Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

„Boję się twojej trzeźwości”

„Boję się twojej trzeźwości”

24.09.2012
Czyta się kilka minut
Nigdy niczego literacko mocniejszego nurt buntu w literaturze nie wydał. „Lalka” jest także archetypem polskiej powieści w ogóle. Przed nią i po niej nie było nic porównywalnego.
Bolesław Prus (wł. Aleksander Głowacki, 1847-1912): rycina Józefa Holewińskiego na frontyspisie pierwszego wydania "Lalki" (1890).
H

Historia literatury polskiej zna właściwie tylko dwa tropy (cała jej reszta była, jest i pozostanie modernistycznym lub awangardowym „eksperymentem”, wejdzie do naszego kanonu dopiero wówczas, kiedy polskość przestanie być głównie lub jedynie traumą). Pierwszy trop to literatura pisana ku pokrzepieniu serc rozchwianych pomiędzy imperialnymi fantazjami przeszłości a realnym, depresyjnym doświadczeniem teraźniejszości, na które składa się nieistniejące albo słabe państwo oraz zdemolowane społeczeństwo z jego dystynktywnymi elitami szlacheckimi lub inteligenckimi. Drugi trop to bunt przeciwko polskości zastanej, jej krytyka, nieraz gwałtowna, choć zawsze jest to „krytyka lojalna” (cyt. za Michaelem Walzerem, który prekursorów takiej krytyki widział w żydowskich prorokach nieustająco zrzędzących na naród, który ukochali najbardziej).

Archetyp powieści

Literatura pisana ku pokrzepieniu serc nie musi być pozbawiona ambicji stylistycznych (czasem graniczących z geniuszem) czy krytycznych, co potwierdzają dwa jej najlepsze przykłady: „Pan Tadeusz” i „Trylogia”. Natomiast apogeum drugiego nurtu – literatury buntu przeciwko polskości zastanej, literatury krytycznej – jest „Lalka” Bolesława Prusa. Nigdy wcześniej ani nigdy potem ten nurt niczego literacko mocniejszego z siebie nie wydał. Warto zresztą dodać, że „Lalka” jest także archetypem polskiej powieści w ogóle. Przed nią i po niej nie było nic porównywalnego.

Modernizm zniszczył język polskiej prozy, a przed Prusem (i Sienkiewiczem) problemem było raczej ustabilizowanie polszczyzny w kraju bez historycznej i państwowej ciągłości niż napisanie w tym języku dojrzałej powieści.

O ile pierwszym kluczem do wielkości „Lalki” jest talent literacki Prusa, to drugim źródłem istotności tej książki jest jednak konkretny moment historyczny. Powieść zaczyna się wszak ukazywać na łamach „Kuriera Codziennego” w 1887 r., a jej akcja – nie licząc retrospektyw – rozpoczyna się w roku 1878.

Wokulski jest reprezentantem pokolenia, które ze Szkoły Głównej poszło do powstania styczniowego, a po jego klęsce postanowiło przemyśleć, co się właściwie im i Polsce przydarzyło. Okres pomiędzy powstaniem 1863 r. a wybuchem najpierw rewolucji 1905 r., a potem I wojny światowej wydaje dwie formacje, które do dziś dnia wyróżniają się na tle całej polskiej intelektualnej tradycji trzeźwością i nowoczesnością swojego myślenia: szkołę krakowską i pozytywizm warszawski. A w pozytywizmie warszawskim Prusa i Sienkiewicza, najpierw jako morderczo radykalnych felietonistów atakujących wszystkie świętości ówczesnej (i dzisiejszej) polskości, potem jako pisarzy programowych, wreszcie jako pisarzy genialnych. Ponieważ większość ludzi tego pokolenia poszła do powstania (także Prus jako spiskujący licealista dostał się w łapy carskiej policji), dało im to prawo tradycję insurekcyjną poddać najbrutalniejszej krytyce.

Co czyni nas inteligentnymi

Wygląda na to, że wstrząs czyni Polaków (niektórych) inteligentnymi, podczas gdy wolność – choćby względna wolność dostępna narodom średniej wielkości, o umiarkowanym potencjale – prowadzi do naszego natychmiastowego zdziecinnienia, czego przykładem była zarówno „mocarstwowość” II RP, jak też współczesna nam „posmoleńska tromtadracja”, reprodukująca XIX-wieczne rytuały patriotyczne w sytuacji tak bardzo odmiennej, że to naśladownictwo staje się już tylko uciążliwą groteską.

Centralnym tematem „Lalki” jest resentyment, czyli pogarda dla pewnej społecznej elity, podszyta jednak głęboko uwewnętrznionym poczuciem niższości wobec przedmiotu własnej pogardy. To właśnie silny resentyment społeczny motywuje Wokulskiego (z resentymentu bierze się także jego „miłość” do Izabeli Łęckiej), a potem go niszczy. Mieszczańscy modernizatorzy, których Wokulski jest najciekawszym w polskiej literaturze reprezentantem, są ludźmi „podróżującymi”. Nie reprodukują arystokratycznej, szlacheckiej, inteligenckiej tradycji własnych rodzin. Są self-made manami, biorą się ze społecznego awansu, a właściwie ze społecznej zmiany, bo może to być – jak u Wokulskiego – także społeczna huśtawka, od wysadzonego z siodła szlachcica, poprzez totalną pauperyzację, aż po awans dokonujący się już przy użyciu narzędzi nowoczesnego mieszczaństwa: pieniędzy, wykształcenia. A wszystko to albo na przestrzeni jednej biografii, albo paru zaledwie pokoleń. Bycie jak Wokulski „człowiekiem znikąd”, szczególnie w oczach elity, do której szuka się wstępu, to najpewniejsze źródło resentymentu.

Zatruty awans

Wielu moich rówieśników czytało i nadal czyta biografię Wokulskiego jako figurę własnych biografii, a jego resentyment jako figurę własnego resentymentu. Także w naszym doświadczeniu polskie społeczeństwo pozostawało społeczeństwem zablokowanym i silnie zhierarchizowanym. Obojętnie, czy to w Klubie Inteligencji Katolickiej, czy w redakcjach ważnych „liberalnych” gazet i miesięczników, zawsze witało nas pytanie (czasem wypowiadane na głos): „skąd się ten człowiek wywodzi?”, „z jakiej rodziny?”, „kto to w ogóle jest?”. Pierwsze spotkanie z krakowską i warszawską elitą także dla nas było i pozostało na zawsze spotkaniem Wokulskiego z paniami i kawalerami uczestniczącymi w „kwestowaniu przy grobach”. Zawsze żądano od nas hołdów i nigdy nie obdarzano nas zaufaniem.

Patologie tego typu inicjacji społecznej tłumaczą wiele naszych późniejszych „antysalonowych” buntów. Zawsze motywowanych społecznym resentymentem.

Człowiek dotknięty resentymentem musi ponieść klęskę. To nie Nietzsche czy Scheler, to po prostu prawda. Także prawda powieściowa, która przewija się przez całą światową literaturę.

Wokulski zapowiada (to swoją drogą jeden z rzadkich przypadków, w których literatura polska poprzedza jakiś motyw literatury światowej, a nie imituje go) postać Martina Edena z powieści Jacka Londona (tę analogię, z pozoru oczywistą, jednak przez literaturoznawców chyba nie zgłębianą, zawdzięczam Małgorzacie Łukasiewicz). Bohaterowie obu powieści to ludzie o gigantycznej energii, których udziałem jest imponujący awans społeczny. Udany jednak tylko pozornie, gdyż zatruty został resentymentem, co w obu przypadkach doprowadzi do klęski spointowanej samobójczą śmiercią.

Trzeźwość

Drugim ważnym tematem „Lalki” jest samotność i wyobcowanie „modernizatora” lub „człowieka nowoczesnego” w Polsce. W genialnym dziele literackim każdy motyw ideowy czy intelektualny można sprowadzić do jednej sceny, jednej kwestii, czasami jednego aforyzmu. W „Lalce” jest to bez wątpienia scena, w której Rzecki, potraktowany brutalnym „odczarowanym” dyskursem Wokulskiego tłumaczącego mu, że stosunkami narodów, klas społecznych i jednostek rządzi egoizm i siła, odpowiada przyjacielowi: „boję się twojej trzeźwości”. Jest to może najbardziej tragiczny dialog pomiędzy polskością i nowoczesnością, jaki kiedykolwiek został przedstawiony w polskiej literaturze. Tych słów, świadczących o zakorzenionym w naszej tradycji lęku przed „pragmatyzmem” i „odczarowaniem”, nie wygłasza Tomasz Łęcki, jego córka ani żaden z arystokratów pojawiających się w scenach zbiorowych tej powieści. Wówczas byłby to zaledwie pamflet. Efekt tragizmu Prus osiąga, wkładając te słowa właśnie w usta Rzeckiego, postaci, która z polskości zachowuje to, co najuczciwsze, najpiękniejsze, najbardziej wzruszające.

Inna rzecz, że po tamtej scenie Wokulski przestanie z Rzeckim (i z polskością) komunikować się po partnersku, otwarcie. Nie chcąc Rzeckiego (i polskości) ranić, będzie przed nim ukrywał prawdziwe motywacje emancypującego się mieszczańskiego „ja”. Pozwoli to zresztą Rzeckiemu fantazjować do woli na temat patriotycznych i rewolucyjnych spisków, w których jego „szlachetny Stach” na pewno potajemnie bierze udział, bo przecież chorobliwe pragnienie indywidualnej emancypacji pozostaje poza zasięgiem polskiej wyobraźni.

Wyobcowanie Wokulskiego powróci w pamfletowej scenie „kwestowania przy grobach”. Najpierw Prus pozwala swemu bohaterowi sformułować tak rzadko w Polsce spotykaną konserwatywną (skrajnie sekularną) pochwałę religii jako siły, która posłużyła za fundament cywilizacji Zachodu (wcześniej Sienkiewicz, oglądając po raz pierwszy monumentalną katedrę w Kolonii, zachwycał się nią w swoich „Listach z podróży do Ameryki” słowami Voltaire’a: „gdyby nie było Boga [któremu zawdzięczamy taką cywilizację i takie budowle – przyp. CM] należałoby go stworzyć”). Potem mamy purytański atak Wokulskiego na bałwochwalstwo ludzi, którzy „z domów bożych zrobili miejsca schadzek” i „są jak niefrasobliwe ptaki, które budują gniazda i zawodzą pieśni na grobach poległych bohaterów”.

***

Lecz nagle coś się w naszym nowoczesnym bohaterze łamie. Sam przywołuje się do porządku słowami: „a czymże ja jestem, zarówno obcy im wszystkim?”. Odkrywa swoją słabość – poczucie całkowitego już wyobcowania z polskości, ze wszystkich jej społecznych tożsamości i kulturowych tropów. Doznanie, które z jednej strony przez „modernizatorów” w Polsce przeżywane jest z głębokim poczuciem winy, a z drugiej strony zawodowym obrońcom narodowej tradycji służy za instrument szantażu pod adresem ludzi, którzy przeciwko zastanej polskości chcieliby się zbuntować.

CEZARY MICHALSKI (ur. 1963) jest prozaikiem, eseistą i publicystą. Opublikował m.in. książki „Ministerstwo prawdy”, „Siła odpychania”, „Jezioro Radykałów”, a także szereg szkiców opublikowanych jako wstępy do nowych edycji dzieł Stanisława Brzozowskiego czy do „Człowieka wśród skorpionów” Czesława Miłosza.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]