ściszonym, drżącym głosem opowiadają o swoich marzeniach, nie tak bardzo różniących się od naszych. Nominowany w ubiegłym roku do Oscara, uhonorowany licznymi nagrodami (m.in. w Sundance) amerykańsko-iracki dokument to dzieło reportera i poety, rzadkie połączenie solidnego filmowego fachu i ludzkiej wrażliwości.
Irak w kawałkach, reż.: James Longley, dokumentalny,
USA/Irak 2006, Canal Plus, piątek 21 III, 21.00.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















